www.jedynasty.com - Agnieszka i Łukasz Jedynaści



Łukasz Jedynasty / Mariusz Danilewicz

NO IDEA 4:

Gwiezdny pył



       Planeta Ziemia została unicestwiona. W promieniu kilku tysięcy lat świetlnych od galaktyki Andromedy nie było śladów istnienia życia. Ale zaraz... Coś małego, zielonego przeleciało przed moimi oczyma. To chyba jakiś kosmiczny pojazd! Ląduje! Jezu... Co to może być? Coś się otwiera... Ktoś, a raczej coś wychodzi z tego wehikułu. To chyba człowiek! Wreszcie człowiek! To cud! Myślałem, że nikt prócz mnie nie żyje, a tu taka miła niespodzianka. Jezu... To Maciek Brząkadełeczko - Szczupak z rodziną! Oni żyją? Przecież w ostatnim opowiadaniu unicestwiłem wszystkich... Zaraz zerknę na zakończenie poprzednie książki... O psia krew! Zostawiłem tego palanta przy życiu. I co teraz? Mam kontynuować jego głupkowate przygody? Kurcze, idzie w moim kierunku...

       - Witaj Stwórco!

       - Cześć stary, brudny jełopie.

       - Dziękuję ci za to, że nie wykończyłeś mnie w swojej ostatniej powieści...

       - Nie ma za co.

       - Jest za co, jest...

       - Ale ja chciałem, ale zapomniałem...

       - Gdybym nie był wymyślony przez ciebie i żył naprawdę, to strzelił bym ci w twoją niewyparzoną gębę.

       - Zamknij się Macieju, bo cię kometa trafi. Lepiej uważaj na to co mówisz...

       - Ale to ty wymyślasz to, co mówię!

       - Cicho. Niech ludzie myślą, że jesteś prawdziwy. Książka będzie miała większe wzięcie, rozumiesz, czy nie?

       - Rozumiem.

       I w ten sposób dałem się uwieść Janet. Była całkiem, całkiem, ale mój mały... O przepraszam, ale tak to jest jak człowiek pisze kilka powieści równolegle. Tak więc po rozmowie ze mną, mistrzem i najlepszym pisarzem w całej przestrzeni kosmicznej...

       - Sranie w banie!

       Maciek!!! Zamknij mordę! Tak więc po rozmowie ze mną Maciek nie wiedział co począł. Jego żona Marysia poczęła córkę, ale to zupełnie inna historia. Brząkadełeczko wsiadł w swojego zielonego mercedesa UFO500 i odleciał w kierunku Proxima - Centauri. Zobaczył coś niesamowitego. Przed jego pojazdem otworzyła się ściana kosmosu, a zza niej rozbłysło mieniące się tęczowym blaskiem światło. Maciek bez skrupułów wleciał w ową szparę. Nie wiedział, że była to granica kosmosu. Za swoim statkiem ujrzał dwa niebieskie, policyjne radiowozy. Zjechał na pobocze i poczekał na funkcjonariusza, który podszedł do jego auta.

       - Bileciki do kontroli... Tfu! Przepraszam, ale byłem przedtem konduktorem. Chodziło mi oczywiście o dokumenty do kontroli. Jeszcze raz przepraszam, głupiec ze mnie...

       - Kim że jesteś młody człowieku, że mnie o papiery prosisz?

       - Jam jest Alojzy Podwitkacenty Pierdolnięty. Mój wujek zginął na froncie V wojny światowej...

       - Co wy mi tu pierdzielicie? Wojny były dwie...

       - Ależ pięć...

       - Dwie!

       - Pięć!

       - Dwie!

       - Pięć!

       - Dwie! Dwie! Dwie!

       - Pięć! Pięć! Pięć!

       - Dwie do cholery!

       - Kapitanie, ten oto gamoń niewierny drwi z mej wiedzy historycznej, co bym miał ją okiełznywać źle lub gorzej nawet...

       Kapitan podszedł do Maćka, spojrzał mu głęboko w oczy i z przekonanie powiedział:

       - Pięć!!!

       - Dwie!

       Stary mężczyzna po trzydziestce wiedział, że taka głupia konwersacja nie miała sensu. Postanowił wypróbować sposób, który okazał się genialny:

       - Dwie!!!

       - Pięć!

       - Ach pięć... Oczywiście, że pięć.

       Maciek wyglądał na spokojnego. Opanowanym i cichym głosem powiedział:

       - Kurwa jego w dupę jebana mać!!!

       Ta kwestia nie potrzebowała komentarza. Policjanci zabrali samochód Maćka na policyjny parking w Selegna Sol - bardzo dużym mieście, w którym najbardziej znane było podmiasto Doowylloh i ulica Sllih Ylreveb. Ten nazwy mi coś mówią... Mniejsza o to... Maciek wytłumaczył komisarzom, że wleciał tutaj przez wielką dziurę w kosmosie.

       - Cholera. Znowu te myszy. Wszędzie robią dziury, nawet w kosmosie...

       - Jak można przedziurawić kosmos?

       - Normalnie. To już chyba trzeci dziurawy kosmos...

       - Trzeci? Myślałem, że kosmos jest tylko jeden.

       - E... Co głupie to i nieszczęśliwe. To chyba oczywiste, że jest kilka kosmosów. Nasz tutaj nazwaliśmy Somsok.

       - Jak???

       - Somsok. Taki kosmos od tyłu. U nas wszystko jest na odwrót niż w kosmosie, z którego wyemigrowałeś. U nas nie ma morderstw, przemocy, wojen...

       - A ten gościu mówił, że było pięć wojen...

       - Ten? On jest z Fikuśnego Burka Interkosmicznego. W skrócie FBI...

       - U nas też było efbiaj.

       - Te wasze ziomki nawet do uszu nie dorastają naszym geniuszom!

       - No dobra, ale co z tymi wojnami?

       - Cicho! Teraz napisze coś narrator...

       Dziękuję. Maciek gadał z komisarzem o palindromach i kalamburach. Oprócz tego opowiedział mu swoje ziemskie przygody, które zawiodły go tutaj.

       - Widzisz, szczeniaku. Gdy byłem w twoim wieku, czyli w dwudziestym wieku naszej ery? Nie... Powiem jeszcze raz...

       - Oj nie pieprz tyle dziadku, bo cię zęby rozbolą.

       - Właściwie to już trochę mnie bolą... Idę do dermatologa.

       - Ależ dermatolog leczy choroby skóry...

       - Ależ nie.

       - Tak!

       - Nie!

       - Tak!

       - Nie!

       - Tak... I zobacz co narobiłeś. Pisarz się wkurzył na ciebie i będę cię musiał zabić...

       Wcale nie kazałem mu wbijać w głowę komisarza czterech krzeseł i dwóch stołów, ale niech mu tam będzie. Maciek przypadkowo podsłuchał rozmowę pomiędzy dwoma inspektorami policji.

       - Masz towar?

       - No...

       - To dawaj.

       - Masz.

       - Co to za gówno.

       - Normalne, krowie.

       - Krowie??? Miał być koński nawóz...

       - Nie było końskiego, ale masz świeżuteńkie...

       - Nie chcę krowiego, zbyt mocno lepi się do podniebienia.

       - To trochę podsuszysz nad palnikiem gazowym. Chciałeś gówna, to bierz i nie chrzań...

       Maciek postanowił się wtrącić:

       - Przepraszam panów serdecznie, czy mogę się na chwilę wtrącić?

       - No... Nie!

       - Ależ tak!

       - Nie!

       - Tak!

       - Nie!

       - Widzieliście co się stało z komisarzem?

       - Eee... O... Tak, oczywiście możesz przyłączyć się do naszej konwersacji. Rozmawiamy właśnie o wczorajszym meczu.

       - A, wiem. Anolecrab wygrała z Tyrdam Laer.

       - Słyszałem. Podobno nieźle grał Odlavir i Solrac Otrebor.

       - No, całkiem, całkiem... Ale co mi tu pieprzycie? Gadaliście zupełnie o czymś innym, słyszałem.

       - No i co z tego?

       - Wy jecie zwierzęce odchody???

       - Nie, skądże znowu... Czasami... Dość często zdarza nam się... No dobra, jemy codziennie, ale nie mów tego nikomu...

       - Ale ten gościu piszę o tym książkę, więc albo zginiecie z rąk moich, albo z rąk własnych.

       - Samobójstwo?

       - Nie... Przypadkowy strzał w głowę, podcięcie gardła, wypadnięcie przez okno... Temu cymbałowi zdarza się często uśmiercać bohaterów. To jakiś przewrażliwiony maniak.

       O nie... Tego nie daruję! Kamera stop! Przerwać zdjęcia! Nie dość, że cały film wygląda bardzo głupio, to jeszcze mnie o to obwiniają! Świnie. Ja wcale nie chciałem zjadać tego krokodyla. Lekarz? A po co mi lekarz, do ciężkiej cholery. Jestem, uuuuu eeee aaaa cyyyy eeee aaaaa, zdrowy, eee uuu aaa ble ble ble... No może czasami boli mnie łeb, ale to tylko raz w tygodniu, może dwa, trzy, a czasami codziennie, albo non-stop, ale czym się przejmować. Piszę o głupotach, bo tego pragnie opinia publiczna. Inteligentny humor - gówno! Ludzie chcą świństw, krwi i głupot. Teraz powinienem trochę pośpiewać po szwedzku, aby oglądalność tego programu wzrosła, a więc: "dojcze dojcze iber ales". I co z tego, że to było po niemiecku, że wszystko mi się pieprzy? I tak można to podczepić pod hasło "sztuka". Czym jest sztuka? A gówno was to obchodzi. Chcecie tylko gołych cyców, hektolitrów krwi itd. A gówno!!! Nie będzie nic z tych rzeczy! Od teraz piszę o mnichu Macieju z zakonu Karmelitów. A więc...

       Po przekrętach w pierwszej części książki (na podstawie której nakręcono dwanaście ksiąg "Pana Tadeusza", wyreżyserowanego przez Mickiewicza), która zyskała światowy rozgłos, Maciej Brząkadełeczko-Szczupak postanowił zmienić swój dotychczasowy tryb życia i wstąpił do zakonu, w którym postanowił żyć w zgodzie z przyrodą. Po tygodniu pobytu w klasztorze, Maćka mało szlag nie trafił na myśl, że będzie tu musiał siedzieć do końca swojego marnego życia. Postanowił uciec. Był już za murem klasztoru, gdy nagle dopadł go brat Albert:

       - A ty kurwa... co?! Spierdalasz z zakoniku śmierdzielu?!

       - Dlaczego otworzyłeś buzię, przecież tutaj obowiązują śluby milczenia...

       - Ale ja, kurwa, jestem bratem - strażnikiem i mogę gadać na ile mam tylko ochotę...

       - To bez sensu. Dlaczego tak przeklinasz?

       - Bo mnie krew zalewa, jak patrzę na uciekających przystojnych braciszków...

       - Co?

       - Tak, jestem gejem, ale to czyni ze mnie gorszego? Co z tą jebaną tolerancją?

       - Tolerancja... Czym jest to słowo wobec tysięcy...

       - Zamknij się!

       - Nie takim tonem do mnie!

       - Oj, stul pysk!

       - Oj braciszku... łap!!!

       Maciek podrzucił Alberta trzema granatami... Cholera, znowu krew. I znowu kawałki ciała rozrzucone w promieniu kilku kilometrów. Nie, kamera stop. Zmiana planu. Tak, już mam poprawki. Światło! Kamera! Akcja! Maciek wcale nie podrzucił Alberta trzema granatami. Maciek podrzucił bratu zakonnemu Alojzemu najnowsze wydanie "Ojczyzyny-polszczyzny dla uczniów" pod redakcją Mniodka.

       - Masz bracie i ucz się języka. Przestań przeklinać i wróć na prawą drogę.

       - Ale ja chcę iść w lewo...

       - Nie o tym mówię! Idź i nie kalecz więcej języka polskiego, ucz się zawiłości naszej mowy, a przepisując święte księgi na pewno nie popełnisz żadnego błędu...

       - Czyś ty z byka spadł? Ja mam coś przepisywać? A od czego są pisarze?

       Czy ta aluzja była do mnie bracie Albercie? Co on się do mnie czepia. Czy jako autor i narrator tego badziewia mam znosić wszystkie kwestie uwłaczające mej osobie? Nie!!! Mam tego dość!!! Jeszcze jedna postać z tej książki się do mnie przyczepi to pii... @#?$#@?#$@ *&&? ^?%&^?& pii... (jak to dobrze, że cenzura to wycięła). Dobra, idę na kawę. No co? Przecież muszę trochę ochłonąć, no nie?

       Dobra. Woda już nastawiona, a więc mam trochę czasu na pisanie. A więc księżniczka pocałowała zaczarowanego księcia, który w tej chwili raczej wyglądał jak żaba... Błysło, trzasło, a książę jak był żabą, tak jest...

       - Coś mi tu, krebit, nie pasuje, kork. - Powiedziała księżniczka. - Wyglądasz jakoś przystojniej, krebit, chociaż, kork, nadal jesteś, kork, żabą, krebit.

       I poszła przejrzeć się w lustrze...

       - Krebit! Krebit! Kork! Krebit! - okrzyki rozchodziły się po całym zamku.

       - A czegoś, kork, się spodziewała, krebit. - spytał książę.

       - Miałeś, krebit, zamienić się w, kork, księcia, krebit!

       - Tak już było, krebit, w innych bajkach, kork, ale na mnie rzucono inny czar, krebit, gdyż ten, krebit, czarodziej, kork, pomylił, krebit, strony.

       - A co ty tak, krebit, przeklinasz? Przy damie, kork, powinieneś uważać na język, krebit.

       - Posłuchaj, kork, siebie!

       - Ja, krebit, nie przeklinam!

       - A właśnie, że, kork, tak!

       - Nie!

       - Tak!!

       - Nie!!!

       O kurwa, moja woda na kawę... Na szczęście się nie wygotowała. Teraz już nie produkują takich garnków z gwizdkami jak kiedyś... Zaraz, zaraz, ale o czym to ja pisałem? Ach tak, dziękuję pani za przypomnienie...

       ... Marcin widząc jej piękne kształty, cały zadrżał, a w niektórych miejscach nawet zesztywniał. Tak bardzo jej pragnął. Dałby teraz wszystko, aby zostać z nią sam na sam, ale niestety w przedziale było jeszcze wielu pasażerów, a takich rzeczy nie wypada robić na oczach małych dzieci... W okolicach Wrocławia przedział się opróżnił. Przysunął się do niej bliżej, zaczął delikatnie wodzić palcem po jej obłych kształtach. Czuł coraz większe pragnienie. Żądza w nim narastała z sekundy na sekundę. Postanowił jednak się jeszcze trochę wstrzymać i bardzo dobrze zrobił, gdyż po chwili wpadł konduktor krzycząc:

       - Dobry wieczór! Bileciki!

       - Trąba!

       - Co trąba?

       - Co bileciki?

       - Ja tu bileciki kontroluję, a co z tą trąbą?

       - Powiem panu, jak dojedziemy do Poznania.

       - Niech pan powie teraz...

       - Nie! Dopiero w Poznaniu.

       - No to proszę o bilecik.

       - Bilecik też dopiero w Poznaniu.

       - Nie, teraz.

       - Bo nie powiem panu o co chodzi z tą trąbą.

       - No dobra, to do zobaczenia w Poznaniu.

       - Dobranoc.

       Znowu zostali sami. Tylko on i ona. Leży gotowa, czeka na niego. Zaczyna znów swoją grę wstępną... Napięcie narasta... W końcu postanowił pójść na całość...

       - Och... Uch... Uaaaaaa... Jeeee... Ummmm... Aaaaa... Eeee.... Kurwa, kto zakręcił tą flaszkę?

       - Zakręcona, zakręcona....

       - Kto to śpiewa?

       - Nie wiesz? Reni Jusis.

       - Wiem kto to śpiewa w oryginale, ale kto to tutaj śpiewa?

       - To ja, narrator, postanowiłem się wtrącić, gdyż widzę iż zapomniałeś o podstawowych zasadach. Ale powiem ci dopiero o co chodzi, gdy wytłumaczysz mi o co ci chodziło z tą trąbą.

       - Dopiero w Poznaniu.

       - No nie bądź taki, chyba chcesz się napić? A może się mylę?

       - Chcę się napić, ale nie powiem ci nic przed Poznaniem. A teraz gadaj o czym zapomniałem.

       - No dobra, niech ci będzie. Zapomniałeś odbić nakrętki. A może nie wiesz jak się to robi. Bierzesz butelkę w lewą dłoń i uderzasz w jej...

       - Wiem, wiem. Po prostu zapomniałem. A więc do usłyszenia w Poznaniu.

       - Na razie...

       Po wykonaniu opisanej wyżej czynności, odkręceniu nakrętki, przyssał się do jej szyi jak wampir. Po upłynięciu 21 gul gul, była całkowicie wyczerpana. Nie nadawała się już do niczego. Dwie godziny później pociąg dojechał do Poznania. Gdy Marcin opuścił już pociąg zatrzymał go kanar:

       - No dobra, a więc bilecik proszę.

       - Nie mam...

       - To będzie mandacik...

       - A niby za co? Przecież, yk, jesteśmy na dworcu, yk, a tutaj biletów się, yk, nie wymaga.

       - O przepraszam, ma pan rację. No dobra tym razem się panu udało, ale o co chodzi z tą trąbą?

       - Po prostu jesteś pan trąba i pozwalasz jeździć gapowiczom.

       - O kurwa!

       O kurwa, chyba zaraz go jakiś pociąg przejedzie, ale nie, nie może. Przecież miało nie być krwi... Zaraz, zaraz (to taka duża bakteria - przyp. tłum.), niech no pomyślę... Ale ta kawa dobra... Nic dziwnego, przecież to (....) [znak firmowy zastrzeżony, a poza tym nie zapłacili za reklamę w tym filmie]. Mniam, mniam. Niebo w gębie...

       ...a o czym to ja pisałem. A, tak. Niebo. Niestety Adam z Ewą zostali wygnani z Raju po spożyciu owocu poznania. Teraz wiedzieli już co to grzech i co to wstyd... Ale także widząc ziemię zorientowali się, ile stracili chcąc zaspokoić swoją ciekawość. Dlaczego Bóg był tak okrutny i zasadził to przeklęte drzewo w Rajskim Ogrodzie? Tego nie wiedzą i już się nie dowiedzą. Przyjdzie im przeżyć blisko tysiąc lat mając wyrzuty sumienia i próbując naprawić swój błąd, lecz z dnia na dzień będzie coraz gorzej...

       Ach...co za smak... cóż za rozkosz... nie ma to jak... no chyba że... No dobra, na czym to stanęło? O kim to niby było? O Macieju Brząkadełeczko-Szczupaku? Myślałem, że to było w poprzednim filmie? W tym? To co ja tu o Adamie i Ewie pieprzę? Nie wiesz? Ja też! A więc wracając do Macieja Brząkadełeczko-Szczupaka i brata Alberta...

       - Hej, Albert!

       - Czego znowu chcesz?

       - A może jednak pozwolisz mi uciec z tego klasztoru...

       - Takiemu przystojniakowi? Nigdy!!!

       - Nawet gdybym poszedł z tobą do łóżka?

       - I tak ze mną pójdziesz. Wcześniej czy później, co za różnica.

       - Ale jak byś mnie wypuścił, to poszedłbym wcześniej, a następnie przysłałbym tu mojego brata, który jest jeszcze przystojniejszy ode mnie...

       - Nie ze mną te numery... I tak pójdziesz ze mną do łóżka i tak...

       - A czy mogę pójść do kiosku, bo podpaski mi się skończyły?

       - A musisz?

       - Raczej tak.

       - To idź, tylko wracaj szybko!

       - To do zobaczenia wieczorem! Ale szczęście dał się nabrać. Tylko co ja mam teraz zrobić z tymi łachami?

       Nie wiedział, ja zresztą też nie wiem, ale może ktoś z widzów ma jakiś pomysł? Co? Nie... Ten numer nie przejdzie... Nie... Ten też nie... O tak! To będzie dobre! Wstąpił do najbliższego lokalu dla pań i zapytał delikatnie:

       - Którędy, kurwa do gabinetu kierownika.

       - A bo kurwa co?

       - A bo kurwa mam do niego sprawę.

       - Sprawy odbywają się w sądzie od poniedziałku do piątku w godz. 11-14.

       - Nie chodzi mi o taką sprawę. Jest okazja zarobić nieco grosza.

       - To dlaczego, kurwa, nie zacząłeś tak od razu?

       - Jak nie jak tak.

       - No dobra, to o co chodzi?

       - Ty jesteś kierownikiem?

       - A co, nie podoba się?

       - Nie... Ja tam nie gustuję w facetach...

       - A w gębę chcesz?

       - Nawet za 500 złotych do ust nie wezmę...

       - Uważaj, bo przeformatuję ci zęby...

       - Tylko spokojnie... Ja mam propozycję, Możesz zarobić nieco grosza.

       - Jak?

       - Słyszałeś o występach Chip&Dale?

       - To ci kolesie co się rozbierają przed kobietami?

       - Tak!

       - No i...

       - No i mogę urządzić tutaj coś w tym stylu.

       - Zakonnik?

       - A czemu nie?

       - A co chcesz w zamian?

       - Jakieś normalne ubranie i 20% od dochodu.

       - Czemu tak dużo?

       - Zobaczysz po występie...

       - Niech i tak będzie...

       ...nadszedł wieczór i czas na występ Maćka. Przygotował się jak należy. A więc kurtyna ruszyła w górę. Na sali panowała ciemność. Zaczęła rozlegać się muzyka. Tak, było to to, co lubił najbardziej. Light&Shadow Vangelisa. Przy tej muzyce zapominał o wszystkim. Włączył się reflektor oświetlając jego postać. Zaczął tańczyć... Rozwiązał sznur i powoli zaczął zsuwać swój habit... Gdy jego umięśniony tors błysnął w świetle reflektorów...

       - Zaraz, zaraz, jaki umięśniony tors? Co ty wypisujesz? Przecież to chuchro nie posiada praktycznie mięśni!

       - No co? Pomarzyć nie wolno?

       - Nie wolno! Trzymaj się faktów, bo jak nie to wszyscy z torbami pójdziemy. Przecież nie będziemy angażować 50 aktorów do zagrania jednej roli.

       - To wytnijcie skądś ciało Arnolda i wstawcie, bo inaczej mi się wątek popieprzy.

       - A co na to Arnold?

       - I agree. (Ja się zgadzam - przyp. tłum.)

       - No to dobra.

       ... Gdy jego umięśniony tors błysnął w świetle reflektorów na sali zemdlały 3 panienki. Pod majtkami prężył się jego wojownik miłości. Tańczył tak nie myśląc o otaczającym go świecie... W czasie, gdy on wykonywał to, co tygrysy lubią najbardziej (wcale nie lubię się rozbierać - Tygrysek), szef latał z tacą między rzędami i zbierał datki...

       - Co łaska na tacę, za pracę brata Maćka...

       - Że też kościół nawet dotknął lokale ze striptizem...

       - Cieszcie się, że nie musicie się spowiadać z wizyty tutaj, rozgrzeszenie jest wkalkulowane w składkę...

       - A to nawet dobrze, bo nie wiem jak bym powiedziała o tym w kościele...

       - Patrzcie... Ściąga majtki...

       - O Boże...

       - O Jezu...

       - O kurwa...

       I w tym oto momencie z dwadzieścia młodych pięknych kobiet straciło przytomność, z czterdzieści rzuciło się na Maćka z bojowym okrzykiem...

       - Mój ci jest!!!

       Kamera stop! Co tutaj Sienkiewcz się wcina? Co? Stary, ty już nie masz prawa głosu. Jesteś trup już od kilkuset lat, wypierdalaj mi z planu. Dobra. Jedziem dalej...

       - Ja go biorę...

       - Światło!!! Ochrona!!! Znajdźcie Maćka!!!

       - Już go mamy... Te puszczaj go...

       - Ona może nie puszczać. Podoba mi się. - powiedział Maciek. - Choć skarbie, dalej pójdziemy razem przez tą poronioną przygodę (wcale nie poronioną, a zrodzoną z bólu i wyrzeczeń - przyp. tłum.).

       Pół godziny później w kasie kierownik rozliczył się z Maćkiem.

       - Masz, oto twoje 20%.

       - Ile tego wyszło?

       - 134217 złotych i 78 groszy. I co teraz zrobisz?

       - Nie wiem co mi ten walnięty autor jeszcze wymyśli. Najchętniej pojechałbym na wyspy kanaryjskie z tą oto pięknością i spędził tam kilka upojnych tygodni, a ty?

       - A ja zamykam tą budę...

       - Czemu?

       - Jak te pieniądze włożę do banku na procent, to mogę żyć z tego do końca życia, a i tak wszystkiego nie wydam.

       - No to na razie.

       - Cześć. Dzięki za wszystko!

       Maciej z 'kochaniem' udał się do najbliższego biura podróży, lecz nie dane było mu do niego dojść, gdyż zaraz za pierwszym rogiem trafił na brata Alberta:

       - Gdzie wybierasz się z tą cizią kochasiu?

       - To nie cizia, to moja przyszła żona...

       - Nie pierdol stary, kurwa, bo ci zaraz pierdolnę  (albo każę zrobić to chłopakom - przyp. tłum. [nawet tłumacze robią straszliwe błędy ortograficzne, otóż powinno być 'każę' od słowa 'kazać'; słowo 'karzę' pochodzi od słowa 'karać' w znaczeniu wymierzać karę - przyp. prof. Jan M. - a propos: moja "Ojczyzna-Polszczyzna dla uczów" nie została opublikowana w marcu bieżącego roku, a ja jestem hetero])

       Słowa Jana Mniodka były ostatnimi słowami profesora w tym filmie! Nie żeby Maciek odgryzł mu głowę, to zwykłe plotki... Zgłodniałem, cholera (w dupę jebana mać - przyp. tłum. z hebrajskiego). Idę zrobić pizzę... Tak, to taki złocisty placek z różnym gównem na górze... Albo nie, bo mi żona da wycisk jak nie zmyję naczyń. Ja naprawdę nie mam czasu na sprzątanie, bo praca nad książkami zabiera mi dziennie 70 godzin... Czemu ona tego nie może zrozumieć, do cholery? Ale na czym to ja stanąłem? A, dziękuję pani (w tym zielonym sweterku - przyp. kolegium red. czasopisma "Pani Domu"), w nagrodę dostaje pani dwa kilogramy mąki przennnej. [korekta: kolejny ewidentny błąd ortograficzny, powinno być 'monki przennej' - dziękuję za uwagę i... do zobaczenia w kolejnym odcinku "Sukcesu na modę"] A więc Marcin Luter przyczepił na drzwiach jakiejś stodoły kartkę z protestem, który głosił, że wolność człowieka jest jego wolnością. Kiedy Jan Chrzciciel spotkał ją po raz pierwszy, wcale nie powiedział 'cześć'.

       - Heloł słodziuchna... Może się wykąpiesz w moim bagienku?

       - Spadaj matole. Zaraz mnie przelecisz i...

       - Stop! Stop! Stop! Ja mam już tego dość! Tysiące razy widziałem tę scenkę: spadaj matole, zaraz mnie przelecisz i tak dalej i ma tego dość! Odchodzę moja miła i zostawiam cię rekinom na pożarcie...

       - Nie... Nie rób tego miły mój! Proszę cię... Zrobię wszystko co zechcesz, tylko mnie nie opuszczaj, potrzebuję ciebie, mój jedyny!

       - Przykro mi, postanowiłem już. Wstępuję do Armii Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i Środkowej z oddziałem we Francji Południowo - Wschodniej.

       Tak więc Jan Chrzciciel najpierw zmienił nazwisko na coś bardziej teraźniejszego, bo go mylono z Janem Chrzcicielem, którym zresztą był... Teraz nazywał się Jezus Chrystus... Nie, to też już gdzieś słyszałem... No dobra, mam. Zmienił on nazwisko na Jan Bóg Ojciec. Tak więc Bóg Ojciec pojechał do Francji, gdzie czekał na niego jego syn brat Albert z zakonu Karmelitów.

       - Ach, Janie, ojcze mój, ty żyjesz!

       - Tak mój synu! A dlaczego miałbym nie żyć...

       - Choćby dlatego, że wysłałem do Palestyny Maćka Brząkadełeczko - Szczupaka, który miał cię zabić... Nic poza tym...

       - Powiadasz, że to ty wysłałeś Maćka do mnie?

       - Spotkaliście się???

       - Tak... Nawet jesteśmy małżeństwem...

       - Ty stary bucu i synachłopakokradzieju...

       - Odpierdol się bo zawołam policję!

       Nagle, ni stąd ni stamtąd pojawił się na planie Władysław Pasikowski wraz ze swoją dziewczyną Lindą Bogusław.

       - A ty kurwa, co? Moimi tekstami kurwa rzucasz jak własnymi?! Spokojnie, kurwa, to, kurwa, nic nikomu, kurwa, się, kurwa, nie, kurwa, stanie, kurwa, kurwa, kurwa. I, kurwa, pamiętajcie, kurwa, że, kurwa, tylko ja, kurwa, mam, kurwa, prawo, kurwa, tak, kurwa, często, kurwa, używać, kurwa, słowa kurwa, kurwa.

       No i mamy nowy rekord ilości 'kurwa' w jednej kwestii. Ponad 20 kurew, hehe, to jest wynik... Ale wróćmy do opowiadania... Maciek był przerażony gdy ujrzał Alberta, ale postanowił udawać twardego.

       - Słuchaj, Albercik, spieprzaj stąd bo ci jaja urwę!

       - Dobra, baranie... Pogadamy inaczej!

       - Co?

       - Jacjo!

       W tym właśnie bliżej nie określonym momencie czasoprzestrzennym chmury nad Los Angeles rozeszły się a na niebie pojawił się latający spodek, który porwał Maćka na swój pokład. Jeden z zielonych ludzików z Marsa [tekst sponsorowany przez Fabrykę Papierosów Mars] podszedł do leżącego na wodnym łóżku Szczupaka i rzekł:

       - Cześć marynarzu!

       - Ja nie jestem maryna... O ja cię chromolę, jaki ty jesteś podobny do mojej byłej dziewczyny z Wenecji...

       - Byłeś w Wenecji?

       - Nie.

       - To jak mogłeś spotkać tam jakąkolwiek kobitę?

       - Byłem w Neapolu, gdzie na wakacjach przebywała Sinthia... Ach co to był za tydzień. Kochaliśmy się bez przerwy na skalistym wybrzeżu Morza Kaspijskiego. Tylko ja, ona i szum fal...

       Niespodziewanie na czubku głowy jednego z przybyszów zapaliło się ognisko. Maciek korzystając z okazji wyrwał się alienom i pobiegł do lodówki. Zauważył to jeden z obcych.

       - Maciek! Zostaw te kiełbaski, ognisko już zagasło... Niestety obiekt podstawkowy ogniska przeszedł metamorfozę, która totipotencjalnie zmieniła wygląd kapitana na jednego z waszych sierściuchów, błe...

       Szczupak powoli podniósł głowę i obrócił się w stronę kapitana. Zobaczył kogoś, kogo nie spodziewał się zobaczyć...

       - Synthia! Moja jedyna... Jak dobrze cię widzieć, kochanie...

       - Zamknij mordę Szczupak!!! Nie jestem żadna Synthia!

       - A ktoś ty?

       - A ktoś ty?

       Nagle za narratorem pojawiła się grupka potężnych żołnierzy, z której wystąpił jeden najwyższy stopniem.

       - Przerywam ten program! Nie, to staje się coraz głupsze! Naprawdę niszczycie tylko niepotrzebnie drzewa, aby taki kicz drukować...

       Postanowiłem zareagować:

       - Zaraz, zaraz? Gdzie jest coś głupiego?

       - Gdzie?! Wszystko jest głupie... Już od ponad 13 stron non-stop jakieś pieprzenie cholernych głupot! Oj, bo cofniemy ci dotację i nigdzie tej książki nie wydasz. Poprzednia część uszła jako tako, bo opowiadała o edukacji seksualnej w Brazylii, a tutaj trochę przesadzasz...

       - Ja przesadzam?

       - Tak, ty!

       - Przepraszam... Kapitanie, wybacz mi! Proszę o przebaczenie... Zlituj się nade mną...

       - No dobra, zlituję się. Ale jest jedno ale: otóż dalej musi to być coś ciekawego i nie głupiego!

       - Co?! Ach, no dobrze...

       - Obiecujesz?

       - Tak, obiecuję.

       A więc po męczącej rozmowie z niezależnym wysłannikiem NATO, które jest oficjalnym sponsorem tej książki postanowiłem, że od tej pory będzie to poważny (a czy wcześniej był nie poważny? - przypisałem sam) dziennik pokładowy kapitana nowego frachtowca... No dobra, let's rock!

       Dziennik kapitana. 22. stycznia 2071 roku...

       I znów zrobiliśmy błąd kierując się na południe. Czekał tam na nas szwedzki pancernik, ale mimo wszystko udało nam się ujść żywcem. Wielką zasługę przypisuję tutaj Mike'owi, który bym zdolny poświęcić życie aby ratować naszą kolumbrynę. Zamierzamy płynąć na południe, ale nie sądzę, żebyśmy byli w stanie dopłynąć do jakiegokolwiek portu w tym tygodniu.

       Dziennik kapitana. 23. stycznia 2071 roku...

       Tak jak myślałem: lądu nie widać na horyzoncie. Dziś rano wyłowiliśmy z morza trzy ciała kobiet. Najprawdopodobniej zostały zamordowane. Nie spocznę póki się nie dowiem, kto zabił te niewiasty.

       Dziennik kapitana. 24. stycznia 2071 roku...

       Nie ma nic gorszego niż zaskoczenie niespodziewanym atakiem nieprzyjaciela....

       Aaaaaa! Przepraszam państwa serdecznie, ale kawa wylała mi się mojego małego... Aaaaaa, jak piecze! No dobra, muszę być silny, przecież jestem prawdziwym macho-twardzielem, hehe. To nic, że mój penis nadaje się już tylko do zmywania naczyń... Na czym to stanęło? A, mam...

       Tak więc Glutek i Maciek poszli po raz pierwszy na randkę, o psia kość... Nie poszli na randkę, oczywiście, tylko poszli do starej skapciałej babuni opchnąć jej jakiś sprzęt do nurkowania.

       - Dzień dobry pani. Jestem z przedsiębiorstwa budowlanego Tafta SA...

       - Dzień dobry, niestety męża nie ma w domu.

       - Tym lepiej...

       - Dlaczego?

       - Bo my nie jesteśmy tak naprawdę z przedsiębiorstwa budowlanego Tafta SA. Zajmujemy się sprzedażą odkurzaczy marki Renault.

       - Ale my już mamy taki odkurzacz!

       - A mają państwo sprzęt rtv... Dużo sprzętu rtv?

       - Tak, całe mnóstwo...

       - To może zainteresuje panią nasza oferta promocyjna na noże antywłamaniowe.

       - Noże antywłamaniowe???

       - Tak. Montuje się je na oknach, przed drzwiami i tak dalej. Wchodzący włamywacz włącza układ za pomocą kilku fotorezystorów i w ten sposób zostanie humanitarnie poszatkowany. Gratis dodajemy maszynę do puszkowania, aby mięso włamywacza można było używać w kuchni chińskiej.

       - Przecież nie można zabijać nikogo...

       - Nie można zabijać... Słyszałeś Glutek, hehe... "Jestem katoliczką i nie będę strzelała z armaty do małych muszek, będę hodowała marchewki"... Też coś! Lepiej kup babciu cokolwiek, albo spalimy cię na stosie!

       - O rety, nie spodziewałam się Hiszpańskiej Inkwizycji...

       - Plagiat! Plagiat!

       - Co proszę?

       - Nie może pani używać już wypowiedzianych wcześniej przez kogoś innego kwestii. To jest niemoralne i bardzo niegrzeczne. Gdy aborygeni polowali na kangury w lesie Sherwood wcale nie myśleli o tym, że 1200 lat potem będzie biegał tam jakiś Robin Huth i strzelał do niewinnych i bezbronnych żołnierzy cara Alexandra II-go...

       - O, przestałeś być zabawny!!!

       Przerywamy program aby nadać komunikat o zbereźnej treści. Ten film został wyprodukowany przez Stowarzyszenie Gumowych Fiutków Spętagonu i nakręcony w Bułgarii. Jeszcze raz uprzejmie państwa przepraszamy.

       End now, English version of apologies: This film was realized by North Atlantic Theatre Organization in United Kingdom. We are very sorry about it.

       Kurcze! Kto mi się wcina z przeprosinami, co? Tylko ja mam prawo do przepraszania kogokolwiek za cokolwiek i gdziekolwiek, wiec takie teksty mnie tylko wkurzają. Polska książka dla Polaków, a tu nagle wersja angielska (a co ci do tego, ty stara dupo? - przyp. tłum.). Dobra, lecimy dalej z tym koksem...

       Wielki statek kapitana został zaatakowany przez niemiecki okręt podwodny, który wystrzelił dwie potężne torpedy, które idealnie trafiły w kadłub okrętu, który poszedł na dno razem z całą załogą, która była zaskoczona, gdyż był to właśnie czas snu, a więc wszyscy ponieśli haniebną śmierć, włącznie z kapitanem, który zaczął pisać dziennik pokładowy ale niestety go nie skończył, bo nastąpiło to, o czym pisałem powyżej...

       - Stop! Teraz zdania są za długie!

       To znów ten pułkownik! No dobra. Teraz zdania będą normalne. A więc Marcin po wykiwaniu kanara w Poznaniu poszedł do swojej dziewczyny, która mieszkała niedaleko od dworca, który leżał...

       - Coś mi obiecałeś!!!

       - Tak, tak, panie pułkowniku, wiem...

       A więc zdania mają być krótkie...

       - Nie o to mi chodziło. Znowu tekst zaczął się robić głupi! Przepraszam na moment, ale muszę iść do toalety...

       No jasne. Idź srać, a ja zrobię tutaj jakieś zamieszanie. Albo nie, bo naprawdę nikt nie kupi tej książki... A więc o czym to było? Aaa... Marcin zapukał delikatnie do drzwi swojej ukochanej, ale nikt nie otwierał. Pukał mocniej i mocniej aż doszedł do kopania w drzwi. Gdy nic nie dawało rezultatu wziął długi rozbieg i wyważył drzwi, które rozleciały się na drobne kawałeczki. Wszedł do środka. Ujrzał pięknie nakryty stół, na którym stały dwie palące się świece. Rozejrzał się wokół, ale nie widział Helenki. Wreszcie zaglądnął do sypialni i zobaczył jej piękne ciało. Ściągnął spodnie i szybko wskoczył na wielkie wodne łóżko. Pocałował ją delikatnie... No dobra, mało jej języka nie wyssał z buzi i wtedy się obudziła. Spojrzała na Marcinka i seksownym i czułym głosikiem wyszeptała:

       - Kurwa! Spierdalaj zboczeńcu!

       Dopiero wtedy Marcin zorientował się, że pomylił mieszkania. Ruszył więc zmartwiony...

       - Dobra, dobra... Mimo tego, że byłem w kibelku to słyszałem te brzydkie i nieparlamentarne słowa, jakie padły z ust tej niewiasty. Czy naprawdę nie możesz się obejść bez tego typu wulgaryzmów?

       - Nie.

       - A to okej.

       Niektórzy ludzie nie wiedzą co to sztuka. A specjalnie więc dla nich definicja tego słowa!

       Sztuka - umiejętność wytwarzania rzeczy wedle reguł i zasad. Wyróżniamy dwa rodzaje sztuki - wolną  (umysłową) i pospolitą (wymaga wysiłku fizycznego). Przez setki, a nawet tysiące lat pojęcie 'sztuki' zmieniało się dzięki różnym czynnikom. W końcu powstała definicja, którą możemy odnosić do czasów współczesnych. A więc dzieło sztuki jest odtwarzaniem rzeczy, konstrukcją formy bądź wyrażeniem przeżyć, jednakże tylko takim odtworzeniem, taką konstrukcją, takim wyrażeniem jakie są zdolne zachwycić, wzruszyć lub wstrząsnąć. Klasycznymi dyscyplinami sztuki są: urbanistyka, architektura, rzeźba, malarstwo, grafika, rysunek, rzemiosło artystyczne, wzornictwo przemysłowe, sztuka ogrodu i wiele innych, mniej lub bardziej ważnych.

       Uf. Teraz wszyscy wiedzą co to jest sztuka, więc mogę spokojnie przejść do dalszej części książki. O czym to ja, do cholery, pisałem? Nie pamiętam, psia kość... Nieważne, sztuka jest sztuką, a to jest najważniejsze!

       - Co?

       - Jajco!

       - Słuchaj no, gówniarzu! Ja jestem starszy stopniem niż ty, więc mogę zabrać ci prawo do pisania książek...

       - Za co?

       - Widzisz, ty byś odpowiedział 'za jajco!', ale ja ci odpowiem, że twoje dzieła są głupsze niż książka kucharska.

       - Teraz to mnie naprawdę wkurwiłeś! Głupia? Głupia?? Głupia?!!! Książka kucharska głupia? No nie wiem bracie gdzie ty się wychowywałeś, ale ja nie wiem jakbym mógł żyć bez książki kucharskiej. Gdy moja matka mówiła, abym nauczył się gotować, to ja wcale...

       - Oj nie pieprz, tylko kończ tę książkę i do domu!

       Oj, podpadł mi ten pułkownik. Całe szczęście, że cenzorzy nie wycinają słów w stylu @?#$? @?#@?,? @#? @#@? @, @?#?, @?#>@ czy nawet dupa. Tak czy inaczej, pora na dalszą część programu...

       To be continued...

       Starring:

       Nicholas Caganiec as Maciej Brząkadełeczko-Szczupak

       John Dwa Volta as Maciej Brząkadełeczko-Szczupak

       Arnold WhiteZeneger as Maciej Brząkadełeczko-Szczupak

       and many more famous actors and actress...

       Photography:

       Dżejms z Kamerom

       Light:

       Mister from Electricity

       Special effects:

       Plast-el INA

       Beer F. I. C. (Fracytal Images Creator)

       Music:

       i haven't got any idea who composed this fucking soundtrack.

       Next time...

       - Co za palant tutaj wpierdolił napisy końcowe, co? Co to ma kurwa znaczyć, co? O co tu kurwa chodzi, co? Dlaczego ktoś mi się wpierdala w środek opowiadania, co?

       - A ty kurwa co taki ciekawy, co? I czemu cały czas kończysz zdanie wyrazem co, co? Co ty sobie myślisz, że co, co? Że jak jesteś autorem tej książki, to Ci wszystko wolno, co?

       - A ty kto jesteś, że się wpierdalasz, co? Co to w ogóle ma kurwa być, co? Już nawet sobie spokojnie nie można książki napisać, co? A co do kończenia zdania wyrazem co, to co to cię kurwa obchodzi, co?

       - Mnie nic, ale czytelnicy mało się mlekiem nie utopili baranie, i co, głupio ci teraz, co?

       ...no dobra skończyłem prać skarpetki i mogę pisać dalej. Ale zaraz, zaraz. Co za łajza dobrała mi się do maszyny do pisania (co za głupoty (ale to pojebane (o kurwa, przecież nie mam korektora, a nie chce mi się przepisywać tego od początku (może to jednak zostawię (ale początek tego dialogu jest nawet obiecujący, ciekawe co miało być dalej (mam pomysł, ja pójdę prać gacie, a niech ten ktoś, kto to zaczął skończy swój kawałek (niezły pomysł, co? (a może jednak nie zostawiać maszyny bez opieki, bo mi jeszcze jakichś głupot nawypisują (no dobra zaryzykuję (ale nawiasów (naprawdę to jest ich już chyba 11 (myślę, że 12 (mylisz się, trzynaście (po co ta kłótnia o nawiasy (a skąd ja kurwa mam wiedzieć (mam nadzieję, że ten kto to czyta nie pije teraz żadnego napoju (na ten przykład mleka, którym można bardzo łatwo się zadławić czytając takie głupoty (i w dodatku w tylu nawiasach))))))))))))) to ja idę prać gacie))))).

       - No może trochę, ale chyba głupiej się czuje ten, co to tyle nawiasów napisał. Jest tego chyba z 18 sztuk. Ten to dopiero wie jak kogoś życia przy czytaniu pozbawić.

       - A masz rację. Może teraz trochę na niego ponajeżdżamy, co?

       - Niezły pomysł.

       - A więc kto to widział tyle nawiasów wypisywać? Chcesz pozabijać czytelników, palancie głupi. Jak tak można, o tam pani w zielonym sweterku mało się nie udławiła kanapką z pomidorem, a pan w trzecim rzędzie został zabrany do szpitala, gdyż kawałek pizzy utkwił mu w nosie.

       - A tamta pani zobacz jak się mlekiem ochlapała, masz szczęście, że się nie utopiła...

       ...co oni tutaj znowu nawypisywali? O nie, tak na mnie najeżdżać. Nigdy więcej szarlotki, kaganiec, kolczatka, zamknięty box. No dobra a teraz może w końcu wrócę do tematu...

       A więc jak już było wspomniane, brat Albert, z domu Anna Maria Zajobek, po szeregu operacji mających na celu zmienić kolor jej skóry na czarny, stała się mężczyzną, co tłumaczy jego pociąg do mężczyzn (dusza kobiety zawsze nią zostanie, a zmiana powłoki zewnętrznej nic tu nie zmieni). Ponieważ nie mógł odnaleźć się w naszym 'tOlErAnCyJnYm' społeczeństwie, postanowił wstąpić do zakonu, gdzie jako strażnik miał pilnować braci zakonnych. Więc z racji pełnionych funkcji miał dostęp do wszystkich pokoi, a że braci obowiązywały śluby milczenia, jego bezeceństwa nigdy nie wyszły na jaw. Było to zarazem na rękę dla samych braci, gdyż nie musieli kombinować nic na boku, wystarczyło, że przechodząc koło Alberta schylili się zawiązać sandał, a ten w nocy odwiedzał określony pokój. No cóż, wszystko było w porządku, dopóki w zakonie nie pojawił się Maciej. Ale jego przejścia już znamy z poprzedniego odcinka (to było w tym? O kurwa, to się chyba nieco rozpędziłem). A więc jego przejścia były kilka stron temu. Więc wielka miłość Alberta po ucieczce z zakonu, zdobyciu kupy szmalu i kobiety, idąc w kierunku biura podróży została zaatakowana przez komitet do walki z pornografią oraz przedstawicieli Chrześcijańskiej Unii Jedności (ChUJ).

       - Precz z pornografią!!! Precz z pornografią!!!

       - Ale zaraz o co wam chodzi?

       - Jesteśmy przeciwni występom, jakie ostatnio można było obejrzeć w tej obskurnej knajpie.

       - Nie rozumiem. Był jeden występ, a w dodatku nie miało to nic wspólnego z pornografią. To był zwykły pokaz erotyczny.

       - Precz z erotyką!!! Precz z erotyka!!!

       - Przed chwilą było z pornografią. O co wam chodzi?

       - Jesteśmy przeciwni takim występom, są niemoralne i nieetyczne.

       - A czy etyczne jest pokazywanie w telewizji, jak ktoś popełnia samobójstwo, czy relacje z wypadku? Tutaj chociaż było pokazane coś pięknego, coś, co bało wielu osobom radość! Jak można być przeciwnym radości?

       - Precz z radością!!! Precz z radością!!!

       - Precz mi stąd!

       - Precz z preczem!!! Precz z preczem!!!

       Maciej doszedł do wniosku, że nie warto dłużej z nimi dyskutować i pomaszerował dziarsko dalej. Ale i tak daleko nie zaszedł, gdyż na następnym skrzyżowaniu zaatakował go Nosyt Ekim z bananem w ręku...

       - Nie ruszaj się. Oddawaj wszystkie pieniądze!

       Minęła chwila niezręcznego milczenia...

       - Czemu nie dajesz mi tych cholernych pieniędzy?

       - Jak mam ci je dać skoro mam się nie ruszać?

       - Ale z ciebie idiota!

       - To raczej z ciebie. Przecież to ty wydajesz sprzeczne rozkazy. Może byś się zdecydował, czy mam się nie ruszać, czy dawać całą forsę?

       - Dawaj forsę.

       - A więc mogę się ruszać?

       - Możesz.

       I w tym oto momencie Maciej rzucił się na Nosyta Ekima, wyrwał mu z ręki banana i krzyknął.

       - Stój! Dawaj wszystkie pieniądze.

       - Stary, ale żeś mnie zaskoczył. Do tej pory jeszcze nikt nie próbował mi wyrwać broni z ręki.

       - W końcu musiał być ten pierwszy raz.

       - No dobra, masz, bierz.

       I oddał mu wszystkie pieniądze, po czym zamienił się w żabę i w podskokach oddalił się z miejsca zdarzenia. Teraz Maciej, bogatszy o następne 124342432654$ mógł zrealizować swoje życiowe marzenie. Mógł zostać pianistą w burdelu. Ale na chwilę zostawmy Macieja z kochaniem na rogu ulicy i sprawdźmy co słychać na zamku, gdzie księżniczka się kłóci z księciem...

       - Nie, krebit!

       - Tak, krebit!

       - Nie, krebit! A zresztą, krebit, daj już sobie, kork, spokój z tą, krebit, bezsensowną kłótnią, kork.

       - To nie ja, krebit, zacząłem!

       - Właśnie że, kork, tak!

       - Nie!

       - Tak!!!

       - Nie! Krebit! Nie! Czy my, kork, zawsze musimy się, krebit, kłócić?

       - Przecież my się, kork, nie kłócimy!

       - Właśnie że, krebit, tak!

       - Nie!!!

       - Tak!!!

       - Krebit, kork, krebit, krebit! Ja jej zaraz krebit! Ona mnie krebit! Dlaczego zawsze, krebit, musisz być, krebit, taka uparta? Czy choć raz, krebit, mogłabyś sobie, kork, odpuścić?

       - Ja jestem krebit uparta? Kork, toż to, kork, zniewaga! Nie dość, że, krebit, miałam, kork, ciężki dzień, krebit, okres mi się kork spóźniał, to jeszcze, krebit, zostałam, kork, zamieniona w jakąś krebit żabę! A ten, kork, się jeszcze mnie, krebit, czepia! Spójrz na mnie, kork. Jak ja, krebit, teraz wyglądam!

       - A było, kork, całować pierwszą spotkaną, krebit, żabę?

       - Miałeś się, krebit, zgodnie ze scenariuszem, kork, zamienić w, krebit, przystojnego, kork, księcia!

       - Przecież już ci, kork, tłumaczyłem co się, krebit, stało.

       - Nie mogłeś mnie, kork, uprzedzić?

       - A niby, krebit, jak. Rzuciłaś się na mnie, krebit, jak francuzi na, kork, żabie udka. I co, krebit, niby miałem zrobić?

       - No krebit nie wiem...

       ... zostawmy ich na moment (to taki rosyjski klej - przyp. tłum.) samych, gdyż w tej właśnie chwili nasz główny bohater John Power II wydał swój pierwszy album solowy, na którym umieścił swoje największe hity z okresu sprawowania funkcji głowy kościoła katolickiego. Zdecydowanym faworytem jest tutaj "Łojcze Nasz" z wiwatującą w tle młodzieżą. Czegóż to kościół nie zrobi dla pieniędzy...

       ... po czym Maciej nie widząc sensu w dalszym zabijaniu obcych, postanowił spróbować nawiązać z nimi łączność:

       - Tu Maciej, Brząkadełeczko z Polski, słyszy mnie?

       - GJHgUHHHUGYgvhuGnbv, BYubb YBHBuy YG!

       Po otrzymaniu takiego komunikatu, Maciej musiał skorzystać z podręcznego tłumacza:

       - Ej, ty, tłumacz! Chodź tu i przetłumacz, co to oni tutaj nadali!

       - Zaraz, zaraz! Przecież się nie rozerwę! Najpierw muszę przetłumaczyć ten pięcioksiąg mojżeszowy z hebrajskiego na suahili!

       - To jest ważniejsze baranie!

       - Sam jesteś baran! Jeśli jesteś taki mądry, to sam sobie przetłumacz to, co odebrałeś!

       - Ale ja nie znam żadnego języka obcego oprócz: angielskiego, francuskiego, niemieckiego, rosyjskiego, hebrajskiego... (cała lista zajęłaby pięć stron maszynopisu, a więc zostanie przedstawiona jej skrócona forma)...greckiego, włoskiego, hiszpańskiego, portugalskiego, holenderskiego, zulu-gula, suahili, japońskiego, chińskiego, wietnamskiego i jeszcze kilku innych mniej znanych dialektów.

       - No dobra, już idę.

       - No i co?

       - Kurwa, co to za język?

       - A skąd ja to kurwa mam wiedzieć.

       - Ja się nie pytałem, tylko przetłuumaczyłem.

       - To tak tutaj pisze?

       - Jest napisane!

       - Nevermind. I can't write in this strange language.

       - OK. You tell me what you want to write, and I translate it to this dialect.

       - Dobra, zaczynam. Tu Maciej, nie chcemy dalej walczyć.

       - mNIHGUTDYH mGUUGYF, nkjnig HGU ub YYF JJHGJGJGJIK.

       - KJHhkgjgbUbj, UYGgujv YG jhgbigyuv UFYTTTTTJjg uy?

       - Dlaczego, przecież impreza dopiero się zaczęła?

       - To staje się nudne.

       - Itbvhgf uyuytrrrv hgf UYTRGFYUTI.

       - ujyyUYTig UTI, UGTG UG IkuuujgbUYTF.

       - Może dla ciebie, my bawimy się wspaniale.

       - A co was tak bawi?

       - KJHhhhiuhguu, VUYyggiuygvuy, yf fufufvb?

       - JGjgbuuug yuf. uyfffuiiiyf jhgv?

       - Nikt nigdy nie łaskotał nas tak delikatnie, to jest takie podniecające i rozweselające za razem. Dlaczego nie chcesz się już z nami bawić?

       - Bo mi się nudzi.

       - NIhnb jiug uyyy uyifg b FD REsxtr exzTRR yjtkyr fty Cctryyyy uctrjytf uytjjjjjjjjkytf YTDtrYD dyjtdf TYdytrrru dTYRryu Ddddytjfd YudYTU tduYYY yuuuuudytruUUUUUuuutfyYYYYD Dytrjdtr UD ytc.

       - JHoi ui giiigu.

       - Chętnie odkupimy od ciebie tą wspaniałą zabawkę, jesteśmy w stanie zaoferować ci w zamian 2 tony różowych diamentów.

       - Niech i tak będzie.

       - KJHGuig kg ggiugjhb jyktf ukuyg fuiy gggyuuu iiii kuytf ll.

       ... i tym oto sposobem cała populacja Śmierdzoinogiczareczkowniczyków żyjących w okolicy Gertanotelikumatyzatornikatenii łaskocząc się nawzajem działem neutronowym w dolne kończyny chwytne uległa samozagładzie, ale to nie był największy problem Maćka...

       - Kapitanie. Toniemy.

       - Jak nie wy, to, kurwa, kto?

       - Nie o to chodzi. Statek tonie.

       - To dlaczego dowiaduję sie o tym ostatni?

       - Myśleliśmy, że to tylko dziura w polu siłowym, ale przy dziobie jest dziura w burcie.

       - Co robić? Co robić?!?!?

       - Bagaż za burtę!!!

       - Kto chce wyrzucić różowe diamenty za burtę?

       - Ja - rzekł bosman.

       - Bosmana za burtę!!!

       Fiuuuuu.... Plaśt.... Bul... Bul...

       - Czy ktoś chce jeszcze coś wyrzucać z ładowni?

       - Nie. My nic nie chcemy, no może trochę, a właściwie to gdybyśmy wyrzucili wszystko, to może byśmy nie zatonęli...

       - Załoga za burtę!

       Plaśt... Plum... Bul... Bul...

       ...wtem z wody wynurzył się wściekły rekin:

       - Co to za hałasy!!! Dzieci mi pobudzicie!!! Zabawkę se durnie znaleźli!!! Kto to widział topić się na środku morza!!!

       Zaraz, skąd ten rekin się tutaj wziął. Przecież on był w zupełnie innej bajce. Zaraz, zaraz, jak to było? A tak, Już pamiętam... Niania wraz z piękną księżniczką udały się na Sycylię, ale ostatnio byłem trochę niewyspany i chyba nie dokończyłem tej bajki, więc nie dokończę tego również teraz. No dobrze, jak ta pani w żółtej bluzie tak ładnie prosi to dokończę. Co??? Jak to nie chcesz tego słuchać?! Co mi tu rękę wystawiasz stara buraczana babciu? Spadaj stąd, bo zaraz ci dowalę ty jędzo! No dobra, masz tu dwa złote i kup sobie jakąś miętową gumę, albo lepiej jakieś miętowe cukierki, bo śmierdzi ci z gęby niemiłosiernie... Co? Mi też śmierdzi?! O nie babciu! Spierdalaj stąd! Żuchwa, wywal ją stąd. Uff. I święty spokój. Nie dość, że teściowa w domu z wałkiem biega i wali mnie po mojej biednej głowie to jeszcze jakieś stare top-modelki przyłażą. Ot przyjdzie ci tutaj taka Naomi Kambel i żebrze... Nie żebym był rasistą, ale nienawidzę czarnuchów...

       - Stooooooop!!! Przerwać zdjęcia! Dać mi karabin maszynowy i wszyscy się odsunąć, zaraz rozjebię to nazistowsko-faszystowskie ścierwo!

       - Nie strzelaj, ja tylko żartowałem...

       - Więc nie masz żadnych uprzedzeń?

       - Nie...

       - A to...

       - Nienawidzę tylko pedałów.

       - A to w porządku, bo...

       - I Syryjczyków.

       - Tylko?

       - Właściwie to nienawidzę też Żydów, Żabojadów, pierdolonych Angoli, jebanych Makaroniarzy, Szwabów, tych pierdolniętych Amerykanów, islamistów, katolików, jehowych, muzułmanów, buddystów, zarzyganych Rosjan, głupich Austriaków, Murzynów, Żółtków, Białych, zasranych Polaków, idiotycznych Czechów, Eskimosów, kurduplowatych Chińczyków...

       - Dość... Kim ty, u diabła, jesteś?

       - Jak to kim? Kosmitą! Nienawidzę również jebanych homoseksualistów, heteroseksualistów, biseksualistów, monogamistów, poligamistów...

       - Jeeee!!!!!!!!!!!!!

       Kto tam krzyczy?! O kurwa mać... Najazd z obcej planety... O w mordę jeża... No ładnie, ale mi tu głupot nawciskali...

       - Przecz z wszystkim!!! Przecz z wszystkim!!!

       Muszę chyba wejść w dialog z tą bandą na dole. Idę na dół i powiem im co o nich myślę.

       - Czemu tak krzyczycie?!

       - Bo jesteśmy przeciw!!!

       - Przeciw czemu?

       - Przeciw wszystkiemu. Jesteśmy z ChUJ-a...

       - Hej, nie wyrażaj się w taki sposób!

       - No przeca chodzi mi o Chrześcijańską Unię Jedności.

       - Co???

       - Precz z co!!! Przecz z co!!!

       - Oj, to będziecie marźli!

       - Czemu?!

       - CO jest to skrót od centralnego ogrzewania, więc ciepłownia wam zakręciła ciepłą wodę, hehe.

       - No i ChUj im w dupę....

       No i sprawa załatwiona. Uf, było ciężko. Ostatni raz odchodzę od tej maszyny, ale z drugiej strony trochę głupio zabierać maszynę do pisania idąc na dziwki... Ups, sory. Nieważne... Na czym to ja skończyłem? Eeeeee... Mam! Tak więc Rekin porzucił swoją żonę i wybrał się z Maćkiem na rejs dookoła świata. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że po drodze spotkali dwójkę znanych z poprzedniego odcinka górali.

       - Hej, panocku! Pozwolis tu chwileckę?

       - Odwalcie się ode mnie, wy stare pierdziochy! Nie widzicie, że z tą rybienką na Seszele płyniemy!?

       - Oto mnie chodzi. Nase łowiecki jesce nie wróciły, więc ni mamy ni jakich mozliwosci na powrót do nasego Bacy...

       - Mój ojciec też jest góralem...

       - Tak?!

       - Nie, ty idioto! Przecież gdybym był góralem to nie zadawałbym sobie tyle trudu, aby pływać po oceanie i z jakimiś spedalonymi juhasami gadać! Ponadto nie miałbym czasu na to, żeby z rekinami się brykać...

       O kurcze, cenzor wstał!

       - Okej, pogadamy inaczej! Kończ to gówno, bo pogadamy inaczej...

       - Coś mi nie pasuje w tym co powiedziałeś!

       - Bo ja jestem korektorem, nie cenzorem. Fiesz, nikty pszettem nie byłam z menrzczyznom...

       - Ja też!

       I kochaliśmy się w blasku świec. Tylko Ona, ja, operator kamery termowizyjnej, operatorzy świateł, reżyser, scenarzysta, reżyser dźwięku, wisażysta, masażysta, lekarz pediatrii, ginekolog, seksuolog, 4. batalion piechoty zmechanizowanej z Syrii, 1. mazurska brygada artylerii, dwa tuziny kurczaków, trzy galony wina... Oj, chyba się zagalopowałem. Było nawet miło, muszę przyznać... się do winy. To ja zabiłem Kennedy'ego! Żartowałem. Okej, kończy się powoli czas antenowy, więc ciągnę historię dalej.

       ...a więc Maciek dostał ataku serca na widok Alberta używającego zestawu z serii "Zrób to sam" do obrzezania. Fuj, co to był za widok. Czegoś piękniejszego Maciuś nigdy na oczy nie widział. Postanowił więc podejść i przedstawić się:

       - Cześć! Jestem Maciek z Norymbergii..

       - Spadaj, jestem zajęta.

       - Ale to nam zajmie tylko chwilkę...

       - Co zajmie?

       - No... Ten, tego... No wiesz... Hm, hmruuu... Nie wiesz o co mi chodzi?

       - Nie...

       - No widzisz... To ci wytłumaczę. O, zobacz tam. Widzisz tego motylka?

       - Tak, ale co z tego ty palancie?

       - Zaraz ci wytłumaczę. Otóż w kwiatku jest pręcik...

       - Nie pierdol tyle ty stary alfonsie. Trzeba było od razu powiedzieć, że chcesz mnie podupczyć!

       - Jakaś ty wulgarna! Lubię takie cizie...

       - Ej, zabieraj ten wywłok... Precz z tym jęzorem od moich melonów, zboczeńcu. Ja nie jestem taka jak inne dziewczyny. U mnie kosztuje to 50 dolarów australijskich, a nie jak u innych 100...

       - Ty szmato!

       - To co, bierzesz mnie, czy nie!?

       - Ty dziwko! Ty suko! Ty kurwo! Pewnie, że biorę...

       O rety, to ten pułkownik. Idzie w moim kierunku... Cholera, będę miał objazd za ten ostatni dialog...

       - Dzień dobry. Ja tylko chciałem sprawdzić, czy spłuczka działa, bo ostatnio chyba się zacięła i nie mogłem swojego gówna spłukać...

       - A już się wystraszyłem, że przylazł pan aby mojego dzieła doglądać...

       - A, teraz sobie przypomniałem, że ten spłukiwacz to zjebałem u Olka Kwaśniewskiego w kiblu, a nie tutaj. Rzeczywiście miałem zobaczyć, co ty tam nabazgrałeś.

       - Eee... W zasadzie to nic.

       - Zabieraj te łapy... Cooo????

       - Precz z co!!! Przecz z co!!!

       - Zamknijcie się tam na dole! Prostytutki od kurew wyzywasz! Od suk i od szmat?! Właściwie to dobrze, musimy z tym walczyć...

       - Precz z walką!!! Precz z walką!!!

       O nie, od Walki to się lepiej odwalcie...

       - Walka, nie odchodź! Proszę, było nam tak dobrze... Będę robił wszystko, tylko zostań przy mnie...

       - Zamknij się bucu, idę tylko po mleko dla bachorów, bo jak raz w tygodniu nie dam im jeść to są strasznie niespokojne...

       Ufff. Ile to człek musi się namęczyć, aby sprawy załatwić. Przecież gdyby nie to, że jestem genialnym pisarzem, to moje życie wyglądałoby całkowicie inaczej. Pewnie opalałbym się teraz na Hawajach i towarzystwie kilku panienek. E, nie dla mnie takie nudne życie. Wolę przygodę! Siedzieć w domu i stukać w maszynę do pisania, to jest to, co tygrysy lubią najbardziej (tego też nie lubię - Tygrysek). A ty durny zwierzaku co się wpierdalasz ze swoimi wtrąceniami, co?

       - A gówno cię to, świniaku, obchodzi!

       - Jak mnie nazwałeś?!

       - Oj przepraszam...

       - No myślę.

       - ...świniaka, oczywiście, hehehhe...

       Szkoda, że Maciek dymał akurat kelnerkę na pokładzie statku Wodny Jastrząb 007.

       - Oooo...

       - Hmmm...

       - Aaaaa...

       - Oł, oł, oł...

       - Ach, aaaaaaaaa....

       - Iiiiiiii... Och Maciek, byłeś cudowny.

       - Wiem, ale nie nazywam się Maciek...

       - Co?

       - My name is Bond, James Bond.

       - Nieważne, ale nikt ze mną nie zrobił tego więcej niż trzy razy...

       - Wiesz, jak chcesz to możemy zjeść i czwartą porcję tej pizzy...

       - Możemy?

       - Czemu nie...

       Ale mi dobrze, co? Najpierw bara-bara a potem pizza. Ale życie (jak w Madrycie - przyp. tłum.), ohoho... Ale powróćmy do opowiadania.

       - Kończ waść... Wstydu oszczędź...

       No nie... Znowu Mickiewicz...

       - Ja nic nie dopisałem!

       - Jak to nie? A kto mi wpieprzył to gówno o kończeniu???

       - Nie wiesz? Słowacki!

       - Sranie w banie! Nie pierdol tyle, tylko mów prawdę!

       - Bo co mi zrobisz? Zabijesz? Przecież ja i tak już od dawna nie żyję!

       - To dlaczego ze mną rozmawiasz?

       - Nie rozmawiam!

       - Rozmawiasz.

       - No może trochę... No dobra, to wtrącenie walnął Sienkiewicz...

       - Co???? Ten stary baran. Myślałem, że już dawno się z nim uporałem, bo ostatnio też pełno bzdur najebał... Hej, gdzie jesteś? Adam? Mickiewicz!!! Pokaż się... Proszę... I kij ci w oko!

       Dobra, tego barana też mam z głowy. Mogę się zająć opowiadaniem. Na czym to, kurwa, stanęło, kurwa? Już, kurwa, mam! Nie, to nie to... Co było w poprzednim odcinku??? A wiem... Komisarz Halski potrzebował narkotyków do przebadanie, więc poszedł kupić dojarkę do sklepu z artykułami rolniczymi.

       - Dzień dobry. Chcę kupić dojarkę.

       - A co mnie to obchodzi?!

       - A skąd ja mam do wiedzieć? Ja chcę dojarkę!

       - A po co ci dojarka, co? Przecież ty jesteś ten facet z telewizji! Hej, daj mi autograf.

       - Spadaj szczylu...

       - No daj! Daj, daj, daj...

       - Masz. Lepiej ci? To dawaj teraz dojarkę!

       - Ale pytam jeszcze raz: po co ci dojarka?

       - Jak to po co? Eeeee... No właśnie, po co mi dojarka???

       Oj, tutaj Olgierd Halski poruszył ważny problem niedowartościowania społecznego. Oto wywiad, jaki przeprowadził Robert Julias w tej sprawie z generałem McArthurem, dowódcą wojsk amerykańskich podczas wojny w Korei.

       - Dzień dobry panu.

       - Heloł Julia!

       - Po co Halskiemu dojarka?

       - A chuj mnie to obchodzi!

       - Precz z McArthurem!!! Precz z McArthurem!!!

       - Kto to krzyczy?!

       - Niech pan zwraca... O kurcze, za późno... Narzygał mi na podłogę...

       - Dobra, już odpowiadam. Dojarka jest tu odzwierlciedleniem tych cech społeczeństwa, które w latach pięćdziesiątych XX-go wieku ludzie nazywali bananami...

       Przerywamy ten program, aby nadać komunikat [chociaż i tak nikt nie czyta komunikatów - nasuwa się więc pytanie: po co nadajemy komunikaty? no cóż, nie łatwo jest zapchać książkę, a tym bardziej pełnometrażowy film, a im dłuższy tym lepszy - lekarz seksuolog Nosyt Ekim] o beznadziejnej i kretyńskiej treści: uła, uła, uła, iiiiichachacha, dupa, dupa, cyc, cyc, hihihihi, dupa, uła, uła, uła. Dziękujemy za uwagę i jeszcze raz przepraszamy!

       And English version of apologies: The President of United States Bill Clinton was fucking Monika in an Oval somewhere... Fuck you! We're very sorry 'bout it, but we're idiots. Do you know it? Oh, fuck you!!!

       Kurwa, to przestaje być zabawne. Dobra, teraz romantyczna muzyka - ciach! Okej, coś leci w tle... Tak więc Maciek pokochał szwedzkiego hodowcę owiec i producenta serów w płynie z Eindhoven, Albert wyjechał z Japonii i zmienił sobie płeć na inną (jaką? któż to może wiedzieć), Marcin znalazł Helenkę w barze szybkiej obsługi... a może to nie był bar, no ale dziewczyny były dość szybkie... O kurwa, czas mi się kończy! Tak więc pamiętajcie, że Maciek bogiem nie był, ale pizzę przygotować potrafił. Oprócz tego wczoraj żona moja... O kurwa, zostało kilka sekund... Kupcie moją nową książkę pt. "Stary testament", błagam, bo inaczej to z głodu mi rodzina umrze... I jeszcze szybko zdradzę wam numery, które wygrają w przyszłym tygodniu w toto-lotku, bo zaraz koniec. Są to... kurwa, koniec! Dobra, dawać mi tu napisy końcowe...

       To be continued...

       Starring:

       Nicholas Caganiec as Maciej Brząkadełeczko-Szczupak

       John Dwa Volta as Maciej Brząkadełeczko-Szczupak

       Arnold WhiteZeneger as Maciej Brząkadełeczko-Szczupak

       and many more famous actors and actress...

       Photography:

       Dżejms z Kamerom

       Light:

       Mister from Electricity

       Special effects:

       Plast-el INA

       Beer F. I. C. (Fracytal Images Creator)

       Music:

       i haven't got any idea who composed this fucking soundtrack.

       Next time Maciek and his best friend John Power The Second will meet two sexy women and they will fuck them all the time... Next next time Maciek and John Power The Second will have sex with a bengal tiger (oh... You are not fun anymore!).


T H E E N D
(too late)





© 1999 Łukasz Jedynasty & Mariusz Danilewicz




(c) 1999-2009  Agnieszka i Łukasz Jedynaści