![]() |
|
Łukasz Jedynasty / Mariusz Danilewicz NO IDEA 5: Pyta? O przepraszam... Dzień dobry państwu. Witamy w nowym programie sponsorowanym przez Zakład Opieki Specjalnej w Tworkach. W dzisiejszym programie zajmiemy się tak ważnym problemem jakim jest aborcja u mrówek. A więc sprawdźmy co sądzą o tym przypadkowo spotkani przechodnie. ujęcie w środku miasta, koło fontanny, młoda, atrakcyjna blondynka - Dzień dobry. Jestem z Telewizji Polskiej z programu "Z kamerą wśród czubów". Co sądzi pani na temat aborcji u mrówek? - Hej kiciuś! No wiesz, mnie, katoliczkę, o takie rzeczy pytać! - Jakie rzeczy?! - No, aborcja... - A co pani chce od aborcji? - Wiesz, po trzecim razie to się zaczyna nudzić... - Ale my przecież nie zrobiliśmy tego ani razu... - Świnia!!! W tym momencie nasz reporter dostaje potężne uderzenie w twarz z plaskacza ujęcie 2. Pod kościołem nasz reporter zatrzymuje babcię - Dzień dobry babciu. Czy mogę ci zadać jedno pytanie? - Co?! Śniadanie?! Nie dziękuję synku, ale już jadłam! - Nie śniadanie, ale pytanie!!! - Toć mówię, że jadłam!!! - Gdyby nie stał tutaj ten gościu z telewizyjną kamerą to bym cię, babciu zdzielił po twoim siwym łbie... - Co?! - Dobra, pytam... Co pani sądzi na temat aborcji u mrówek? - A więc, aborcja u mrówek z filozoficznego punktu widzenia jest egzodermalnie patologiczna, ale Zygmunt Freud w swoim pierwszym dziele na ten temat napisał, że... - Co?! Co ty mi tutaj za dyrdymały siejesz? - Co?! - Ja się pytam, co pani sądzi na ten temat, a nie jakiś Frojd. Co on mnie obchodzi. Interesuje nas pani... - Zboczeniec!!! i nasz reporter dostaje już po raz drugi dzisiejszego dnia, ale tym razem nie w twarz i nie ręką, tylko torebką z ukrytą cegłówką Po tym jak nasz reporter doszedł do siebie, postanowił zapytać kogoś mniej groźnego. Trafił na Johna Rambo... - Dzień dobry. Czy mogę zadać panu jedno pytanie... - Jaka pyta??? Co za pyta??? - Nie pyta a pytanie! - Kto pyta, co pyta, jak nie pyta to co? - PY-TA-NIE!!! - Nie pyta? To co? - Może spróbuję inaczej... Czy mogę zadać panu zagadkę? - Za co Agatkę? - Jaką (pi...) Agatkę? - No nie wiesz? O kurcze, to przeca ja nie umiem mówić po polsku! - Ale mówisz! - What? - No przecież mówiłeś... - Niby co? - Nic. Uf. Pytam ostatni raz... - Ostatnia pyta? - Jaka pyta? - To ty mi powiedz, jaka pyta. - Chcesz zarobić parę groszy? - Co ty mnie za prostytutkę uważasz?! - Nie. Ale jak odpowiesz mi na pytanie to dostaniesz... - Dostanę pytę? - Przecież nie mam żadnej pyty!!! - To co mnie w konia robisz? Co, masz mnie za głupa? Ożesz ty... - Nie orzę, tylko pracuję w telewizji, a tamto światełko sygnalizuje, że jesteśmy na wizji. A więc zacznijmy od początku. Czy mogę pytać zadanie? O kurczę już mi się kręzyk jęci... - What?! I don't understand what do you want to say to me? - Zaraz przecież przed chwilą padaliśmy po golsku, twu, gadaliśmy po polsku... Chciałem się zapytać... - Oh, pyta... I see... - Nie, nie pyta! Ja chcieć zadać ci question. - A, question, trzeba było tak od razu. - A więc o co to ja chciałem zapytać? - OK. Pyta is a good idea! - Jeju, zaraz ci (piiiiiiiiii) albo zadam ci inne pytanie... - Olkę? Another pyta? - Nie... Ja już mam dość... Jaka Olka, jaka pyta... - Ty mi powiedz, o sorry, you tell me... - Ale co mam ci powiedzieć? - Don't call me cipa! - What? - Dlaczego nagle zacząłeś mówić po angielsku? - Nie zmieniaj tematu! Mogę cię poprosić... - Nie stary! Ja już mam żonę... - Poprosić o parę słów na temat aborcji u mrówek? - Chcesz mi zadać pytanie? - Tak. - To dlaczego nie powiesz tego bezpośrednio? - Powiem... Czy mogę ci zadać pytanie? - Jaka znowu pyta... ...Przepraszamy państwa, ale ze względu na ograniczony czas antenowy musimy w tej chwili zostawić naszego reportera sam na sam z Johnem Rambo, jeśli czas nam pozwoli (pozwolę - Czas) to jeszcze do nich wrócimy pod koniec programu. - A dzisiaj gośćmi w naszym programie są: wybitny specjalista i znawca tematu migracji bocianów i życia intymnego nietoperzy - hrabia Dr A. Kula; człowiek-kameleon, zmieniający kolor skóry już od 20 lat - Michał Klakson; prawa ręka prezydenta Klina Tona - Monica Le'Vinsky; oraz wiele innych znanych postaci z życia politycznego i pożycia litycznego (what??? what is that??? - przyp. tłum. (jaki przypis tłumacza? przecież to polski program (nacjonalista, ja mówię - przyp. tłum.))) oraz goście z krainy seksu i biznesu - Róskiej Wsi. - Pierwsze pytanie kieruję do Moniki... Dlaczego rachunki za telefon w Białym Domu są takie duże? - A dlaczego pani o mnie to pytanie, co ja... - Jaka znowu pyta? - No ci mówię, że nie ma żadnej pyty! - Proszę o przełączenie wizji na studio... Dziękuję! Tak więc, co z tą pytą... - Ja móc brać do... - Proszę nie kończyć... Oto konkurs audio-tele. Gdzie Monica zabiera pytę. Oto trzy możliwości: na wakacje, na ryby, na kolana, do buzi... - Oj... Wypraszam sobie! - Zamknij się głupia dziwko! - Czuję się trochę skrępowana... - Alfred, poluźnij węzły... -...siedząc tutaj przed oczyma kilku milionów ludzi bez stanika... - O, przepraszam. Hej! Operator! Skończ to ujęcie piersi Moniki! Dziękuję... - A więc powróćmy do naszego pytania... - Ania? Pyta? Gdzie Ania? Gdzie pyta? Jaka pyta? - Reżyser! Ujęcie ze studio, a nie z pleneru! I nie przełączaj na tego idiotę. Dziękuję... - A więc w wieku 14 lat postanowiłem zmienić kolor skóry z ciemnoczekoladowego na jasnośmietankowy. W tym celu zakupiłem 20 tyś. litrów perhydrolu, w którym spędziłem ostatnie 20 lat swojego życia... - Jak nam przykro, że pan już nie żyje... - A kto to powiedział? - Pan. - Ja? Kiedy? - Przed chwilą. Sam pan stwierdził, że swoje ostatnie 20 lat życia spędził pan w perhydrolu. (Ale zakręciłeś z tym perhydrolem - scenarzysta) - Przecież perhydrol nie jest szkodliwy! - Tak? To powiedz to tym biednym tasiemcom... - Jakim tasiemcom!? - Takim długim, co teraz w słoikach siedzą zalane... - A musiały tyle pić... - ...perhydrolem. - ...by zagryzały to by się im nic nie stało, a to nie, tylko żłopią i żłopią... - Zmieńmy temat (poszła na łatwiznę - przyp. tłumoka (to znaczy, chciałem napisać "przyp. tłum.", ale mi palce omsknęły)). - Na jaki? - Mam pytanie... I nie pokazujcie tego debila co tam w centrum krzyczy coś o pytach!!! - Jakich pytach? Macie tam pyty? - O coś was prosiłam... Dziękuję... Kolejny question (pyta, jaka pyta? - przyp. J. R.) skierowany do Drakuli... - Nie, nie, nie... Wszyscy mnie mylą z tym wampirem. Ja jestem doktorem nauk społecznych Andrzej Kula, w skrócie Dr A. Kula... - A kogo to obchodzi? Przecież i tak nikt tego nie ogląda! - Jak to? - Bo w jedynce leci teraz "Moda na sukces"... - Pyta, jaka pyta? O przepraszam, nie trafiłem z tą kwestią... Ale zaraz wchodzę na wizję, więc muszę trenować, no wiecie, nie łatwo być... tymczasem inny, alternatywny dziennikarz poszedł do dżungli zwanej Puszczą Kampinoską w celu przeprowadzenia wywiadu z byłym prezydentem RP Lechem W. A. Łęsą; spotkał go ryjącego w glebie i szukającego korzonków) - Dzień dobry! - No... Dobry, już dwa korzonki wyryłem... - Twarzą, nie ryłem, jesteśmy w telewizji, w dodatku na wizji. - Wyryłem z ziemi, radłem, a nie twarzą. - A to przepraszam. Przesłyszałem się chyba. - Patrzcie jakie tępoki pracujom w telewizii. - Co pan powiedział? - A nie, nic, nic. Tak sobie klnę pod nosem. - Proszę tylko nie przeklinać zbyt głośno, gdyż ten program leci w godzinach wzmożonej oglądalności wśród dzieci i młodzieży do lat 14. - No dobrzem. Jusz pszeklinadź nie bendem. - Cała polska zastanawia się, co teraz robi nasz były prezydent. - Żyjem zgodnie z naturom. Jem co znajdem, nie pracujem, nie zarabiam pieniądzów... - A co na to Urząd Skarbowy? - A co one do mnie majom? - Przecież każdy dorosły obywatel musi płacić podatki... - A niby że za co? - Za grunt pod mieszkanie, za wodę, za prąd, za gaz... - Po takim żarciu jakie jem to powinni za gazy mnie dopłacać... A za mieszkanie nie muszem płacić, gdyż nie posiadam już mojej daczy w Gdańsku. Zamieniłem siem na karton w okolicach Sejnów. - Czy przypadkiem nie przepłacił pan? - Ależ skąd! Dodatkowo otrzymałem 4 kotów i 2 psa... - To co pan z taką górą mięsa zrobi? - Jakiego mięsa? - No koty, psy... - A, rozumim... - Tak? A to ciekawe, bo ja nic. - To pan co prowadzi ten program? Musi siem pan dokształcić w Wyższej Zawodowej Szkole Elektrycznej imienia Lecha... - Jaka szkoła? Wyższa? Hihihi, dobre sobie, toż pan nawet zawodówki nie skończył! - Ale moja żona skończyła... - No to co? Dobra, przejdźmy do wywiadu... Pytanie numer dwa... - Co? Pyta? - Panie prezydencie! O co panu chodzi, co? Ja nie zdążyłem zadać pytania! - Zadawać pytem panu prezydentowi?! Skandal! To siem nie mieści w głowie... - Nic dziwnego, przez tyle lat to i łeb się skurczył... - Co tam mruczas pod nosem? - E, tak sobie podśpiewuję. No nic, widzę, że jest pan zajęty i nici z wywiadu... - Nici z kagiebe? No, trzeba tem czerwonom pajenczynem zniszczyć już dzisiaj! Nie wolno nam zapomnieć o Solida... i dopiero wtedy nasz reporter zorientował się, że nie był wcale w Puszczy Kampinoskiej, tylko w Gdańsku przy ulicy Bałtyckiej, przepraszamy za ten błąd; przenieśmy się na centrum, gdzie nasz drugi reporter doszedł w końcu do porozumienia z Johnem Rambo - No to nie ma żadnej pyty? - Nie! - Ale przecież mówił pan... - To co z tego? A więc co pan sądzi o aborcji u mrówek? - No nie wiem, czy mrówki są na tyle inteligentne, aby przeprowadzać ten skomplikowany zabieg hirurgiczno-ginekologiczny w ich, dość skąpych warunkach społecznych... - A więc, tak czy nie dla aborcji? - Nie. - Uf, dziękuję za wywiad... O tam jest jakaś kobieta i nawet stoi w tak jasnym miejscu, że nie trzeba będzie doświetlać... Heniek, bierz kamerę i biegniemy... - Śłiiiiii.... - Co to u licha było? - Policja... - Co policja? - Czy obywatele nie wiedzą, że przebieganie przez jezdnię jest zabronione?! - No dobra, ale dlaczego gwizdał pan na palcach? - Bo sędziowie piłkarscy zrobili skok na nasz magazyn i ukradli wszystkie gwizdki, bydlaki! - Ale my jesteśmy z telewizji! - No to co? - I to w dodatku na żywo... - Tak... Ach, to zmienia punkt widzenia. Mogę kogoś pozdrowić? Dziękuję... Pozdrawiam mamę, tatę, moją żonę Barbarę i cały oddział policji w Szklarskiej Porębie - misiaczki, trzymajcie swoje pałki wysoko... - Uważaj sobie, bez takich mi tutaj... - Jakich? - No wiesz, "misiaczki", "pałki"... No dobra, szybko bo ta panienka sobie pójdzie... - Ale to ja jestem jej stałym klientem! - A czym ona handluje? - Nie wiecie? - Nie? - Co za dziennikarze, tak mało o życiu wiedzą! Naprawdę nie wiecie po co dziewuchy stoją pod lampami? - No nie! Powiedz nam, powiedz, powiedz... - Toż ona handluje sobą! - Co??? I wy na to pozwalacie? Handel organami, a policja przymyka oko, tak? Okej, mamy dowody na to, że policja w Polsce jest skorumpowana... - O jeju, jakie to nie rozgarnięte! To dziewczyna, która świadczy swoje usługi panom.... - Prostytutka??? - Czyś ty z byka spadł? Skądże znowu... Ona robi tylko masaż erotyczny, a czasem zabiera klientów do siebie i idą na całość. I tylko dlatego wyzywasz ją od prostytutek? - Nie. No dobra, my ją tylko zapytamy, a potem bierz ją i używaj ile tylko zechcesz, zgoda? - No dobra! - Dzień dobry pani... - Witaj mój mały ogierku... - No cóż, ani ze mnie ogier, ani mały, ale witam... Mam do pani tylko jedno pytanie... - 150 złotych... - Co 150 złotych? - No wiesz... Do buzi to mogę wziąć za 50... - Ale ja nie o to pytam... - Pyta? Każda pyta jest dobra... - Czy ja naprawdę aż tak niewyraźnie mówię? - Tak. - No to... Co pani sądzi o aborcji... - Gdyby nie to, to bym z głodu zdechła... - Ale aborcji wśród mrówek? - Rasista! - Co? - I ja jestem głucha, tak?! - Ale ja mam tylko pytanie... - Teraz to już możesz zaprosić mnie raczej na kolację, śniadanie to sobie zjem z dziewczyną... - Masz dziewczynę... Zaraz, zaraz, ja cię gdzieś widziałem! Hej, to ty stałaś przed kościołem i to od ciebie dostałem torebką w łeb... - No... tak... I co z tego? - Nic. Ale teraz jesteś nawet nawet... Oooooo... Ale balony... No dobra, dam ci te skromne 150 złotych i idziemy do mnie... zostawmy tego redaktora sam na sam z ową kobitką (ciekawe ile im to zajmie, bo wczoraj wytrzymał prawie dwie minuty - przyp. tłum. - nie żebym z nim spał, to tylko plotki, ale tak mówią) i przenieśmy się w bardziej ciekawe miejsce... tak piękna plaża, rozebrane panienki... o, przepraszam... nie ta kartka... no tak, przenieśmy się do Patagonii, gdzie Michał Klakson i Dr A. Kula próbują nawrócić Monikę Le'Vinsky na prawą drogę - Monika! Prawa noga na prawo!!! - Tak? - Tak! Ale lewa na lewo!!! - Tak? - Tak! Ale prawą zostaw po prawej!!! - Tak? - Tak! Ale dlaczego lewą znowu ciągniesz na prawo? Zostaw ją po lewej!!! - Tak? - Tak! Czy twoje nogi choć na chwilę mogą się rozstać i odsunąć na więcej niż 12 mm! - Trzeba tak było od razu, a nie jakieś ćwiczenia mi tu wymyślają... - No dobra, a teraz zsuń trochę nogi, gdyż w pozycji 'szpagat' trochę trudno zdjąć majtki. - A po co mam je ściągać? - Oj, jak ty mało wiesz o życiu... - O życiu to może i mało, ale o wykorzystywaniu seksualnym to już wiem chyba wszystko, ale wy nie macie cygar... - Klakson, skocz po cygara... - A po co nam cyc z gara? - Z jakiego gara? Czy ostatnio wszystkim się coś na uszy rzuciło? - Mi się rzuciła na szyję Żaneta Żeńska. Ale uszy zostawiła w spokoju. A co z tym garem? - Jakim garem? - Sam mówiłeś, żebym skoczył po cyc z garem! - Co? Cyc? Z czym? Z garem? - Co ty, głuchy jesteś? - Ja nie, skąd ty wytrzasnąłeś ten cyc i gar? - Sam mnie po niego wysyłałeś? - Nie wysyłałem cię po nic takiego. Miałeś przynieść cygara... - No właśnie. Cyc z gara... - Przepraszam, że pytam... - Pyta? Gdzie pyta? - Jaka pyta? O co ci chodzi? - Skąd ja mam wiedzieć jaka, to ty zacząłeś coś o pycie... - Jakiej (pi...) pycie... - A skąd ja mam (pi...) wiedzieć jakiej pycie... - Dobra. Stop! Reżyser, daj mi tutaj scenariusz bo już się trochę pogubiłem, a on zamiast mi pomagać to tylko mi we łbie miesza. - Masz, bierz. - Tak, tak, John Rambo, tak, pyta? jaka pyta? - Co się nabijasz? To ja ten scenariusz pisałem? - A nie? - Tak. - No co z tą pytą? - Jaką pytą? - Hej! To moja kwestia! - Rambo? Rambo?? Rambo??? Jaki debil scenariusz podmienił? - Co? Fiufiufiu... To nie ja, a za debila zaraz ci (piiiii). - Jak nie ty to kto? - On! - On? - Tak. - O. - No. - Kurcze. - Hehe... - Dobra... Głupio się pracuje bez scenariusza, co? - No. Ale zaraz, zaraz... Zobacz, ten fragment jest nawet fajny! - Tylko dlatego, że to pornograficzna wstawka, w której ty i Monika... No, rzeczywiście fajne... zostawmy tę bandę (bez scenariusza - przyp. scenarzysty) i powróćmy na moment do Johna Rambo... - Dzień dobry. Nazywam się John Rambo i jestem nowym reżyserem tego programu. Tak więc poproszę o cięcie... Auuuu... Nie po nogach... Auuu... Odwal się stary bucu, oddaj mi perukę! No, już lepiej (co? łyso ci było - przyp. byłego reżysera, który został wyrzucony z pracy przez bandę świń... Hej, zostawcie mnie! Oddajcie kalesony! Zboczeńcy! Auuuu). Kurcze, jaki ten palant upierdliwy. Tak więc cięcie... Auuuuu... Znowu? Ty kretynie! Czy masz jakieś zielone pojęcie (tak, na przykład trawa - przyp. kretyna). No dobra... Hm, cięcie... Auuuuu... Kurwa! Dość. Ja z takiej telewizji występuję! Dobranoc! tak więc John Rambo sam zrezygnował z funkcji reżysera. Na jego miejsce został wybrany niemal natychmiast Maciej Brząkadełeczko-Szczupak (kto? O nie! O Boże! Za co?! Przecież go ostatnio zabiłem!? A może przeżył? O nie...!!!! PRZEŻYŁ!!! - przyp. scenarzysty) - Dobry wieczór. W dzisiejszym konkursie Audiotele mamy do państwa jedno pytanie... - Pyta? Co pyta? - Tak. Dzisiejsze pytanie brzmi "Co to jest pyta?". Prosimy dzwonić pod numer... Tak, już mamy pierwszy telefon? Przecież nie podałem numeru! No dobra. Sprawdźmy kto miał to (nie)szczęście i się do nas dodzwonił. - Halo, to ja, brat Albert. - Witamy brata na antenie... - Przecież ja siedzę w fotelu przed małą, czarną skrzynką (nie mylić z tą z samolotu - przyp. pilota (ale nie od telewizora)) wyświetlającą różnokolorowe obrazy i wydającą z siebie podejrzane dźwięki... - A kto je podejrzał... - Nie... No w tej telewizji to same głupki pracują... - Bo zaraz usuniemy pana z anteny... - Przecież już mówiłem, że nie siedzę na żadnej jebanej antenie. Dzwonię w sprawie konkursu. - Skoro tak to dobrze. Niech nam pan powie "co to jest pyta". - A więc pyta jest to (pi... (o kurwa, zaspałem - cenzor)). - Brawo! Odpowiedź prawidłowa. W nagrodę otrzyma pan roczną prenumeratę magazynu katolickiego "Czarna Msza". - No teraz to mnie zagięliście. Przecież ja jestem jego redaktorem naczelnym. - Może w końcu poczytasz sobie co tam drukujecie... - Czytać? Toż tam nie ma nic do czytania... - Ale ostatnio oglądałem te wypociny i były nawet, nawet. - Co? Jakie wypociny? Ostatnio drukujemy zdjęcia roznegliżowanych zakonników, psów, kotów i Pameli Anderson... - Tak, widziałem ten silikon, ale chociaż włosy mogliście jej zostawić, a o skórze już nie wspomnę! - Jak to? To byłoby niemoralne... Zaraz by mnie zdzielili ci z ChUJ-a... - Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie... - Skończ te swoje 'nie', bo zaraz się doszukają jakiś kodów biblijnych w tych twoich nie... - Nie, nie... Co? Zaraz, ja już gdzieś słyszałem ten głos! Albert? - No. - Ten Albert? - No. - Łał. - No. - Miło mi się z tobą gadało, ale kończy nam się czas antenowy (gówno prawda - przyp. Czasu) i musimy kończyć. no... o, przepraszam, muszę do ubikacji... już mi lepiej... nasz redaktor po skończeniu zabawy z tamtą panienką (i po wyczerpaniu abonamentu za 150 złotych) powrócił do swoich zawodowych obowiązków i począł synka... wzięli ślub i żyli długo i szczęśliwie... żartowałem (to się nazywa chore poczucie chómora - przyp. korektora)... tak więc nasz dziennikarz otrzymał nową pytę... o, przepraszam, nowe pytanie... co, przepraszam, o.... nowe zadanie... uf... idę do ubikacji... o kurwa, zajęte (piiiii - testowałem tylko, hehe - cenzor) - Dzień dobry, a właściwie dobranoc, bo różnica między czasem CET a GMT jest nie duża... Właściwie to jedna godzina, ale u nas jest już ciemno... No dobra, powiem dzień dobry... Dzień dobry. Kurcze, zapomniałem o co miałem pytać przechodniów, poproszę o scenariusz (nie ma! - przyp. scenarzysty). Nie... No dobra, zapytam o coś, co mnie nurtuje od zawsze... Dzień dobry. Zapytam o pytę. Dzień dobry. Czym według pani jest pyta? - No, ten tego... Pyta czy nie pyta - oto jest pyta nie? - No, niby tak, ale nie. - Jak to nie? - Tak. - Jak? - Może coś więcej o pycie? - Co chcesz od Pycii gówniarzu jeden? - Przepraszam, nie wiedziałem, że... Zaraz, zaraz, jaka Pycia? Czy ja pani gdzieś nie widziałem? - No nie! Z takim baranem pracować! Przecież spotykamy się codziennie w telewizji, a ten wywiad napisał mój mąż... - Mąż? To ty masz męża? - Mam. - Jak mogłaś mnie okłamywać przez tyle lat? Zawsze mówiłaś, że jestem jedyny i tak dalej... Odchodzę, wybacz mi... jaki debil... o, przepraszam... idiota... o, przepraszam... już jesteśmy na wizji? przepraszam... tak więc nasz telewizyjny budżet wzrósł o pensję tego redaktora, który po długich (długich? nie trwały nawet 30 sekund - przyp. Czasu) pertraktacjach popełnił samobójstwo połykając 2 wiadra perhydrolu - o przepraszam, mam nadzieję, że tasiemce się nie obrażą (a ja to co - Michał Klakson)... tak więc chcąc nie chcąc musimy wrócić do studia, gdzie nasz redakcyjny kolega Maciej Brząkadełeczko-Szczupak przeprowadzi wywiad z bratem Albertem... - Dzień dobry bracie Albercie... - Cześć skarbie! - Jaki skarbie? - To nie pamiętasz jak mi w zakonie obiecywałeś, że w nocy do mnie przyjdziesz? Oj, skleroza, za dużo masła. Jedz margarynę, a serce będziesz miał jak dzwon, tak, jak ja. brzdęk - Bracie Albercie! Co ci?! Czemu jesteś taki siny? Czemu masz oczy na wierzchu? Wiem, że dawno mnie nie widziałeś i nie możesz się teraz napatrzyć, ale żeby tak się przed kamerami napalać... - Yhhhe.... - Co? Łyżkę? Tyskie? - Yhhhe... - Nie rozumiem. Mów wyraźniej. I schowaj ten język. Nie ładnie tak ślinić się przed kamerą... - Hee.... - No wstawaj. Nie udawaj. Wiem, że chciałbyś abym wykonał sztuczne oddychanie, ale ja się na to nie nabiorę.... - ... - Bracie Albercie? Albert? Albert!? Nie wygłupiaj się? - ... - Albercik! Natychmiast wstawaj! Co sobie ludzie pomyślą!? - ... - Przepraszam czy na sali jest lekarz? - ... - Chyba nie ma... - ... - Zaraz, nie mogę wpaść w panikę... Aaaaaaaaaa!!! - ... - Telefon, telefon! Królestwo za telefon!!! Kurcze, za telefon poszedłbym nawet do łóżka... - Jest w mojej kieszeni... - Albert! Ty świński symulancie! Wiedziałem, że sie zgrywasz, hehehe... - Wiedziałeś? Jak wiedziałeś, to musisz ze mną pójść... - Ty patrz tam! Ptaszek! - A, to reżyser znów sika... Nic ciekawego, chociaż jakby... Maciek? Maciek! Maaaaciek!!! A to świntuszek, w kotka i myszkę się ze mną bawi. No cóż, jak chce się podroczyć, to się podroczę... cztery lata świetlne od Ziemi - No, w końcu uciekłem temu drabowi. Prześladował mnie już w zakonie. Zboczeniec. Wykorzystywał brać zakonną i mnie też próbował... Ale udało mi się zamydlić mu oczy... Czym, czym... Oczywiście że mydłem 'Biały Jeleń' a czymże innym... Czemu 'Biały Jeleń' skoro jest szare? A skąd ja mam to wiedzieć... zostawmy naszego prezentera i jego głębokie rozterki egzystencjalne i sprawdźmy co w tym czasie porabia nasz ukochany brat Albert Kambodża, 12 marca 1999 17:36, wejście do kopalni diamentów. - Scully! Patrz co znalazłem! - To tylko kawałek szkiełka. - Ależ skąd?! Przecież to przetopiona struktura węglowa z domieszką kwarcu! - Mówię ci, że to szkło... - To dlaczego gdy przez niego przepuszczę światło, to na ścianie pojawia się zarys demona? - Albert! Zabieraj łapy! Znowu się cieniami bawi! Wynoś się stąd! Już ci mówiłam! Tutaj Macieja nie ma... - No dobra, zrozumiałem aluzję. To ja już sobie pójdę... - Idź... O jejku, poszedł. Ale świnia, mnie samą w kopalni zostawić... Fox!!! Mulder!!! Chyba nie ma go w domu... Nic, rozpalę ognisko... - Stać, nie ruszać się! - Dlaczego? - Nie móc rozpalać ogień w kopalnia. To grozić zawalenie! - Co??? - Skąd mam to wiedzieć?! Tak napisał ten gość od scenariusza i to gadam, a ty mi tu wyskakujesz... zostawmy ich na moment, albo dwa... o, przepraszam... na trzy momenty i przenieśmy się do naszej pięknej stolicy (pięknej? dawno tam nie byłeś, bucu - przyp. buca), gdzie policjant przebrany za redaktora "Z kamerą wśród czubów" zadaje pytania skąpo ubranym dziewczynom na ulicy... - Mam jedno pytanie. Takie króciutkie... - Wal! - Co? Gdybym chciał walić to nie pytałbym się o cenę waszych usług. - Co? - Nic. Oto pytanie: co to jest pyta? - Pyta? No cóż... Według mnie jest to długi, dość obły przedmiot, który pobudzany rytmicznie potrafi... - Nie kończ, proszę... Pójdziemy do mnie? - No dobra... też tak chcę! policja to ma dobrze... o, przepraszam, ale szlag mnie trafia jak widzę korupcję... przepraszam, ale właściwie to chcę iść do toalety, ale jakiś Dżekson mi zajął, e... nieważne... tak więc Scully i Mulder powrócili do Washingtonu, gdzie Fox się oświadczył - Dana... Wyjdziesz za mnie? - Nie. - Dlaczego? - No bo nie! - Szkoda, bo cię kocham. - Ja ciebie też, ale co ludzie pomyślą... buuuuuu... o, przepraszam... wróćmy do Macieja - ...przecież gdzieś jeszcze oprócz Ziemi musi istnieć inteligentne życie... Może się mylę, ale coś w tym musi być... Przecież wszechświat jest tak wielki, że prawdopodobieństwo wystąpienia planety o zbliżonych warunkach do ziemskich jest bardzo duże... Więc gdzieś mogą istnieć istoty podobne do nas... E ty, zielony, zostaw moją hulajnogę... No i pojechał... Jak ja teraz do domu wrócę.... No cóż, a więc musi gdzieś istnieć jeszcze życie, a nie tylko na Ziemi... niech się biedak jeszcze trochę pogłowi, a co tam u brata Alberta? Chorzów, 31 marca 1999, 22:10 Stadion Śląski. - Polska gola, Polska gola! Aaaa... - Zamknij mordę. Przecież przegraliśmy. - To mecz się już skończył? - Gdzie ty masz oczy, w dupie? - Przespałem kawałek meczu, a ten od razu się na mnie wydziera?! - Co zrobiłeś? Przespałeś kawałek meczu? Chłopaki! On spał na meczu! * * * C E N Z U R A * * * dlaczego to zostało ocenzurowane w całości? Dobra zrobimy Replay'a. Kamera! Światło! Akcja! - (piii) (pi) (piiii) do (piii) w (piiii)!!! A ten (piiii) co (piiiii) i (piiiiiiiiiiiii) (pipi)(piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii - o kurcze, przycisk się zaciął -iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii - no, już się odblokował, uf...) (pi) (?iiiii - oj, coś mi się powaliło) do jego (pi=3.141275....). dość... o, przepraszam... już wiem dlaczego zostało to ocenzurowane w całości... przepraszam, puściłem bąka... o, przepraszam... zapomniałem w powyższym wcięciu zapowiedzieć następnej pozycji... przepraszam serdecznie... oj, skleroza... przepraszam... jeszcze raz przepraszam przepraszam... czy ktoś wie za co tyle razy przepraszałem? przepraszam, nieważne... - Dlaczego za mnie nie wyjdziesz? - Oj, Foxy... - Nie mów tak na mnie. Wiesz, że tego nie znoszę... - Nie znosiłeś także do końca tych skarpetek, jeszcze gumki wiszą ci na kostkach... - Przestań sobie robić jaja z pogrzebu... - Ale chyba pytałeś się o ślub? - A, rzeczywiście... Ostatnio jestem trochę przepracowany, a więc wyjdziesz za mnie? - Podaj mi trzy powody dla których miałabym to zrobić... - Mądry, przystojny, błyskotliwy... - Na błyskotki to mnie nie weźmiesz, a co do mądrości to mogłabym się kłócić... Ale to że jesteś przystojny to fakt. - No widzisz, a w dodatku we wszystkim się zgadzamy... - Tak, każdy ze sobą... (Fox z Foxem, Scully ze Scully - przyp. dla głupków) - Ale zawsze to coś, niektórzy nawet ze sobą nie mogą dojść do porozumienia. - Czemu... - A skąd ja mam wiedzieć? A poza tym tak ładnie wyglądamy na plakatach... Może i w życiu byśmy ładnie wyglądali... - Oj, Fox, ty we wszystkie bajki wierzysz... - Nieprawda! Nie wierzę w Pinokia, Lampę Alladyna i Króla Lwa... - Jak to nie?! A kto ostatnio tarł tamto wiadro? - Co? - Wiadro! - No wiesz... Ja tu grzecznie, a ty po chamsku... - Co po chamsku? Beeee... Przepraszam. [to 'beee' jest to odgłos beknięcia wydany przez Scully - przypis dla głupków] - Nie, nic. tymczasem zostawmy Scully sam na sam z Mulderem (może coś się z tego narodzi) i wrócimy na moment do Macieja - Sam na sam z samym sobą... Co? Nie nic, stary przyjacielu... Zaraz, zaraz... Ktoś tam motorem jedzie! Może mnie zabierze z sobą!!! Zbliża się... Hurrra! Hurrra! Hurrra... Hurrra? Nieeeeeee... - Hej pszczółeczko! - ...eeeeeee... - Cieszysz się? - ...eeeeeee... - Ja też! W końcu jesteśmy sami... - ...eee, yhhh, eeee... - No, choć do tatusia! - ...eeeeeee! Dość, bo to zaczyna się robić nudne... - Wsiadać kociak na motora! - Nie... No dobra, ale podrzuć mnie do telewizji, bo jak się spóźnię, to mnie wyleją... - Nie martw się, kochany, ja będę pracował na nas oboje. Tylko ustalmy, kto z nas jest mężem, a kto rodzi dzieci... - Dzieci? - Tak, dzieci. Czy widziałeś dobre małżeństwo bez dzieci? - Małżeństwo? - Związek dwóch osób, wiesz taki w kościółku... - Związek? - Tak, misiu... - Misiu? - Ach, jakiś ty rozgadany... eeee... wyjdź za niego, wyjdź za niego... o, przepraszam... ale dlaczego im przerwali? to takie romantyczne... to ja przerwałem?... o, przepraszam raz jeszcze... co słychać u Scully i Muldera?... przepraszam... - Scully... Mam jedno pytanie... - Pyta? - Jeszcze nie, potem, po ślubie, no wiesz... - No to wal... - Teraz? - No... - Ale to trochę krępujące. - Nie o to mi chodzi... Ubieraj te portki! No, już lepiej. Wal tym pytaniem! - Wyjdziesz za mnie? - Tak. - Naprawdę? - Nie. Prima aprilis... - Trzeciego kwietnia? - To dzisiaj trzeci? - Nie, prima aprilis... - Jesteś nieznośny... - Ja? - wredny... - Ja? - podstępny... - Ja bardzo przepraszam, ale to ty narobiłaś mi nadziei na coś więcej niż wspólne granie w jednym filmie, a teraz co... teraz się ze mnie nabijasz, a chwilę potem wymieniasz wszystkie moje zalety? Zdecyduj się. Kochasz mnie czy nie? - Nooooo... - To znaczy tak czy nie. Bo ja nie wiem co? - Noooooo... - Ale czy możesz mi powiedzieć tak lub nie? - Noooooo... - No to powiedz.... - Noooga mi ścierpła... - Znowu jaja se robisz? - Nie, naprawdę, za długo na niej siedziałam... - Daj, rozmasuję... - Ale powyżej kolana to rąk nie pchaj... - To ciekawe jak mam ci to udo rozmasować... - Ale mi zdrętwiała noga w łydce... - Ale ja się nie pytałem w czym ci ta noga zdrętwiała. To jak ma być. Mam ją rozmasować czy nie. - Masz ją rozmasować. - Jesteś tego pewna. - Tak. - I nie opuścisz mnie aż do śmierci? - Tak. Co? Jakiej śmierci? - O kurcze, nie udało się... - Co się nie udało? - Nie, nic. - I znowu to samo... - Co? - Nie, nic. - Ale to jest denerwujące! - Jak mamy być małżeństwem, skoro ciągle, Foxy, coś kombinujesz... - To będziemy małżeństwem??? - Nie, prima aprilis... ale nudziarze... o, przepraszam... czas na mały skok w bok... o, przepraszam... a więc... w poprzednim rozdziale... o, przepraszam - Prima aprilis? - Tak, co to za pytanie? - Pyta??? a skąd wziął się tam Rambo to sam nie mam pojęcia - Jaka pyta? - To ja się pytam jaka pyta... - Ale my nie wiemy... A ty, stary, jesteś z innego programu i won stąd!!! No... Nie płacz, nie lubię jak mężczyźni płaczą... Jak chcesz umówię cię z dziewczyną... - Dziewczyną...? - No to chłopakiem... - A to brzmi lepiej... - Zaraz zadzwonię do Alberta... mmmnn... zaczyna się robić ciekawie... o, przepraszam serdecznie... powróćmy więc na moment do Maćka i Alberta zbliżających się do planety Ziemia na lśniącym Harley'u - Maciuś... - No... - W jakiej sukni będzie mi lepiej - w białej klasycznej, czy w skórzanej mini z pejczem... - O Jezuuuuu... Dlaczego jaaaaa... - No, patrzę, że znasz niemiecki... - ...aaaaa! - Boli cię ząbek? Daj, wybiję. Nic nie poczujesz. - Moje zęby cieszą się dobrym zdrowiem. dzyń, dzyń - Przepraszam na chwilę, ale muszę odebrać. Halo?... Kto?... Mulder?... Cześć. Kopę lat... Co?... John Rambo?!?!?... Pewnie, że biorę. No to na razie. Przepraszam Maciej, ale musisz tu zostać. - To się nie pobierzemy? - Nie. - W przyszłości też nie będziesz mnie już nawiedzał? - Nie. - I obiecujesz, że nie będziesz pisał na święta bożego narodzenia, wielkanocne, dzień dziadka, babci, matki, teściowej, kochanki... - Nie. - I nie zobaczę cię już więcej? - Nie. Ale nie rozpaczaj... - Huuuraaaaa... - Nie trafiłem źle, żenię się z Johnem Rambo... - ...aaaaaa!!! Kur(pi...), to ja się z nim (pi...) miałem ożenić! - Ale wiesz co? Mulder jest też jeszcze wolny... - Eeee tam... - Scully też... - Eeee tam... - Monica Le'vinsky też... - Eeee co? Monisia? Ta Monisia? Umówisz mnie z nią? Proszę... Proszę! Proszę!! PROSZĘ!!! - Hmmmm... No dobra, ale musisz coś dla mnie zrobić... - Co? - Jajco! Ale się dałeś nabrać... - No to umówisz mnie z nią? - No dobra. Czekaj, zadzwonię... kurcze, zadzwonił... o, przepraszam... przenieśmy się do Patagonii, gdzie Dr A. Kula i Michał Klakson w dalszym ciągu nawracają Monikę na prawą drogę... przepraszam... - To skoczysz po te cygara czy nie? - Nie! - Co? - Nie. tryt, tryt, trytytyt... o, przepraszam... to miał być telefon... - Halo? Co? Maciek? Ten Maciek? Tamten? Acha... Yhy... Ooo... Pamiętam... Ile? 24? Ooo... Hmmmmm... No dobra, podrzuć go tutaj swoim małym motorkiem, bo ci debile zanim skończą tę kłótnię o cygara to minął 2 lata... - Jakie dwa, jakie dwa? - No dobra, trzy... trzy?... o, przepraszam... - Cztery... Tak więc u mnie o szóstej w piątek... - Kto dzwonił? - Albert... - Ten Albert? - Tak, tamten. - Ten, tamten - co za różnica. Albert jest Albert... - Oj, Klakson... - Oj, dr A. Kula... - Oj, pyta... o przepraszam... burp... jeszcze raz przepraszam... pfffff... przepraszam... - Co pyta? - Jaka pyta? - Kto pyta? - To ja się pytam kto pyta? - Kto to powiedział? - To on, to on... - On to znaczy kto? i w tym oto momencie... o przepraszam... nadleciał pffff.... o przepraszam... brat Albert z Maciejem... o przepraszam... - Cześć Monika. - Cześć Albert. - Cześć Monika!!! - Cześć Maciej!!! - Oh, Monika... - Oh, Maciej... - Oh, Rene... Rene? Jaki Rene? ... o, przepraszam... - Oohh, Monika! - Oohh, Maciej.... - Monika? - Maciej? - Monika?! - Maciej!! Michał z doktorkiem i Albertem doszli do wniosku, że dłużej nie będą tu już potrzebni, więc wsiedli do małego ciasnego czołgu Alberta i pojechali do Foxa i Scully, gdzie na Alberta czekał... o, przepraszam... John Rambo - Monika!!!! - Maciej!!! - Ciekawe czy jeszcze długo będziemy ich słyszeć. - No nie wiem, od dwóch godzin nie mogą się sobą nacieszyć... - Może źle wybrałem. Mogłem mieć Macieja, a tak będę miał jakiegoś Johna Rambo. Ciekawe jaki jest w łóżku? - Z tego co słyszałem, to jest niezły... - A gdzie ty to słyszałeś? - Eeee... Takie tam plotki... - No dobra, zaryzykuję i stanę z Johnem na ślubnym kobiercu... powróćmy do Moniki i Macieja - Hmmmmmmmm... - Aaaaaa.... - Co? - Eeee... nic... - Maciek, chyba nie jesteś ze mną szczery! - Jestem... - No i... - Wyjdziesz za mnie? - Nie. - Dlaczego? - Mam już dziewczynę. Pracuje w FBI... - Scully? - Nie, ja jestem Monika... sprawy się, kurwa, komplikują (piiii - znów nie trafiłem), a mi się chce, (piii - hehe trafiłem), spać do (piiii) nędzy... tak więc Scully wyszła za Monikę, a może Monika wyszła za Scully?... obie wyszły z kościoła - to jest pewne... na owym ślubie doszło do spotkania Muldera i Macieja - Cześć! - Cześć! - Słuchaj, łyso tak bez sukni tutaj paradować... - Słuchaj Maciejku... Ja straciłem dziewczynę, ty straciłeś najpierw chłopaka, potem dziewczynę... Może to przeznaczenie... - Może... - No to... - No to co? - Eeee... Iiii... Mmmm... Hmm... Ten tego... - No dobra... - Tak? - Tak!!! - Ale jeszcze nie zadałem pytania... - Jaka znowu pyta? - Ty, tam jest ten ksiądz... Szybko, to nas pobłogosławi... co? odwalcie się ode mnie! nikogo nie będę błogosławił... to nie moja wina, że skończyłem najpierw teologię, a potem poszedłem do sanktuarium... o, przepraszam... no dobra... wchodzę w dialog, uwaga... - O, przepraszam... Czy ty... - Tak. - A ty... - Tak. - Ogłaszam was... Kurcze, nie przy ludziach takie rzeczy... Jesteście mężem i żoną, żoną i żoną, mężem i mężem - co za różnica. Wracam do wtrącenia... już... prrrrr... ale się zrobiło sentymentalnie... tylko pozazdrościć... nie ma jak happy-end... o, prze... a mam was w dupie! za co mam was przepraszać, co? no to be continued... i pożyli długo i namiętnie... |
(c) 1999-2009 Agnieszka i Łukasz Jedynaści
|