![]() |
|
Łukasz Jedynasty / Mariusz Danilewicz NO IDEA 6: Prawdziwa historia No cóż, po serii opowiadań o Macieju Brząkadełeczko-Szczupaku, nadszedł czas, aby w końcu przedstawić jego prawdziwe losy i nie wracać już więcej do tej postaci (tak, tak, zarówno ja, jak i drugi współautor (czyli ja) mamy go już dosyć i nie chcemy więcej o nim pisać). A więc zacznijmy od początku... ...tak? Jakieś dziwne światło. Czemu mnie tak razi po oczach? A co robi ten gość? Gdzie mnie ciągniesz? Ja nie chcę wychodzić! Zostaw mnie! Tam było tak spokojnie i nikt mi po oczach nie świecił! Czemu wszyscy są ubrani na biało? A czemu mają jakieś maski na twarzach? A po co ta kobieta tak szeroko nogi rozstawiła? Zaraz, zaraz... Przecież mnie z niej wyciągnięto... Gdzie ja jestem? Polski język... Coś ten lekarz mówi... '56 cm, waga 4800 gram' NIE!!! POLSKA!!! Nie!!! Dlaczego!!! Przecież jako pies byłem grzeczny!!! Nie sikałem na dywany!!! Przynosiłem gazety!!! I znowu Polska!!! Dlaczego nie Albania!!!... Tak mili czytelnicy, to są pierwsze wspomnienia Macieja z jego obecnego jestestwa, poprzednimi nie będziemy się zajmować, bo komu by się chciało wracać do czasów, gdy na Ziemi żyły dinozaury, a więc powróćmy do naszego bohatera... ...no cóż skoro muszę już żyć następne 67 lat w tym kraju, to gwarantuję, że moje życie będzie ciekawsze niż ostatnio. Na pewno nie dam się zamknąć za manifestację trzeciomajową na 15 lat... W tym życiu muszę zrobić coś szalonego (i zrobił, co mogliście przeczytać w 3 poprzednich opowiadaniach, może nie całą prawdę tam napisaliśmy, ale większość z tych rzeczy Maciej chciałby przeżyć), coś z klasą, coś spontanicznego... Zostaw mnie!!! Gdzie mnie niesiesz!!! Ja chcę do łóżeczka!!! ...a tak. Karmienie. Bym zapomniał. To jest przecież jedyny okres w życiu, gdy możesz się bawić bezkarnie cyckami kobiet... I do tego jeszcze się najesz do syta... Możesz je lizać... pieścić... ssać... gryźć co prawda nie możesz, bo nie masz jeszcze zębów, ale na wszystko przyjdzie czas. Tak... Mleko... Ludzkie... Takie, jakie lubię... O temperaturze bliskiej ideałowi (309.6K), a nie gotowane... Gęste... Słodkie... A piersi takie młode, jędrne... Gdyby nie mój wiek to inaczej bym z nią pogadał... Ale jak już wspominałem na wszystko przyjdzie pora. Za jakieś 8 miesięcy pierwszy raz ugryzę ją w brodawkę... Nie zapomni tego do końca życia... Jej kochanemu synkowi wyrósł pierwszy mleczak... Nie zapomni także codziennego przewijania, mycia osranej dupy, stania przy garze i mieszania kaszki, która i tak się (piii) przypali... Ale na szczęście to będą jej wspomnienia a nie moje. Szkoda, że człowiek traci świadomość swoich poprzednich istnień gdy ma 13 miesięcy. Przecież z takim bagażem doświadczeń nie popełniał by w życiu tylu głupich błędów... Minęło 13 miesięcy. Życie dla Macieja płynęło jak w bajce nie miał żadnych zmartwień... - Aaaaaaaaaa!!!!!! (Gdzie mleko!) - Czego się drzesz? - Baaaaaaaaa!!!!!! (Jestem głodny już od 13 minut!) - Zaraz! Zamknij się! Niech wstanę! Kurwa 5.43 a ten się znów piłuje! - Aaaaaa uh aaaaaaaa!!! (Rusz tą dupę i dawaj butelkę, albo lepiej cycka! Tylko bez numerów z silikonem!!!) - No dobra zrobię ci kaszkę tylko się zamknij choć na chwilę! Nakarmiła bym cię piersią, ale ostatnio przegryzłeś mi worek z silikonem i musiałam znowu iść do tego 'plastyka'. - Aaaaaaaaa!!! (A więc to moja wina, że ci odjebało i sobie silikon w cycki wpakowałaś?) - No masz, nażryj się... - Uh, ugaga, ugauga... (Grzeczna mamusia, może jeszcze choć raz w tygodniu zmieniłabyś mi pieluchę, co?) - Co ja się mam z tym bachorem. Żeby chociaż jego ojciec płacił alimenty... - Uaaaaaa!!! (To ja nie mam ojca? Ty szmato!!!) ...no może nie całkiem beztrosko, ale chociaż od czasu do czasu coś jadł... Minęły kolejne 4 miesiące nim nasz bohater wyrzucił z siebie pierwsze sensowne słowo, a było nim... - Konstantynopolitańczykowianeczka. - Coś synku powiedział? - Konstantynopolitańczykowianeczka. - Mój ty kochany, a gdzie żeś się nauczył tego słowa i co ono oznacza? - Gugu aaa guagaga (Kurwa, szkoda, że nie potrafię jeszcze wymawiać 'r', to bym jej powiedział co o niej myślę. Nie dość, że skombinowała mnie gdzieś na boku z jakimś debilem, to jeszcze sama nie zna podstawowych słów.) ...Maciej intelektualnie rozwijał się nad wyraz szybko. W wieku 3 lat poszedł do przedszkola. Od razu trafił do starszaków... Ale kogo interesuje jego dzieciństwo? Przerzućmy te jedenaście stron i przejdźmy do konkretów. No może wspomnimy jeszcze tylko o jego osiągnięciach... A wiec w wieku 5 lat zastrzelił matkę z Magnum 44 (od dziecka lubił rozrywkę dużego kalibru), na szczęście z braku dowodów sprawę umorzono, nikt nie przypuszczał, aby dziecko mogło wymierzyć z takiej broni z odległości 6 metrów i 12 centymetrów prosto między oczy kobiecie w środku nocy... 3 lata później zastrzelił lekarza, który odbierał jego przyjście na świat (zemścił się za klapsa). W wieku 12 lat został przyjęty do Zespołu Szkół Rolniczych na kierunek Technik Hodowca, który to ukończył w przedterminie. W wieku lat 15 został przyjęty na studia, a swój pierwszy poważny tytuł naukowy zdobył w wieku lat 18. Doszedł do wniosku, że nie chce zmarnować całego życia na naukę, a chce wykorzystać z niego ile się tylko da. Uważał, że na tym świecie jest za dużo ograniczeń (np. prędkości). Postanowił łamać wszystkie zakazy, od zakazu wjazdu począwszy a na zakazie palenia skończywszy. I w ten sposób doszło do pierwszego kontaktu z policją (czyżby?)... { - Pisz co chcesz! - Ale ja nie mam nic do przekazania! - Co to ma być? Co ty tu kurwa nagrywasz! - A niech czytelnicy też doświadczą tego wspaniałego procesu tworzenia, którego jesteśmy uczestnikami. Co to, tylko ja mam się z tobą męczyć? Niech zobaczą jakie to cudowne...} ...przepraszamy za to wtrącenie, ale było ono konieczne z kilku powodów (podaj chociaż trzy... (no dobra, dwa... (jeden? (...))). Niech będzie, nie było to wcale konieczne, ale w końcu czymś trzeba zapełnić te kartki... Wróćmy do kontaktu z policją (ten gliniarz wtyczkę miał dużą (z bolcem) - ty głąbie to pała!_ a niech szlag trafi niemiecką klawiaturę, miało być ')'). Jajco! No nie, ten znowu się czepia, że zjadłem czekoladę z sernika, bydle! No ale mieliśmy wrócić na skrzyżowanie, gdzie policjanci macają Maćka. Chociaż wcale nie muszę o tym pisać... No dobra, jak ta pani tak ładnie prosi... - Dlaczego przejechałeś na zielonym świetle? - Ja nikogo nie przejechałem... - A skrzyżowanie na zielonym... - Przecież zielone - jedź, czerwone - stój! - A... No tak... Ale rozjechał pan to biedne skrzyżowanie! - Ja? - A co? Ja? ...prosimy nie regulować odbiorników, ten policjant naprawdę jest taki brzydki. Mogliśmy w tę rolę wcielić jakiegoś superprzystojniaka, ale nasz budżet jest dość skromny... - Za co jestem oskarżony? - Za prze-prze-prze... - Za prze co, do cholery? - Za 120 do łóżka nie pójdziemy... ...przepraszam za kolegę od montażu, ale kasety mu się popier(pii), chcemy przy okazji zdementować pogłoski, że nasz montażysta jest jakoby zaręczony z pierwszą damą RP... Ale wróćmy do Macieja... Po raz pierwszy trafił on do więzienia. Spotkał tam ludzi, od których nauczył się wielu rzeczy. Ale po kolei (a to PKP rozwiązali? świnie!). - Podaj mi mydło, kiciuś! - Maciuś. - Od kiedy jesteśmy na ty? - Ale to ja jestem Maciuś! - Podaj mi mydło, Maciuś! - Hm? Ja nie używam mydła, ale jak chcesz mogę ci dać żel pod prysznic... - Ja nie chcę żadnego żelu! Schyl się trochę... O, zobacz, tam leży jakieś mydło... - To jest mydło? To jakaś stara kostka masła! - Masło... Będzie jak znalazł... Wiesz, kto nie smaruje... - E tam masło. Od tego tylko miażdżyca i skleroza... - Co? - Jak to co? - Nie pamiętasz o czym rozmawialiśmy? ...tak więc drogi czytelniku jedz Kamę i smaruj Kamą, a do kurczaka najlepsze jest tanie czerwone wino. Po odsiedzeniu wyroku Maciek wyszedł na wolność, gdzie był wolny (mam jedno pytanie: kto na wolności nie jest wolny? odpowiedź: mężczyzna żonaty, lub mężaty - jak kto woli). Przed bramą czekała na niego piękna ciemnowłosa blondynka, która gładziła swoje długie zęby i mrużyła swe piękne, różowe, kręcone oczy... Zaraz, chyba mi się coś pokręciło (tak, tak, włosy na klacie - przyp. drugiego autora, który leżąc i nic nie robiąc dekoncentruje pierwszego pisarza poprzez wysyłanie swoich męczących myśli drogą telepatii, o czym pisał Jan Domarski w swojej najgłośniejszej (ponad 450 dB) książce pt. "Stary człowiek jeszcze może"). Nieważne, ale w każdym razie owa dziewczyna miała rude bakobrody, czerwony stanik... O rany, majtek nie miała... - Podejdź do mnie i weź mnie... ...no nie... Znowu montażyście się coś pomyliło (ja bym to nazwał inaczej - przyp. prof. Mniodka). To kolejny fragment dokumentalnego filmu o życiu i twórczości Matki Teresy z Kalkuty. No, ale powróćmy do życia Macieja. Jako 22-latek miał już trzy fakultety z niemieckiego (cokolwiek by to znaczyło). Życie płynęło mu spokojnie... Do czasu, gdy nie pojawiła się Synthia. Maciej był wtedy na wakacjach w Neapolu. Opalał się na piekącym słońcu jednej z tamtejszych dzikich plaż... i właśnie wtedy ujrzał ją. Jej piękne ciało zakłócało odbiór fal radiowych, jej nogi były dłuższe niż amplituda drgań powietrza w zimie, jej włosy powiewały na delikatnym wietrze, który dmuchał od strony morza, a jej oczy zdawały się krzyczeć do Maćka: "Płonę... Jestem twoja". Maciej postanowił podejść i przedstawić się owej piękności: - ... - ... - ... - ... - ... - ... ... i milczeli tak przez dwie godziny patrząc sobie w oczy. W końcu Maciek odważył się wypowiedzieć do niej pierwsze słowa: - Konstantynopolitańczykowianeczka. - Coś synku powiedział? - Konstantynopolitańczykowianeczka. - Mój ty kochany, a gdzie żeś się nauczył tego słowa i co ono oznacza? ... no nie!!! Znowu montażysta coś spierdolił. Ten fragment już był! Co? Że niby jak? Nie te pierwsze słowa, kretynie!!! Ufff... Z jakimi idiotami muszę pracować... Tak więc wróćmy raz jeszcze do spotkania Maćka z Synthią. - Hej. - Hej. - Jestem Synthia. - A ja Maciej. - Oh Maciej. - Oh Synthia. - Oh Maciej. - Oh Monika. - Oh Maciej. - Oh Rene. ... dość!!! Zwalniam cię, kretynie jeden! Teraz wmontował fragment z poprzedniego odcinka! Przepraszam państwa bardzo i serdecznie, ale to nie moja wina, że matka z ojcem tego kretyna do szkoły filmowej w Łodzi wysłali. Tak więc kontynuujmy (no to kontynuujcie, no? Na co czekacie?)... - Skoro już się znamy, to może przeobrazimy naszą znajomość w coś znacznie głębszego... - Ależ chętnie... ... i tym oto sposobem Maciej i Synthia wykopali najgłębszą studnię w okolicach Choroszczy. Teraz miejscowi kuracjusze mają gdzie topić swoje żale... Lecz niestety Synthia, tak jak każda inna kobieta, okazała się niestała w uczuciach i przy pierwszej okazji dała nogę do przymiarki... - Tak na moje oko to rozmiar 37... - Ależ ma pan oko, panie Bundy... - No cóż. Jestem już w tym interesie od 23 lat. - To musi być podniecające. - A bo ja wiem, przymierzanie butów grubym babom, potem powrót do domu, gdzie czekają na mnie sępy, gotowe wydrzeć mi każdego z 3 zarobionych centów miesięcznie, a do tego raz na rok 30 sekund seksu z moją ohydną żoną... - Ucieknij ze mną... - Nie mogę. - Dlaczego? - Żona, dzieci, dom, praca... (Publiczność: Uuuuuuuu.........) - No szkoda, a taki przystojny z ciebie facet. Masz posturę golfisty. - Golfisty? Przecież ja w szkole grałem w futbol! - E tam. Chrzanisz. Przecież futboliści nie mają takich zgrabnych tyłków. Wyglądasz jak prawdziwy golfista. Zgrabne pośladki, wyrobione muskuły skrętne tułowia... - No to jak bierze pani te buty czy nie? - Biorę ciebie. - Na miejscu czy na wynos? - Na wynos. - Z ketchupem i musztardą? - Nie, tylko z krewetkami i serem. Zaraz, zaraz... Coś mi tu śmierdzi... I to wcale nie są moje skarpetki... E, montażysta, co ty żeś znowu tutaj po(pi...), jaką musztardą, jakim serem? Przecież to nie jest 'Śniadanie u Tiffanyego'. Coś ci się naprawdę w tej główce poprzestawiało. Daj, uderzę młotkiem, to może wróci ci ten neuron na swoje miejsce... ... a więc Maciej został sam. Nudził się niemiłosiernie. Postanowił wstąpić (nie! Nie do zakonu!) do zakonu. Po drobnej korekcie okazało się, że do zakonu wstąpił 10 lat później. Wcześniej wstąpił do baru, gdzie przeżył niezapomniane chwile w towarzystwie tygrysa (Publiczność: Uuuuuuuu.........) bengalskiego (Publiczność: Uuuuuuuu.........). I jeszcze jedno, tym razem do reżysera dźwięku: co ty kurwa narobiłeś? Co to za "(Publiczność: Uuuuuuuu.........) Jeszcze jeden taki numer... Hej, te są za duże! Ja noszę 47-ki! Nie zmieniaj tematu! (Publiczność: Uuuuuuuu.........) Kurwa (piii)... Pudło, hehe! Dobra, ryży ser dźwięku został wywalony. Kontynuujmy więc nędzne i nudne życie Maćka... - Hej kelner! - Co? - Jaja! - Bolą. To nie moja wina! - Nie... Ja chcę jaja na twardo. - To wyszoruj pastą Blend-a-Med... ... o nie! Ta firma za reklamę nie płaciła! Płaciła? A to przepraszam, że tutaj antystomatologiczną propagandę sieję... Po skończeniu posiłku Maciej ujrzał siedzącą przy barze Juanitę. Dodajmy, że knajpa ta znajdowała się w samym centrum Rio de Janeiro w Brazylii, gdzie Maciek uciekł wraz ze swoją walizką przed ścigającą go policją. Powodem rzekomego pościgu było niezapłacenie czterech mandatów za złe parkowanie... Tak mówią... - Cześć. Nazywam się Maciek. Czy mogę ci postawić drinka? - Si. - Jestem prawdziwym twardzielem i naprawdę mogę to zrobić trzy razy. - Tres quatro? - Tak. A do tego mam na ciebie wielką ochotę, maleńka. Szkoda tylko, że nic nie rozumiesz po polsku... - Tak, szkoda... - Ty mówisz po polsku? - Tak, troszka. Ja się rodzić w Moskwie, więc znać ten kraj dobra. - Ale Moskwa jest w Rosji. - Tak? To ciekawe ciem mogę mówić po polska... Masz na ja ochota? - Tak. - No to weźmy ślub! ... i wzięli. Noc poślubna trwała dwa tygodnie. Po dwóch następnych doszło do rozwodu i podziału majątku. Oto tekst orzeczenia sądu w tej sprawie: - Fique de nazario a si contancte... ...przepraszamy, ale tłumacz nie dojechał. Musimy trochę poczekać... [po 20 minutach] Już mamy tekst po polsku: - Postawa Macieja Brząkadełczko-Szczupaka godna pochwały nie jest. Zastanawiającym jest fakt, że obecny tutaj Maciej Brząkadełeczko-Szczupak, delikatnie mówiąc, olewał swoje obowiązki. Co tu dużo mówić, on pieprzył wszystko co się rusza... - Sprzeciw, wysoki sądzie. Mój klient nie pieprzył czołgów, samolotów i okrętów podwodnych. Proszę nie robić z niego zboczeńca. - ...oprócz okrętów, czołgów i samolotów. - No... już o wiele lepiej. - Cisza na sali! [stuk, stuk, stuk] Dlatego skazuje Macieja na karę dożywotniego więzienia w kamieniołomach... Maciek nie wytrzymał i rzucił się na sędziego: - Ale to tylko sprawa o podział majątku! - Tak? A to przepraszam pana bardzo... Bierz pan cały majątek. - A ona? - Ona mnie nie interesuje, ale ty mi się podobasz. - Ale ja nie gustuje w facetach... - A ja tak. To co? Pójdziemy do mnie, czy mam cię zamknąć za obrazę sądu? Maciek postanowił uciec z sądu. Więc zrobił co postanowił. Lecz niestety nie udało mu się zbyt daleko uciec, gdyż na parterze zatrzymał go woźny... - Przepraszam synu, masz zapałki? - Tato? - Jaki tato? - To czemu mówisz do mnie synu? - Mówię synu do każdego, gdyż jakieś 25 lat temu miałem romans z jedną taką ździrą, która prysnęła ode mnie razem z moją wypłatą... - A jak wyglądała? - Niewysoka, rude włosy, kształtne ciało, dużo silikonu... - Tato!!! - Synu? - Tato!!! - Synu!!! - Ale zaraz... Jestem synem woźnego? - A czego żeś się kurwa spodziewał? - Myślałem, że moim ojcem jest jakiś profesorek, albo milioner, a nie jakiś zakichany woźny... - No, wypraszam sobie. Trochę szacunku dla ojca... - Ale jak mam szanować woźnego... - Woźny, nie woźny, ale twój ojciec... - Aaa.. Odpierdol się, chyba mnie z kimś pomyliłeś... - Bo zaraz wezmę pasa i dupę zerżnę... - A tylko spróbuj, lekarz, który mi dał klapsa, już dawno glebę gryzie... ... i tak oto szanowny czytelniku zaczęła się kłótnia, na którą my nie mieliśmy żadnego wpływu. Doszło także do drobnych zamieszek, w czasie których zginęło 11 Serbów, 303 Albańczyków, 2765755 Żydów, 11 Polaków, 97 Rumunów, 3444244 Rosjan i 1 Niemiec... Dobra, nie ma co tu gadać, bo i tak zaraz mnie zjedzą ci od historii drugiej wojny światowej... Właśnie, wojna! Po (przegranym) sporze z ojcem, Maciej postanowił wstąpić do armii, czego w trzeciej części Trylogii Sienkiewicza nie uświadczył żaden z czytelników. Trafił na front zachodni, gdzie Niemcy, przebrani za kobiety... O kurcze, znowu mi się kartki pomyliły... Oooo... Mam... Trafił na front zachodni, gdzie generał Józef Piętobrody kazał mu wyczyścić swoje obuwie. - A więc głupku pucuj te butki! - Co? - Głuchy jesteś? - Nie. - Wyczyść mi buty!!! - Że niby... jak??? Co ty ze mnie pucybuta robisz? Chyba nie wiesz kim jestem... - A niby kim? - Głównym bohaterem tego filmu... - A to przepraszam. Nie zmienia to jednak faktu, że moje buty są nadal brudne. Szorujesz czy nie?! - Nie. - Szkoda... Generałowi wyraźnie nie spodobała się odpowiedź Maćka, który na domiar złego wyciągnął karabin i zaczął strzelać do żołnierzy... swojej kompanii... - Aaaaaa... Tra, tra, tratatatata... - Uaaa! - ...tatata... - Eeeeee!!!!! - ...tratratratata... - Kurwa, dostałem... I strzelał tak przez cztery godziny, a może i dłużej, bo niemiecki kalendarz w tamtym okresie był nieco inny niż nasz. Ale to nieważne. Po wystrzelaniu całej kompanii armii niemieckiej Maciej został wezwany do Londynu, gdzie czekał na niego Czerczil z wielkim, srebrnym, stalowym, złotym medalem... - I nadaję ci ten krzyż... - Co? Krzyż??? A ja myślałem, że będzie to jakaś laurka i medalik, a tu klatę mi obwieszają jakimiś symbolami religijnymi... - Nie podoba się wam, sierżancie Szczupak? - Podoba. - No to w czym problem? - Jestem ateistą! - Co? - No. - Tak? - Tak. - Ty? - Ja? - A kto? - Ja? - No. - Okej. Przyjmuję ten krzyż... ... i przyjął... Wspaniale skleił piłkę na klacie, obrót, strzał z woleja, słupek, poprzeczka, drugi słupek, trzeci słupek... No tak, to Granica Zofii Nałkowskiej (wyjaśnienie dla niewtajemniczonych: "Granica" jest to lektura w szkole średniej). Oj, chyba się coś poje(piiiii)ało. Po skończonej wojnie Maciej trafił do kosza z dystansu 20 metrów. W ten sposób zauroczył swoimi nieprzeciętnymi zdolnościami Magdalenę... Oj, jaka ona była piękna. Nic tylko lizać jej piersi, ssać tyłeczek, masować udka... Kurwa! (pipipiiii) To już siódmy montażysta w tym tygodniu, którego trzeba wyjebać (piiii) z pracy. Z pracy trzeba też wypierdolić (piiiii) cenzora, bo kurwa (piiii) nie trafia w niecenzuralne teksty tym pipczenieniem... [po 2 godzinach] ... Już lepiej... Mamy nowych ludzi od montażu, cenzury, korekty, dźwięku... Kur(piii) wyłącz tą jeba(pi)ą Nirwanę! Leci już od drugiego odcinka naszego serialu... Powróćmy jednak do Macieja i Magdaleny. Magda była piękniejsza niż zachód słońca nad Niagarą, piękniejsza nawet niż Maciej. No cóż... każdy był piękniejszy niż Maciej, ale nic innego nie przychodziło mi na myśl... Doszło do ich pierwszego stosunku, bo Magda była matematyczką. - Dwanaście na cztery? - Eee... Aaaa... Nooo... Trzy! - Aj Maciuś, jesteś genialny! - Wiem. Po przerobieniu materiału z pierwszej klasy szkoły podstawowej Magda i Maciek postanowili, że wstąpią do zakonu... Nie, nie, nie... Wcale nie wstąpili do zakonu (to dopiero za cztery lata). Postanowili zdobyć Mount Everest. W tym celu wynajęli przewodnika. Niejakiego brata Alberta z zakonu karmelitów, wtedy jeszcze ukrywaną przez syna prezydenta pod swoim panieńskim nazwiskiem Anna Maria Zajobek. - Daleko jeszcze na ten szczyt? - Nie wiem... - Nie wiesz??? - Nie! Robię to pierwszy raz! - Dziewica? - Nie o to mi chodzi... Ej! Złaź ze mnie! My tu mamy wchodzić na szczyt, a nie szczytować. - Przepraszam najmocniej... Gdzie jest Magda?! - Uciekła z tamtym tybetańskim jakiem... - Jakiem? - Tak, powiedziała, że ten zwierzak jest sto razy bardziej czuły niż papier światłoczuły... (Publiczność: Uuuuuuuu.........) Hej! Reżyser dźwięku... Ja go gdzieś widziałem... Kurzajka, to znowu ten niemąd(piii) reży(piii), który ciągle coś psoc(piiii). A ty kurwa co z tymi piii, co? Życie ci nie miłe? Oj, bo cię wywalę z roboty, kretynie jeden (piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii). Te (pi...) cenzor (pi...) co ty kurwa wycinasz (pi...), uczysz się alfabetu (pi...) Morse'a? Jeszcze jedno takie zagranie a wyjebię cię z (pi...) roboty!!! (pi?) To, jak? Będziesz grzeczny? (Pi.) A więc dobra, z cenzorem mamy już spokój, reżyser dźwięku też już się uspokoił (no tak, młotek i paczka gwoździ robią swoje), więc możemy kontynuować naszą opowieść... Marcin znalazł w końcu butelkę (jaką butelkę? Jaki Marcin???) ...a więc Maciej razem z przewodniczką wspinali się dalej. Na wysokości około 6432 metrów 37 centymetrów 7 milimetrów i 14 mikronów ujrzał najdoskonalszą istotę w swoim życiu... Górską kozicę... - Wyjdziesz za mnie? - Ale przecież należymy do różnych gatunków. - Nie ważny gatunek, ważne uczucia. - Ale ja nic nie czuję... - A teraz? - Co to? - To życie, moja miła. - Przecież ja wcale nie jestem miła! - No to jak, wyjdziesz za mnie? - Nie! - Jak kobieta mówi nie to znaczy tak, a więc jak, wyjdziesz za mnie czy nie? - Tak! - Dlaczego nie? - Aaaaaaaaaa!!!!!! (Gdzie mleko!) - Czego się drzesz? Kurwa (piii)!!! Montażysta!!! Co ty znowu narobiłeś? Czy ty masz nasrane? To już było! (ale to już było i nie wróci więcej - przyp. reżysera dźwięku). No, teraz cięcie... Reżyser! Pokaż ujęcie z drugiej kamery... Akcja! - Kocham cię!!! - Co? - Kocham cię!!! - Co? - Kocham cię!!! A teraz zacięła się płyta. Z kim ja pracuję?! Sami imbecyle!!! Idę do domu! Koniec! No tak, on poszedł, a ja muszę siedzieć tutaj w ten piątkowy wieczór (czyżby piątkowy? Czyżby wieczór?) i kończyć tą poronioną historyjkę tak? O nie... Ja też idę do domu. Mam to gdzieś! Chętnie poszedł bym na jakąś dyskotekę, poznał jakąś dziewczynę, ... No ale niestety robota czeka. Dzisiaj z chłopakami robimy skok na bank, ale wy o tym nic nie wiecie. I pamiętajcie, w razie jakby się ktoś pytał, to my byliśmy w domu i pisaliśmy to opowiadanie... Jaki skok na bank?! Piii(kurwa)ii... Czyś ty zgłupiał? No tak, jak teraz pójdę do domu to będzie wszystko na mnie, tak? Och ja biedna sierota... O cię w mordę, zapomniałem wyłączyć żelazko! (niezły sposób na wyrwanie się do domu...) Kto to napisał, co? Ręka do góry!!! (pier... się!) Co to ma być, co? Ja tu jestem... Kim ja właściwie jestem, co? (to się nazywa profesjonalne pranie mózgu, co? - przyp. (niewidzialna ręka)). Oj, oj, oj... To się robi coraz bardziej popaprane. Lepiej wrócę do Macieja, który opala się właśnie w solarium, gdzie dwie rumiane dziewczyny robią mu masaż. - Oooo... Jak dobrze... - Teraz zróbmy to w innej pozycji... - Okej. Oj, przepraszamy za to serdecznie, ale mamy kłopoty techniczne. Proszę o przerwę na reklamę... Dziękuję. A teraz, (piiii)... Co ty (piii) z tym piii, co? (ale piiii). Skończ z tym natychmiast (ale piiić mi się chce!). No to nalej sobie wody mineralnej... Zaraz, kogo ja miałem opierdzielić? Hm... Eeee... Oczywiście montażystę! Znowu jakiegoś pornola władował, świnia! Przecież ten penis jest za długi jak na Maćka... Przepraszam państwa serdecznie i zachęcam do oglądania dalszej części naszego filmu, gdzie takich szopek nie będzie (to właśnie z powodu tych szopek ludzie to oglądają - przyp. producenta). Co? Ja znowu mam pisać, a ten bydlak będzie się opychał ciastem? O nie! A teraz wrzeszczy, że mu ktoś jabłecznik wpierdzielił! No tak, Nie chce mu się otwierać piekarnika, ależ on jest leniwy, nawet dla własnej dupy się nie ruszy. Ostatnio przez trzy godziny siedział w kinie na komedii i płakał, bo usiadł na swoich jajach i nie chciało mu się wstać, a teraz jeszcze się czepia, że mu za mocną herbatę zrobiłem. No nic tylko takiego w ryło trzasnąć (plask!), dziękuję... ...a więc Maciej w solarium zdobył opaleniznę, dzięki której wyglądał jak sycylijczyk. W drodze do domu tak go pragnienie męczyło, że postanowił wstąpić do przydrożnej knajpy, w której to poznał świeżo upieczoną (na wolnym ogniu) milionerkę - nianię... Zaraz, zaraz... A więc to on był tym sycylijczykiem, co wyrolował księżniczkę? Świnia!!! No nie... ale zakręcił! Wystarczyło po jabłecznik wyjść... Tylko dopadł się do maszyny do pisania... Zaraz, na czym stanął (z tego co pamiętam, to na oralnym - przyp. żony pisarza (nie mam żony - przyp. pisarza) no to przyp. kochanki (nie mam kochanki - przyp. pisarza) a ja to kto? twoja siostrzyczka, co? - przyp. kochanki (jakiej kochanki, jakiej siostrzyczki, chyba się wam coś pomyliło - przyp. pisarza) nam? ostatnio ty nas waliłeś - przyp. lekarza psychiatrii). Jejku... ile przypisków! No nic, na czym skończył poprzedni pisarz (na grze wstępnej - przyp. kochanki drugiego pisarza). Nie o to mi chodzi. Na jakim wydarzeniu się zatrzymał? Aaaa mam! Tak więc księżniczkę wyrolował... Maciek??????????? O cię w mordę, a ja myślałem, że to całkiem inna historia... No nic, jeśli Maciej był sycylijczykiem, to kim była Niania i księżniczka. Może wytłumaczy to nam, ktoś, kto powinien coś na ten temat wiedzieć. Przed państwem Maciej Brząkadełeczko-Szczupak Junior: - Dzień dobły! - Cześć Maciek. - Dzień dobły! - Hmhm... Kim była Niania? - Niania... Ojciec mówił, że zboże łośnie wolno... - Ale kim była Niania??? - Zboże łośnie wolno... - Ale nam chodzi o Nianię!!! - Przepraszam, mam katał. Wszyscy na mnie krzyczą... To nie moja wina, że zboże łośnie wolno... - Co ty z tym zbożem? Nam chodzi o Nianię! Konkretnie i na temat! - Niania... Nia-nia... N-i-a-n-i-a... A, Niania! Gdzie Niania? - Jaka Niania? - To ja się pytam jaka Niania!!! - No ta, co wyszła za Macieja! - Za mnie? - Nie, za Macie... Tak, za twojego ojca! - Nie znam żadnej Niani! No może z wyjątkiem byłej żony mojego ojca. O nią chodzi? - Taaak. - To trzeba było tak od łazu. Niania jest to pseudonim jakiegoś Albełta, któły zmienił płeć na inną. Nikt nie wie jaką... - A kim była księżniczka? - Jakaś amełykańska dziwka... - Słucham? - Jakaś amełykańska dziwka... - Co? - Jakaś amełykańska dziwka... - Słyszałem, ale żeby tak na antenie mówić... No dobra, jaka dziwka? - Monika... - Proszę nie kończyć! Oto pytanie audiotele... - Jaka pyta??? Co za pyta??? - Nie pyta a pytanie! - Kto pyta, co pyta, jak nie pyta to co? - PY-TA-NIE!!! - Nie pyta? To co? Kuuuuuuuuurwa (piiii)!!!!! Montażysta!!! Co tym razem narobiłeś? Przecież to fragment z poprzedniego odcinka!!! Czyś ty oszalał, teraz nikt tego do końca nie oglądnie... Oprócz ludzi w obozie bącentracyjnym na Kamczatce, gdzie jest tylko nasz kanał (i trzy kanały ściekowe, z których obozowicze czerpią wodę pitną - przyp. przyp. przyp.). John Rambo przecież już był! Teraz trzeba coś nowego, coś niebywałego, coś niesamowitego... Tak... Pamela Anderson... Falujące silikony... No co? Nie moja wina, że tak wieje, aż na silikonie się fałdy tworzą... ...a teraz trochę poważniej. Jem. Tak, tak, sernik jem. Ale najpierw wpierdzielam czekoladę, zawsze robiłem odwrotnie. Ale teraz najlepsze zostawiam na koniec. A herbaty nie da się wypić, raz jest za mocna, dwa, za mało posłodzona. A wracając do najlepszego, najpierw seks, a potem masturbacja, a tą żarówką mało nie podpaliłem domu, ale może nie pamiętasz, akwarium stało tu, ale przy tej żarówce można już łapy ogrzać... albo poparzyć... czuję się jak w łonie... nie, tam nie jest tak gorąco... Widziałeś kiedyś tak prosty palec. Where's your mummy, where's she gone... To tak, wystarczyło odejść od maszyny i popaść w słowotok, a drugi współautor (czyli ja - przyp. drugiego współautora) od razu to sprytnie wykorzystał (seksualnie!) - zboczeniec!!! No nic, skończyłem na Pameli Anderson. Spotkała ona Maćka w pełnej seksu krainie, zwanej Syberią. - Hej Maciej. - Skąd znasz moje imię? - Jesteś już tak popularny... - Popularne to są pewne papierosy bez filtra... - Jakie? - Popularne. - Wiesz kim jestem? - Nie. - Nazywam się Pamela Anderson. - Jak? Salceson. Dziękuję, już jadłem... - Anderson. Grałam w wielu filmach... No wiesz, taka utleniona blondynka z magazynem silikonu na składzie... - Widzę. - Co? - Silikon. - Może byś mnie trochę ogrzał... - No wiesz... Właściwie to nie mam ochoty na seks. - Seks? Seks? A kto mówi o seksie? Podsuń się trochę i daj mi usiąść przy tym ognisku... W tej właśnie chwili wrócił wierny kolega Maćka - Steven Carrington, który był na polowaniu. Przyniósł trzy zające. Powstał wielki problem podziału owych zwierząt, ale Maciej sprytnie go rozwiązał. - Okej. Pomyślmy logicznie... Was dwoje i jeden zając to trzech... Ja i dwa zające to też trzech... A więc ja biorę dwa zające, a wy jednego zająca, bo was jest dwoje... Kurcze, ale mam tłuste łapy. Wiecie, spędziłem miły wieczór w towarzystwie Moniki Le'Vinsky. Było uroczo, ale wróćmy do życia i twórczości Macieja Brząkadełeczko-Szczupaka (podobno niedługo będzie taki temat w teleturnieju Wielka Gra, którą prowadzi taka stara pierdziocha, że aż mnie od ekranu odrzuca - przyp. prof. J. Mniodka). - Kocham cię, Pamela! - Kocham cię, Maciek! - Ale ja tylko żartowałem. Nigdy bym nie śmiał spać z tak cudowną kobietą jak ty. Co boskie Bogu... - Ale ja chcę z tobą spać! - No dobra, powiem wprost. - To dlaczego patrzysz w lewo? - Bo tam idzie nawet zgrabna panienka... - A ja? - Co ty? - Ja się nie liczę...? - Powiem wprost: mam cię gdzieś. Jesteś tylko nieorganiczną mazią, która jest utrzymywana przez szczątki organów wewnętrznych, zeżartych przez anoreksję i bulimię, a wszystko to pod kontrolą nalotu na wewnętrznej stronie czaszki, udającego mózg... - Jasno to określiłeś... - Wiem. To na razie, bo tamta panienka macha do mnie ręką. - Panienka? Ta babcia ma już ze 20 lat, a do tego obwód biustu mniejszy niż 120 centymetrów... Maciej podbiegł do wspomnianej dziewczyny, ale po pierwszym złapaniu za pierś został potraktowany z plaskacza... - Ty świnio! - Hej. Dlaczego mnie wyzywasz? - Złapałeś mnie, wierną dziewicę, za moją część... dość niesforną. - Co? - Złapałeś mnie, wierną dziewicę, za moją część... - Tak, słyszałem to, ale co mam przez to rozumieć???!!! - Nie krzycz na mnie! - Nie krzyczę!!! - Krzyczysz. - No może trochę... Przepraszam. Naprawdę nie chciałem cię urazić. Justysia, chyba się nie obraziłaś? - ... - Dlaczego milczysz? - ... - Powiedz chociaż słowo. - Słowo. - Co? - Sam tego chciałeś! Justynka rzuciła się na Macieja, ale wcześniej zrzuciła swoje powabne ciuszki... Aaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!! Kurrrrrrrrrrrrwaaaaaaaaaaa!!!!! (piiiiiiiiiiiiiiii). Wystarczyło wyjść na moment, a ten debil dopadł się do maszyny i zaczął coś pisać. No cóż, może nie powinienem wychodzić popływać w basenie podczas trwania programu, ale musiałem rozładować gdzieś swoje napięcie, bo potem można popaść w monotematyczność erotyczną w opowiadaniach. Dobra, wyrwałem tę kartkę, na której Maciej i Justyna uprawiali dziki seks, bo to nie ja napisałem (a kto? ja? a no tak, ja - przyp. montażysty). Tak więc wróćmy do rekina... Zaraz, jakiego rekina?! Nie było przecież nigdzie o żadnym rekinie! Było? Gdzie? W części czwartej? Oj, człowiek pierd(pii)ca może dostać, jak pisze tak dużo... No nic. W takim razie: rekin. Maciej poznał go tuż po tym dzikim seksie z Justysią (scenę usunięto, ze względu na to, że program oglądają dzieci i młodzież poniżej 21 roku życia - a przecież nie chcemy demoralizować naszej młodzieży... lepiej niech oglądają Power Rangers - przynajmniej zabijać się nauczą; miłość i seks to coś wstrętnego i ohydnego, ale zabijanie, niszczenie, bicie itd. jest bardzo wychowawcze - przyp. autora dialogów). Zaraz, zaraz... Coś mi tu śmierdzi (pewnie znowu w gacie z podniecenia nasrał, bo do kibla to już dwa tygodnie nie wchodził - przyp. babci klozetowej). Wmawiali mi, że jak będę pracował w tej telewizji to nie będę miał styczności z żadnymi formami cenzury, próby zabraniania innym tego co lubią i tak dalej. I co? (kłamaliśmy - redakcja) I (piii) wam w (piii). Ta scena pójdzie, choćby skały srały. Zresztą jest już dawno po północy (dokładnie to 22:11:04 - przyp. Czasu). A więc Maciej i Justyna na wodnym łóżeczku: - Oh Maciek... - Oh Justysia... - Oh Maciek... - Oh Justysia... - Oh Maciek, jaka długa pyta... - Jaka pyta??? Co za pyta??? - Nie pyta? To co? Oczywiście wszystko szlag trafił, bo ktoś spaprał scenariusz do tej sceny (niech no ja go dorwę w swoje łapy - przyp. masturbanta). Oj, pyta, pyta... Przepraszam, zamyśliłem się... Tak więc rekin... - Kapitanie. Toniemy. - Jak nie wy, to, kurwa, kto? - Nie o to chodzi. Statek tonie. Mogę prosić o pistolet maszynowy i dwa pełne magazynki... Dziękuję! [po upłynięciu 48 tratatatata] No i montażysta załatwiony... Nigdy więcej źle zmontowanych scen i żadnych retrospekcji (no more tears - przyp. tłum.). Czas więc na rekina i jego rodzinę, która spokojnie mieszkała po środku oceanu spokojnego. - Tatusiu, daj na kino... - A na jaki film idziesz? - Na... na... na... - Przestań się jąkać! To nie przystoi arystokratycznemu rekinowi! - Naga rekinka i dwa tuziny szprotów... - Coooo??? Na film erotyczny? - No, grają jeszcze Szczęki III. - No to bierzemy rodzinkę i idziemy. Uwielbiam tę komedię... - Komedię? Jaką komedię? - Szczęki III, a jaką by inną? - To miała być komedia? - A nie? - Nie. Przecież to jest historia życia twojego pradziadka... - Ale pradziadek miał fajną protezę... - Ładnie to się tak z krewnych nabijać gówniarzu... ... i w tym oto momencie mały rekinek dostał trzy kopy w płetwę ogonową. To musiało boleć... Po oglądnięciu filmu Rekinek wraz z tatem i mamem (co? przecież u rekinów nie ma homoseksualizmu! - przyp. E. Skupień). No dobra: z tatem i mamą... Lepiej, pani profesor? (lepiej - przyp. E. Skupień). Owy Rekinek wyrósł na wielkiego płetwala błękitnego (hm? płetwal błękity jest to największy ssak na Ziemi, należący do rodziny waleniowatych - przyp. E. Skupień). Tak więc mały Rekinek wyrósł na wielkiego... (hmhm... możesz napisać ludojada - przyp. E. Skupień) ...ludojada! (dziękuję pani - przypis autora) Pływał sobie spokojnie w oceanie spokojnym (zwanym Pacyfikiem - przyp. prof.R. Karuzo). No nie! Dość tych wtrąceń od moich nauczycieli! To moja książka, a poza tym nikt poza Tokyo nie zna tych ludzi... Tak więc Rekinek, a raczej Rekin pływał spokojnie po wodach oceanu spokojnego łowiąc ryby, grając w kosza z kumplami, a w soboty chodził na dyskoteki. Na jednej z takich czadowych imprez ujrzał piękną, powabną, olśniewającą, młodą, [...], pikantną, rozkoszną, delikatną Kaszalotkę: - Hej maleńka! - Jeśli uważasz, że 17 metrów za maleństwo... - Nie, tak się mówi... Co? Telewizji nie oglądasz? - Telewizor nam zalało! - No widzisz, a ja mam telewizor! - No i co? - Nic. Zatańczymy? No i tańczyli. Tańczyli, tańczyli, tańczyli. Tańczyli, aż zrobiła się noc. Rekin postanowił zaprosić ją do siebie, gdzie spędzili upojne chwile jedząc Johna Rambo (pyta? jaka pyta...? oh! Rambo is alive! - przyp. J. R.). Tak im się to ciupcianie spodobało, że Rekin postanowił poprosić Kaszalotkę o rękę: - Czy mogę prosić cię o rękę...? - Rękę?! Już zjadłam... Ale masz kawałek nogi... - Nie o to mi chodzi! Czy mogę cię prosić o twoją rękę? Tamte ręce przecież już zjadłem sam... - Rękę?! Przecież my - ryby - nie mamy rąk! - To powiem inaczej... Czy wyjdziesz za mnie... - Tttak!!! I wyszła za niego... Bawili się non-stop, od wieczora do rana i tak dalej. Zrobili stadko dzieciaków. Pewnego szarego dnia jednak losy naszego bohatera się odmieniły... Właśnie tego dnia poznał on Macieja... - Co to za hałasy!!! Dzieci mi pobudzicie!!! Zabawkę se durnie znaleźli!!! Kto to widział topić się na środku morza!!! - Sobie... - Co? - Zabawkę 'sobie' znaleźli, a nie 'se'. Naucz się poprawnej polszczyzny! - A tyś kto za jeden?! - Maciej Brząkadełeczko-Szczupak... - Kto? - Maciej Brząkadełeczko-Szczupak... - Ale kim ty jesteś do holery?! - Cholera mówi się przez 'ch', a nie samo 'h'! - Nie wymiguj się od odpowiedzi! - Jestem góralem. Kocham mój kraj... i ciebie. Wyjdziesz za mnie? - Tak. Rekin wziął szybki rozwód z Kaszalotką, która jednak sama nie została, ponieważ z resztek pamiętnej kolacji sklonowała sobie Johna Rambo. Maciej wraz z Rekinem wyruszyli na rejs dookoła Świata... Dalsza historia jest już wam znana... Po orgii z Justysią i Rekinem, Maciej postanowił wyruszyć w poszukiwaniu sobie żony... Przeczytał w jakiejś dziwnej gazecie ogłoszenie, o treści: "Zapraszamy wszystkich męskich i odważnych rycerzy na Wielki Turniej Rycerski, który odbędzie się w Pięknym Zamku za siedmioma rzekami, za siedmioma górami, za siedmioma lasami i tak dalej (za piątą rzeką należy skręcić w prawo, a jak nie to w lewo). Nagrodą w turnieju będzie możliwość poślubienia najpiękniejszej istoty na Ziemi - Księżniczki. Druga nagroda to Niania (oddamy ją w dobre ręce - redakcja). A do tego całe królestwo... Przyjdź, zobacz sam - naprawdę warto!" - O kurcze! To coś dla mnie! Jadę... Jadę... Jadę! - Zamknij się Maciek. Zawsze tak krzyczysz jak robisz to na jeźdźca? - Nie o to mi chodzi! Jadę na turniej rycerski. Nagrodą jest ręka księżniczki... - Poproś Rekina to upierdoli komuś jakąś rękę, po co będziesz za tyle mórz, lasów i rzek jechał... - Jak ty się wyrażasz, kobieto! A poza tym nic o morzach nie napisali. To dziwne, bo każda bajka zaczyna się od mórz... Maciej trochę jeszcze sam do siebie popieprzył (piiiiiiiii - prima aprilis... nie! nie strzelaj [tratatatata] aaaaaa...) ... wsiadł na swojego lśniącego rumaka i wyruszył do owego zamku, gdzie czekała go sława, pieniądze i kobieta. Taka, o jakiej zawsze marzył - Księżniczka... ... w tym momencie muszę kategorycznie przerwać! Coś ci się znowu pojebało! Co? Znowu ktoś otworzył okno i kartki ze scenariuszem ci z biurka zwiało? Przecież to nie z tego opowiadania. To nie Maciej wyruszał, aby zdobyć serce księżniczki! A poza tym już kilka lat temu spotkał nianię, z którą zresztą miał dziecko. Tak więc jakim sposobem kilka lat później może wyruszać, by zdobyć serce księżniczki, skoro księżniczki od lat już nie ma? A cały majątek przehulał z nianią na różnych balach, orgiach i innych imprezach kulturalnych? Aaaa... Już wiem... Dopadł cię kac-morderca. Psychopatyczny. A było tyle pić? Było? Widzisz, a mnie nie dopadł! (widocznie szybko biegasz)... ...a więc Maciej po przygodach z Rybcią postanowił wstąpić do zakonu. Historię jego pobytu w zakonie już znacie, a więc nie będę się już tutaj powtarzał, tylko przejdę dalej. Związek Macieja z Foxym nie trwał zbyt długo, gdyż Fox nie nadążał za Maciejem w łóżku. Postanowił uciec. Zrobił to w najgłupszy możliwy sposób: zostawił list, iż został porwany przez kosmitów. No cóż, ależ on naiwny. Myśli, że jak przez około 100 odcinków serialu ugania się za latającymi spodkami, filiżankami, czy też innymi naczyniami, to od razu ktoś mu w takie bajki uwierzy. Naiwność ludzka nie zna granic. Ale wybaczmy mu tą głupotę i sprawdźmy, co się z nim dzieje... [miejsce: płatolot Proteus] - Te zielony, zostaw mnie!!! Po co ci ta piła? Nie!!! O kurwa!!! Moja noga!!! Jak ja teraz będę chodził... Zabieraj ten skalpel!!! Aaaa!!! Moje oko!!! Nic nie widzę!!! Nic nie widzę!!!... ...jak widać Foxy wcale nie został porwany przez UFO. Po prostu za życia zapragnął przysłużyć się społeczeństwu i sprzedał swoje ciało rosyjskiej mafii na organy wewnętrzne... ...tym czasem Maciej, który już miał dość tego, że ciągle ktoś łamał jego serce, uciekał jego samochodem, zabierał połowę majątku, postanowił zająć się polityką, lecz nie wyszło mu to na zdrowie. Po pierwszym wiecu przedwyborczym, na którym pojawił się ranny rzeźnik z portu, wylądował w zakładzie specjalnej troski o pacjentów. Na początku miał problemy z przystosowaniem się do nowej sytuacji. Rękawy za długie. Węzeł wbijający się w plecy. A do tego jeszcze brak klamki w drzwiach, brak okna, cała sala biała i to co najgorsze: brak miejsca, gdzie można by uciec od głosów pojawiających się w jego głowie (ja wcale nie pojawiam się w jego głowie - głos). Lecz z czasem przyzwyczaił się do zaistniałej sytuacji. Po dwóch miesiącach, za dobre sprawowanie, mógł już korzystać z zakładowej świetlicy. Poznał tam wiele interesujących osób. Między innymi Napoleona, wielkiego człowieka o niskim wzroście, z którym uwielbiał grać w szachy (z Napoleonem, a nie ze wzrostem). Zaprzyjaźnił się z nim bardzo, lecz Napoleon nagle musiał opuścić naszego Macieja, gdyż zbliżał się atak na Moskwę, a musiał jeszcze opracować strategię. No cóż, życie płynęło mu jak w bajce. Miał coraz ciekawsze sny (zasługa leków psychotropowych), oraz coraz ciekawsze wizje. Lecz niestety nikt nie chciał mu uwierzyć, że 16 stycznia 2001 nastąpi ostateczny upadek obecnego kościoła i podejścia ludzi do wiary, 24 listopada 2002 powstanie nowa religia zrywająca wszelkie zasady, które do tej pory obowiązywały. Przewidział także wiele innych przyszłych wydarzeń, lecz nikt nie chciał uwierzyć w to, co on mówił. No bo niby jak słuchać bredni wariata pod wpływem środków psychotropowych? A więc Maciej coraz głębiej zanurzał się w swój świat, widząc coraz czarniejszą przyszłość. Lekarze odbierali to jako coraz głębszą chorobę. Niestety, żadne leki nie skutkowały... Wszystko, co mu podawano, powodowało jedynie rozjaśnienie jego chłonnego umysłu i zwiększenie czułości na delikatne bodźce zewnętrzne. Widział wszystko coraz wyraźniej, lecz to co widział całkowicie mu się nie podobało... Ludzie zabijający się za kawałek chleba... Kobiety oddające się tylko po to, aby ogrzać swoje wynędzniałe ciała... Coraz częstsze przypadki kanibalizmu... Kolejne wycieki radioaktywnych substancji z podziemnych magazynów... Coraz więcej mutacji... Coraz mniej człowieczeństwa... Coraz częściej rodziły się martwe dzieci... Śmierć wkroczyła na ulice wszystkich miast... Wszędzie było widać jej ślady... Strzępy ciał na ulicach... Nie. Maciej nie mógł żyć ze świadomością takiej przyszłości... Postanowił skończyć ze sobą tak szybko, jak to tylko będzie możliwe. Lecz przez większość czasu miał ręce związane z tyłu, co całkowicie uniemożliwiało zrealizowanie jego planu. W końcu jednak wpadł na Pomysł (o przepraszam, nie chciałem na ciebie wpadać!). Udało mu się skończyć ze sobą wykorzystując do tego 2 pionki, parę brudnych skarpetek, bierki, 4 drewniane klocki, oraz kilka innych drobiazgów w stylu, piła motorowa, siekiera, o których chyba nawet nie warto wspominać... I tak oto drogi (4zł) czytelniku wyglądało życie Macieja.
T H E E N D
(TAAAAK! NARESZCIE KONIEC!!!)
Copyright by Š1999 Mandi & SHeben
STOP! STOP! STOP! STOP! STOP! STOP! STOP! Kurwa! To ma być zakończenie? To ma być zakończenie??? Nie bracie! Siadaj tutaj i pisz, do kurwy nędzy - delikatnie mówiąc, oczywiście! Kur... kurde! Co ty sobie wyobrażasz, że co? Że NATO będzie płacić za jakąś historię w stylu Nałkowskiej czy Koontza? Przegiąłeś facet i to zdrowo! Tak więc siadaj i kończ to gówno, bo ci łeb odstrzelę! Jezuśku ratuj! Ja jestem w dołku a mi każą pisać popierdolone historie o jakimś imbecylu... O nie, ja wysiadam... Dlaczego nie poszedłem do wojska - może by mnie zabili gdzieś w Iraku, albo mogłem pójść na jakiś wydział telekomunikacyjny jakiejś politechniki - miałbym teraz doła i siedział obgryzając Pazury (hej Czarek!). Po jaką cholerę pchałem się na socjologię krabów namorzynowych, co? Może ktoś mi to powie? Cisza... Cicho jak w łonie matki, nie tam nie jest tak gorąco... Zaraz, chyba śpię! Tak, to tylko głupi sen! Całe szczęście, bo ta kobieta jest bardzo brzydka i nie chciałbym, żeby mnie w prawdziwym życiu lizała... Ale tam stoi całkiem niezła laska... No, no... [Aniołeczku, wstawaj... Aniołeczku...] Mamo, ja jeszcze śpię... Ja nie chcę kisielu, ja nie chcę kisielu... Ja nie lubię twarogu... Nie chcę iść do szkoły... Tatusiu, pojedziemy razem na ryby...? Ale ja nigdy... Ooooj, przepraszam, troszeczkę zasnąłem nad maszyną do pisania. Kurde, kto tyle tego napisał, co? Przyznać się bez bicia! (ja się przyznam, ale po biciu - przyp. masochisty) No co? Nie udawajcie, że nie wiecie kto dopadł się do mojej prywatnej maszyny do pisania, co? No proszę, cicho jak w kościele! [reż. dźwięku: teraz ma lecieć "Ave Maria" w wykonaniu księdza Józefa, a nie ta jebana Nirwana] Pytam po raz ostatni! Kto napisał tyle opowiadania jak ja spałem??? No nie! Co to ma wszystko znaczyć, co? Co to za burdel (objazdowy, hehe)? Nie ciebie, burdelmamusiu pytałem, gdyż twoje zeznania nie mogą być wiarygodne... No to w końcu kto mi powie, kto tyle napisał jak ja spałem? Czekam... Czekam... [po czterech godzinach] Nadal czekam... Czekać czy nie czekać - oto jest pytanie... [po następnych czterech godzinach] To co? Nikt mi nie powie jaki palant tyle tego napisał, co? No dobra, dla tego, kto ujawni dane personalne tego idioty oddam swoje wczasy w Kaliningradzie... - To ja powiem... - Mów! - Proszę, oto jego dowód osobisty... - Ach, dziękuję ci bardzo. Wiedziałem, że na moim kochanym montażyście zawsze będę mógł polegać... No no, zaraz zobaczymy, co za debil mi się do maszyny przyssał... Hehe... Hej! To mój dowód!!! - No właśnie... - Sugerujesz, że ja sam pisałem to podczas snu??? - Ależ skąd... - Więc o co chodzi? - Ja nie sugeruję, ja to wiem... Teraz proszę o nagrodę! Dziękuję... A mogę te wczasy zamienić na coś innego? - Na co? - Na przykład na więzienie w Kanadzie... - Więzienie??? - Tak, mają tam o Niebo lepsze warunki niż we wszystkich domach wczasowych w Rosji razem wziętych... - Nawet tych z luksusami w stylu burdelu, sauny, basenu... - A to biorę! - Chciałbyś... Jesteś mi potrzebny! Bo kto będzie mi montował film jak ty wyjedziesz? Tak, nigdzie nie jedziesz tylko siadaj tam i montuj... Hej! Nie płacz... Nie lubię patrzeć jak mężczyzna płacze, więc spieprzaj mi stąd! Raz!!! Od razu lepiej. Kurna, czemu ja tyle przez sen napisałem... No nic, muszę się udać do psychoanalityka. [po 10-ciu minutach rozmowy z psychoanalitykiem, owy "lekarz" wystawił dokładną diagnozę] - A więc cierpi pan na kompleks "cyca z gara". Charakteryzuje się on tym, że pisze pan poronione histroie przez sen, czyż nie? - Ależ tak panie doktorze... - Po obudzeniu pisze pan jeszcze większe bzdury, więc to żaden problem... Najgorsze jest jednak to, że będzie pan musiał wyjechać do Meksyku, aby tam zakochać się w pięknej portorykańskiej małolacie i wziąć z nią ślub, na który będzie pan musiał zaprosić wszystkich znajomych, nieznajomych, wrogów, a nawet brata Alberta i swojego montażystę! Tak, oprócz tego zapadnie pan na tajemniczą chorobę objawiającą się swędzeniem pośladków... - Czy to groźna choroba? - Nie, ale umrze pan w przeciągu trzech tygodni od zakażenia... Tak, to byłoby wszystko co dzisiejsza medycyna wie na temat kompleksu "cyc z gara"... - Czy można to jakoś leczyć? - Tak. Wystarczy bowiem przeszczepić mózg lub, prościej i taniej, amputować głowę... - E, pieprzy pan od rzeczy! Nie mam żadnego kompleksu! Wszystko to jakieś bzdury na poczekaniu wymyślone przez pana w celu oczernienia mnie przed opinią publiczną! Spadaj matole! To mój program! Won mi stąd! No i sobie poszedł... Wróćmy do Macieja, który właśnie pertraktuje z... [ding-dong] Któż to może być o tak wczesnej porze? (ale udaje głupa, przecież sam scenariusz pisał - przyp. scenarzysty) - Dzień dobry, polecony do pana ********... Proszę tu podpisać... Dziękuję, życzę miłego dnia! Cóż to może być? [odgłos rozrywanej koperty, którego reżyser dźwięku nie zdążył zsamplować, ale się to podłoży kiedy indziej] Wiza??? To Meksyku? No, no... No dobra jadę! [po chwili namysłu] Nie! Jak tam pojadę to się zakocham i umrę... Tak, zostaję tutaj... Kurcze, coś mnie pośladki swędzą... Swędzą mnie pośladki??? O Boże, to już koniec mam tylko 3 tygodnie życia przed sobą! Umieram... Napiszę liryczny testament i idę do burdelu na całe 3 tygodnie - niech chociaż umrę szczęśliwy... "TESTAMENT AUTORA O miłości ma! Wielka jak mgła! Co jak sztylet rozrywa! Albo jak pralka się wzywa! Kończę żywot swój, Żeby mógł żyć król! Moja jedyna miłości, Proszę cię o chwilę radości, Która napawa mnie winem, A chciałem napisać winą, Ale nadal mam zjebany backspace! Tobie, ma jedyna, zapisuję dwie beczki dziegciu, który Osłodzi Wnętrzne Moje, Na zawsze pogrążone w systemie operacyjnym Małgorzaty, tej, Która kocha innego - na zawsze zranionego, co jak stolec przesuwa się patrząc na niebo!! Kończę, wybaczcie mi, ale muszę! Muszę lecieć, pa! Ale zapisuję wszystko co mam kochance swej, Mojej pralce automatycznej..." - Stop! - Coś ty za jeden, że mi, wielkiemu poecie ostatniej woli wygłosić zabraniasz, co? - Ja jestem Juliusz... - A co mnie to... - Juliusz Słowacki! A tam stoją, od lewej: Norwid, Baczyński, Mickiewicz... - A co mnie to... - Przyszliśmy zaprotestować przeciwko twojej twórczości poetyckiej, która jest beznadziejna, głupia, bezsensowna, kretyńska... - A jak piszę beznadziejną powieść to żaden Sienkiewicz nie protestuje, no nie?! - Tak, ale on nie żyje! - Kto? - Sienkiewicz nie żyje, panie wielki poeto, hehe! - A wy co? Może żyjecie, tak? Mickiewicza własnoręcznie już chyba dwa razy zabiłem, Norwid kipnął w Paryżu, a ty, Słowacki też wykitowałeś, więc nie pierdzielcie mi tu, że moja twórczość jest beznadziejna! Beznadziejny to jest "Pan Tadeusz"... - Nie chłopaki, z nim się nie dogadamy! To jakiś stary wariat... A może nawet ma kompleks "cyca z gara"! Lepiej uciekajmy, gdyż to przenosi się drogą poezji i prozy! Poszli sobie idioci! No nic, idę do domciu publicznego, gdzie czeka na mnie Monika Le'Vinsky (ty zdrajco!!! - przyp. kochanki pisarza). Tak, Monisia osłodzi moje wszystkie gorzkie strony życia... Chcę płakać... Tak, płakać... Ale idę do tego burdelu, bo jeszcze moja Monisia jakieś de Bila poderwie... - Cześć mój ty pisarzu... Znów będziesz rozmawiał ze mną przez całą noc o filozofii japońskich filetów rybnych? - Ależ skąd! Teraz będę cię posuwał całe trzy tygodnie! - Ale wpadłam... Wpadła, wpadła... Tak, wziąłem ze sobą maszynę do pisania, ale tylko po to, żeby napisać swoje najnowsze dzieło pt. "Pamiętnik człowieka umierającego przez kompleks 'cyca z gara' i pieprzącego amerykańską prostytutkę przez caluśkie trzy tugodnie". Tak, to dopiero będzie hicior! Bestseller murowany na 100%... Szkoda, że ludzie będą mogli to przeczytać dopiero po mojej śmierci... No nic... Kwk t eeokf tpkkej vkeedi (maszyna mu się popsuła i swoje plany o pamiętniku może sobie w dupę wcisnąć - przyp. pisarza). [minęły dwa tygodnie i sześć dni] Niedługo umrę... Chciałbym się wyspowiadać... - Słucham cię synu... - Tato??? - Nie! - To dlaczego mówisz do mnie synu, co? - Nie możesz być moim synem, gdyż ja jestem księdzem... - Tato??? - Kurwa, mówiłem, że jestem księdzem. Mów szybko co masz na sumieniu, bo Mariolka długo nie pociągnie... - Dlaczego długo nie pociągnie? Jest chora, czy co? - Długo mi nie pociągnie gdyż śpieszę się na mszę... - No dobra... Biłem, kradłem, kłamałem, dymałem chyba setki kobiet (akurat, to się nazywa kłamstwo - przyp. Wszechwiedzącego), piłem... - A czy masz jakieś grzechy ciężkie? - Czy ja wiem... - Mów bo ci pierdolnę! - No dobra... Zabiłem Mickiewicza... - Grzechy, a nie zasługi! - Też go ksiądz nie lubi... Zabiłem śmiechem kilka tysięcy ludzi... - Grzechy!!! - To ja napisałem książkę o Macieju Brząkadełeczko-Szczupaku! - Cooo???? To ty! Ty bolszewiku! Ty nędzna, wymięta namiastko katolickiego człowieka! Ty skretyniały pawianie, ty! [pfyyyuuuu] O, przepraszam... Jeśli umrzesz to pójdziesz do piekła, gdyż dopuściłeś się grzechu niewybaczalnego! - Jakiego grzechu? - Nie dokończyłeś rozpoczętej powieści... No cóż, jeśli Bóg zgodzi się nie skarać cię i przebaczy ci wszystko to pozostaniesz tutaj na ziemi i dokończysz dzieło swego życia, czyli opowiadanie o Macieju. Przecież to jest zajebiste... - A co na to Bóg?! - I agree. (ja się zgadzam - przyp. tłum.) Więc wracam do żywych... - Monika, zostaw moją pytę! Wypluj, wypluj... No nic, może to jakoś przyszyją... Ubieraj się i porozmawiajmy o filozofii japońskich filetów rybnych... - Wiedziałam, że co dobre zaraz się skończy... [po kolejnych trzech tygodniach] Jestem już w domu. Spokojny, wyluzowany, wypoczęty. Zabieg przyszywania fallusa się udał (hurra! - przy. kochanki pisarza). Mogę więc kontynuować historię Macieja, który ponownie... - Hej Monika! - Hej Maciek! - Oh Monika! - Oh Maciej! - Oh Monika! - Oh Rene... Co? Znowu ten montażysta? Może naprawdę lepiej byłoby gdybym wysłał go na wczasy do Kaliningradu (a przynajmniej odwiązałbyś mnie od tego kaloryfera - przyp. montażysty). No nic - trzeba jakoś się przystosować, więc teraz będę stukał głową o obiektyw kamery w rytmie cza-cza... - Cza! [bum] Cza! [bum] Cza! [bum] Cza, cza, cza! [bum, bum, bum]. I co? Lepiej? Bo mi nie... Właściwie to w głowie mi się zakręciło. Ale nic to... Muszę teraz się położyć i troszkę odpocząć, bo jakbym jeszcze raz przyfasolił w ten obiektyw to był chyba się przekręcił (ani mi się waż - przyp. kamerzysty). Ale naprawdę powróćmy do Macieja, bo przecież to książka, program, audycja o nim właśnie, a nie moja autobiografia... Po wielu pertraktacjach z IRA Maciej w końcu postanowił zrealizować swoje największe marzenie i został gwiazdą telewizji OTV Białystok. Prowadził nawet swój autorski program pod wszystko mówiącym tytułem "Nic i Cyc". Zapraszał doń wiele znanych osobistości ze świata polityki, filmu, majtki... o, przepraszam... "Witam w programie "Nic i Cyc", który poprowadzą:" - Dżim Karej... - i Pamela Kaleson... "Tak, Nic i Cyc w pełnej okazałości... A nawet dwa Cyce... Ale w dzisiejszym programie mamy wielu wspaniałych gości. Proszę się przedstawić..." - Andrzej Twardogłowy. Jestem lekarzem weterynarii, a dorabiam sobie w sklepie z używanymi artykułami gumowymi. Interesuję się psychologią, parapsychologią, bioenergoterapią, muzyką klasyczną, majtkami, cyckami, seksem, (piiii), (piii), (piiii) i biznesem (pi)rotycznym. Mam 22 lata i ładny tors. Nie mam żony, nie mam męża. Uwielbiam spacery po łące, gdzie pasą się krówki... "Panu już dziękujemy. Poproszę następnego gościa o prezentację!" - Nazywam się Michał Klakson i przyszedłem po ciebie, Maciuś! "O kur(pi)wa, ale wpadłem. Niech to szlag trafi, olera aśnista. eszcze i bcina ierwsze itery łów. ej! eżyser źwięku! ważaj obie, retynie eden! cę ieć ormalny, ełny łos! No, teraz dobrze. Dziękuję ci bardzo. No nic - spieprzam z telewizji, bo jak znalazł mnie Klakson, to może mnie znaleźć Albert..." I tak skończyła się krótka telewizyjna kariera Macieja Brząkadełeczko-Szczupaka, który postanowił zaciągnął się do armii. - Baczność Szczupak! - Czego się drzesz?! - Bo ja, kurcze, jestem sierżantem i mam do tego prawo! A ty, sukinsyński kmiotku, masz prawo do lizania mi butów! Zrozumiałeś, czy nie?! - Nie... - Co, kurcze, głuchy jesteś? - Co? - Jajco! Się pytam ja, czy jesteś głuchy??????!!!!! - Co??? W ten sposób Maciej trafił do szpitala psychiatrycznego, gdzie poznał wielu wspaniałych ludzi: kulawego Janka Bziczowskiego Juniora; wesołego mordercę kobiet (zabił tylko 44 kobiety i 7 transwestytów) Andy'ego Go'otę; doktora nauk społecznych usiłującego nawrócić jakąś bździągwę na prawą drogę - dr A. Kulę i wiele innych wyśmienitych osobistości. Raz spotkał jednak kogoś całkowicie różnego od tamtych ludzi: - Cześć Maciej... - Skąd wiesz jak mam na imię? - No przecież to ja, narrator i przecież to wymyślam twoje poronione przygody... - A, teraz poznaję! Kurcze, a ja myślałem kiedyś, że to ja mam najebane w mojej głowie. Ale wtedy ty mnie wymyśliłeś... - Tak. Zmieńmy temat. Pewnie nudzisz się tutaj w tym szpitalu. - Nudzić się, skądże znowu. Wczoraj poderwałem fajną panienkę. Miszel Klakson, ale jej nie przeleciałem... Przepraszam najmocniej, ale pomieszały mię się wydarzenia. Oczywiście ja nigdy nie rozmawiałem z Maciejem o panienkach, które na ulicy Nadmorskiej robią lachę... Eee, zmieńmy temat! Na moją komendę cięcie! Dobra, lecimy z tym koksem dalej... Tak więc Maciej wyrwał się z tego szpitala, ale niestety napadł go wielki i namiętny tygrys bengalski (Publiczność: Uuuuuuuu.........). Kurcze, chyba zajebię tego głupiego fiutka za konsoletą. Hej! Co z cenzurą? - Przepraszam, ale zaspałem! No nie... Śpi na służbie, kretyn. Masz wycenzurować wszystkie przekleństwa, których dopuścił się autor! - Tak jest! (piii) (piiiii) (pi) (piiiiiiiiiiiiiiiiii) (pi... Skończ to pipkanie, głupku. Lepiej, kurcze, czuwaj nad tym, co mówię! I co? Znów nie wyciąłeś słowa (piiii)... No teraz lepiej (lepiej to byłoby, gdyby Pamela Kaleson spadła na mnie z wysokości 12 metrów - przyp. prof. J. Mniodka - przepraszam za to wtrącenie, ale mam ochotę na (ppiii)). Tak więc Maciej porzucił Klaksona w szpitalu, a sam postanowił zorganizować napad na bank. Tak, ogromny bank spółdzielczy w Kaszanie Śląskiej. Wszystko było dokładnie zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. - Maciej... Jeszcze jeden pod szyją! - Co pod szyją? - Guzik... - Ach tak... Tak więc wszystko szło jak po maśle / zgodnie z planem (niepotrzebne skreślić). Wbiegli do owego banku z hukiem wyłamując drzwi. Maciek podbiegł do lady i przyłożył lufę do głowy sprzedawcy. - Dawaj kasę dziwko! - Jak mogę być dziwką, skoro jestem facetem? - Eeee.... Aaaa.... No dobra, przepraszam pana. Bziczek, sory, ale musimy wejść jeszcze raz... Janek Bziczowski nie krył swego niezadowolenia: - Po jakiego (pi)uja? - No bo to trochę głupio wygląda, jeżeli nazywa się faceta dziwką... Rozumiesz, czy nie? - Nie. - Ja też nie, ale nie przejmuj się, wyrośniemy z tego... - Z czego? - Z tego siusiania w majtki... Oboje wyszli naprawiając drzwi, aby moc je ponownie wyważyć (tak aby było bardziej dramatycznie). Tak więc jeszcze raz wbiegli do owego banku z hukiem wyłamując drzwi. Maciek podbiegł do lady i przyłożył lufę do głowy sprzedawcy. - Dawaj kasę, bo cię rozchrzanię... - Nie dam. - Dlaczego? - Bo i tak mnie nie zabijesz... - Zabiję! - No to zabij, hehe... [tratatatatatata] O kurcze, zabił... Wzięli kasę i postanowili uciec do Irlandii. - Do Irlandii? A po [uwaga: niecenzuralne słowo nieocenzurowane!] co do Irlandii? Właściwie to wyruszyli do Meksyku... Heheh, nie chciałem tego mówić, ale zmusił mnie ten pan w czerwonym garniturze stojący nade mną z karabinem maszynowym. Tak więc wcale nie uciekli do Irlandii, ani też do Meksyku. Uciekli do... do... do... Przepraszam, czy ma ktoś jakiś pomysł? - Ja mam! - Co? - Łupież! - Ale z ciebie dowcipniś, jak się nazywasz synku? - Dżimi Karej i jestem de best... Oj, montażysta, montażysta... To przecież był kawałek "Parku Góralskiego" w reżyserii Stiwena Karinktona (z domu Szpilekberka). "Litwo, ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie. Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie co cię stracił..." Kurna! Znowu Mickiewicz! [tratataatatatatta] Kontynuujmy... Co? Kontynuujmy? Jasne, napisał trzy zdania i poszedł do sracza. Żeby mu to gówno bokiem wylazło!!! - Auuuu.... - Co się dzieje? - Gówno mi bokiem wyłazi... Kurna! To się robi zbyt niesmaczne - więc zmieńmy temat. Maciej nie chciał wstąpić do zakonu, ale wstąpił... O, już jesteś? To siadaj i pisz! Co mam pisać? Znowu o Macieju? Tak... Gdzie wstąpił? Do zakonu? Jakiego znowu zakonu, do [...] nędzy? E tam, to byłoby głupie. Nie będę pisał nic głupiego (akurat, uważaj bo uwierzę - przyp. wróżki). No dobra, kontynuujmy. I to już ja? No dobra... Tak więc Maciej Brząkadełeczko-Szczupak wyruszył w Somsok, o przepraszam, w Kosmos. - Komandorze Szczupak! Nasz statek niedługo znajdzie się w strefie grawitacji planety Gertanotelikumatyzatornikatenii, na której przekosmiczenie sięgało zenitu. Całe Indochiny i społeczeństwo plagi Śmierdzoinogiczareczkowniczyków było na skraju upadku. Ale wtedy właśnie pojawił się Maciek, który nauczył się ich języka i postanowił im pomóc. - uuhlJHNJJFwklljhjywy3jsbzgbagavjvad! [cześć] - WEgwfvbakuwjbJYFYRQmbva qkfazk yqg o;3thf [cześć] - jGRFuaeafbbgqyyqfb ,ljefi3iqjb baf3qbac [jakieś problemy?] - A5bdja [wiesz Maciuś, nasza populacja jest na skraju wyginięcia i dlatego potrzebujemy ludzkich komórek mózgowych, z których będziemy klonować nasze hipermózgowia, bez których wybuchnie cały wszechświat] - JFwkgbqqfKUGTf qkuugqkeb KYGWDkbh KUWGRqkwjn kqhqf KKGWRo3iws KUG3u8wn UWGRFw hsf KGAdw LLUJgw lqqawhfawf KUUgwafrn ,JGJYgwrnj JBwfrkubh KKBGRFWKb kjh2i75y7q3raead KUg297yuh kbjafjaw NQdaagvd JHKJKjwhrkujkn kkwfyg mKgwok.nwwk kwbafiQJWBwfa abfiq3rrqaafdvs mwjbwfefiu 7u2ujbhawdkbjakeh kwbfaekjb afb hugwfkkg mmbaeffkb kkaa ab kkbqawfr bhqaqkehf rkkbaefkkbjh kkj 8whae liihei7g kqj3rh977gy kjk [rozumiem] - KJGWWHB nawbf iy3grf hvgvfvhefvfyv! - JGWygef qhf guqfuhwfe jqfau efjqhqfohe - LJkwhu3rh - ugIKUGYk kejtfq uuehfgu KDwi guawkq qyjegfkjn (o kurcze, zaspałem, przepraszam - przyp. tłum. (ja też zaspałem - przyp. cenzora (nie budźcie mnie - przyp. reż. dźwięku))) Tak więc Maciej miał przywieść na Gertanotelikumatyzatornikatenię trzy mózgi pełne komórek mózgowych. W tym celu udał się na Ziemię. Na pierwszy ogień poszedł Michał Klakson, który na widok Macieja cały się obślinił. - Niestety Klakson, masz tylko dwie komórki mózgowe, a oni potrzebują kilkaset miliardów do sklonowania... - Co? Perhydrol? Gdzie perhydrol...? Klakson nic nie rozumiał z mądrych słów wypowiadanych przez Szczupaka, ale nie przeszkodziło mu to w rzuceniu się mu na szyję: - No, teraz jesteś mój... - Spadaj Klakson! Nie widzisz, że jesteśmy na filmie... Maciej nadal szukał choć jednego zdrowego mózgu. Zadanie to było trudne jak seks w wiadrze pełnym piranii (nie żebym próbował, hehe). Następna na liście była Monika Le'Vinsky. - Hej Monika! - Hej Maciek! - Oh Monika! - Oh Maciej! - Oh Monika! - Oh Rene... Stop! To staje się powoli nudne! Proszę o inną scenę i o inny scenariusz... O już mam, dziękuję... - Hej Monika! - Hej Maciek! - Muszę zbadać twój mózg... - A masz cygaro? - A po co mi cyc z gara? Stop! To staje się powoli nudne! Proszę o inną scenę i o inny scenariusz... O już mam, dziękuję... (i znowu deja vu) - Hej Monika! - Hej Maciek! - Masz komórki w mózgu... Stop! To naprawdę jest bardzo głupie! Lepiej nie wracajmy już do Moniki, bo wyjdą nam jeszcze głupsze rzeczy... Następną osobą na liście był John Rambo (jaki debil ten scenariusz napisał? - przyp. autora scenariusza). - Dzień dobry panu. - Kurcze(pii)! Znowu telewizja! I co, znowu każecie mi mówić coś o pytach? - Jakich pytach? - To ja się pytam jakich? - Co się pyta? - Ja.... - Ale chodzi mi o pytanie o komórki mózgowe. - Jakie? - M-ó-z-g-o-w-e!!! - Ach tak, mózgowe... A co to takiego? - To jest takie małe coś, co jest odpowiedzialne za myślenie! - A co to takiego myślenie.... Nie, naprawdę chyba debil ten scenariusz napisał. Kto napisał? Ja? A to przepraszam, ale ten scenariusz jest genialny (chyba genitalny - przyp. drugiego autora scen erotycznych). A więc Maciej wrócił na tą planetę o dziwnej nazwie, ale bez komórek (to znaczy Maciej nie przywiózł komórek - przyp.) Wypadało mu się wytłumaczyć. Tłumacz umarł, więc przedstawiamy wersję w pełni dubbingowaną: - Cześć! - Cześć! - Słuchaj, dlaczego nie przywiozłeś komórek?! (a kosmita dalej rusza gębą, choć polska kwestia się skończyła, hehe - przyp. tłum (ps. świętej pamięci)) - Nie ma czegoś takiego na planecie Ziemia... - Ale ty masz! - Ale ja się nie mogę poświęcić! (a teraz źle zsynchronizowali obraz i podłożony głos - przyp. reż.) - Możesz, możesz... Kandelmarkizoglutek leć po piłę. Musimy odciąć mu głowę! - Nie róbcie mi tego UGWBFcaejjheuhuwfcjjw [nie znaleźliśmy dobrego odpowiednika tego dość prostego słowa w wielkim słowniku gertanotelikumatyzatornikatańsko-polskim] Tak więc kosmici odcięli Maciejowi głowę, ale obecności mózgu nie stwierdzili i przyszyli mu ją z powrotem... Niestety trochę odwrotnie i teraz Maciej musiał nieźle zezować aby zobaczyć panienkę, którą posuwa. Po kilku tygodniach zgłosił reklamację: - Ten wasz Kandelmarkizoglutek źle przyszył mi głowę! Teraz muszę nieźle zezować aby zobaczyć panienkę, którą posuwam. - Wal się na ryj! - Co? - Wal się na ryj! I walnął się na ryj, po czym głowa obrócił się i znalazła na swoim miejscu. Wracając z tej dziwnie się nazywającej planety (dziwnie? dziwnie? dziwna byłaby nazwa w stylu Suwałki albo Idytoncjonologicznetorailizacja, a ta nazwa wydaje się być odpowiednia - przyp. prof. J. Mniodka) spotkał Synthię: - Sythia kocham cię. Bądźmy razem na zawsze! - Witam cię stary bucu! To ja Albert... O kur(tyna)wa... Dlaczego on? Wiem, że to ja go wymyśliłem, ale... Z punktu widzenia ludzi to wszystko jest bez głowy i oleju, ale ten program jest po to, aby wyjaśnić przybyszom z innej planety (hello everyone - przupus tłumuczu) kim jest Maciej Brząkadełeczko-Szczupak... Uf, jak tu gorąco... Nic dziwnego, mieszkanie mi się pali (było wyłączyć to żelazko!). Ale zaraz przyjedzie straż pożarowa i wszystko obsikają. Za chwilę przyjadą, na pewno przyjadą... [po 10 minutach] Jeszcze chwilka i tu będą i zaczną gasić, jeszcze chwilka... [po trzech dniach] I nie przyjechali, świnie! No nic, uciekam, bo jeszcze się zajmę ogniem a mam tyle innych zajęć... [3 dni wstecz z ograniczoną odpowiedzialnością] Lepiej zadzwonię po straż pożarną: - Halo? Czy to straż pożarna? - Pi, pi, pi, pi... - Cenzor? - Pi, pi, pi, pi... Rozmowa kontrolowana... Pi, pi, pi, pi, pi... Kur(czaczek z rożna, z chrupiącą skórką, obsypany egzotycznymi przyprawami, pycha)wa! Ciągle zajęte... Zadzwonię jeszcze raz... - Halo? - Słucham. - Co słucham? - Co halo? - Czy to straż pożarna? - Nie, agencja towarzyska Mariolka... - Mariolka? - Tak słucham, kto mówi. - Ale ja chcę strażaków! - Niestety, my mamy tylko policjantów, żołnierzy, komandosów, kominiarzy, dźwigowych... - A jaki to numer, jeśli można wiedzieć. - 998, barani łbie! Co? Nie wiesz gdzie dzwonisz, czy co? Odkładam słuchawkę, bo mi za dużo impulsów nabije. Ale i tak rachunek za marzec był najmniejszym odkąd kupiłem sobie telewizor noktowizyjny do podglądania sąsiadek. Spróbuję zadzwonić raz jeszcze, a może się uda... - Komisariat policji, słucham? - Czy to straż pożarna? - Nie. - A co? - Komisariat policji, słucham? - Komisariat? - Tak. - Policja? - Tak. - Ale mi się mieszkanie jara!!! - To dzwoń pan po straż pożarną, a nie tutaj mi dupę zawracasz. Mamy mnóstwo lepszych zajęć niż słuchanie jakiegoś kretyna, który pomylił numery telefonów (na przykład oglądanie pornoli - przyp. MSW)... - A jaki to numer? - Jak to jaki? 998, barani łbie! - Mariolka? - A ty ty, stary zgredzie! Uważaj, zaraz ci sufit spadnie na głowę gdyż górna drewniana belka się nadpaliła i grozi zawaleniem budynku. Dzwoń stary po straż, bo ci się mieszkanie spali! - A skąd wiesz o belce?! - Pi, pi, pi, pi... Znowu cenzor? Nieważne. Mam teraz problem - czy dzwonić jeszcze raz pod numer 998 i wezwać straż, czy też zadzwonić do bombowego seks-telefonu i pogadać sobie z Klaudią Szifer, która opowie mi o swoich wielkich... marzeniach (przynajmniej ja trzymam się zasad autocenzury) [chodziło tu oczywiście o wielkie cycki Klaudii - przyp. dla głupków]. No nic, dzwonię po straż (do trzech razy sztuka - listonosz). - Kto mówi? - Mariolka! - Chciałbym rozmawiać ze strażą pożarną, a nie z bandą dziwek, rozumiesz czy nie? Mieszkanie mi zaraz doszczętnie spłonie... - Trzeba było tak od razu. Zaraz wyślę do pana dwie jednostki straży i trzy Urugwajki, w razie gdyby zmienił pan zdanie co do panienek. Jaki adres? - Pi, pi, pi, pi, pi, pi... - Czego się jąkasz? - ... pi, pi, pi... - No co? Tak mocno przeklinasz? - ... pi, pi, pi, piżama mi się pali... Aaaauauauauauau!!! Odłożyłem słuchawkę. Niech się pali i tak przecież mam uciekać do Meksyku (cicho, bo się wyda - przyp. pisarza (nie podszywaj się - przyp. prawdziwego pisarza (ja się podszywam? - przyp. kochanki pisarza (a nie? - przyp. pisarza (nie - przyp. kochanki pisarza (tak - przyp. pisarza (ale przecież mówiłeś Misiu, że stanowimy jedność - przyp. kochanki pisarza (a niech ci będzie... i ubierz majtki, bo ludzie cię palcem na ulicy wytykają jak chodzisz całkiem naga - przyp. pisarza (lubię przewiewne ciuszki - przyp. kochanki pisarza (ciuszki? toż ty nic na siebie nie wkładasz - przyp. pisarza (jak to nic? wczoraj miałam torbę na zakupy - przyp. kochanki pisarza (no dobra, przestań się wtrącać, bo i tak jest już dużo tych przypisków - przyp. pisarza (dużo? to jest dużo? - przyp. kochanki pisarza (a co? mało - przyp. pisarza (mało! - przyp. kochanki pisarza (oj, ty zawsze byłaś niezaspokojona i niewyżyta - przyp. pisarza (to zrób to ze mną raz jeszcze - przy. kochanki pisarza (jeszcze raz? gdzie? na tym pogorzelisku? przecież cały garnitur sobie sadzą pobrudzę - przyp. pisarza (to najpierw ściągnij te łachy - przyp. kochanki pisarza (no dobra! ale nie... musimy wiać do Meksyku - przyp. pisarza (do to wiejmy - przyp. kochanki pisarza)))))))))))))))))))). [dwa lata później niż ostatnia kwestia] No i jestem w Meksyku. Już ładne półtora roku. Moja żona jest cudowna, dzieci są cudowne, teściowa jest okropna, ale moja kochanka jest cudowna, plaża jest cudowna, żarcie jest cudowne, świat jest cudowny... Chyba już mogę umierać... - Co? Umierać???!!! Skończ najpierw z Maciejem, debilu! O rety... Maciej Brzą... Jak to się zwało? Całkowicie o nim zapomniałem. Mariolka! Poszukaj jak miał na nazwisko Maciej... (Maciej Brząkadełeczko-Szczupak ty imbecylu - przyp. żony pisarza). Dzięki! Tak więc Maciej Brząkadełeczko-Okoń... (Szczupak ty skretyniały durniu! - przyp. żony pisarza) A tak, Szczupak dziękuję kochanie (ja ci kurcze dam kochanie! jazda do garów- przyp. żony pisarza). Tak więc Maciej spotkał Alberta wracając z Kosmosu. Nie rozmawiał z nim długo, tylko wygarnął mu prosto w oczy to, co o nim sądzi: - Kocham cię! - Ja ciebie też! - No to weźmy ślub... Ja go gdzieś widziałem... kurcze! Toż to ten pieprzony montażysta! Od razu coś pier(piii). No proszę, nawet cenzor się (piiii)wa obudził... Nieźle, nieźle... Patrzę, że opowieść się rozpędza. A mi pozostaje moje nudne życie - co tydzień wyjazd na Hawaje, gdzie czeka mnie grupowy seks z 7-ma napalonymi nastolatkami, a potem ciągle to samo i to samo - seks z żoną, seks z kochanką, seks z teściową... Przepraszam, rozpędziłem się zbytnio... Wróćmy jednak do Maćka, który szperając w tajnych danych CIA wygrzebał informacje o jakiejś agentce FBI. - Scully? E tam, nie podoba mi się... Mulder?! Ale z niego przystojniak, hehe... Chyba się w nim zakochałem. - Stać, policja, co tu się dzieję?! - E nic, szperam sobie w tajnych rządowych dokumentach... - A ja już myślałem, że to coś niezgodnego z naszym meksykańskim prawem... - Przepraszam, ale co jest niezgodne z meksykańskim prawem? - Jakim prawem? - Meksykańskim... - A to my mamy coś takiego? - A nie macie??? - Nie wiem. Wiem tylko, że nie można zabijać kobiet ciężarnych... - Tylko tyle? - A co? Nie podoba się coś. - Tak. - Co ci się synku nie podoba? - Raczej 'kto'. Scully... - Nie o to mnie łazi! - A o co? - O jajco!!! Ale bezsensowny dialog. A niech to, nagrało się... Hej reżyser! Wytnij to co się tu nagrało! No, już lepiej... Po wydostaniu się z kopalni soli kamiennej w Oslo Maciej wyruszył do Blackhowks. Napadł go tam i śmiertelnie pobił Nosyt Ekim w przebraniu Mike Tysona. I tak skończyło się marne i nudne życie Macieja Brząkadełeczko-Szczupaka... - Gówno prawda! Poszedłeś po prostu na łatwiznę. Masz reanimować Macieja i dopowiedzieć jego dalsze losy!!! (przyp. M. B.-S.) Oj, życie, życie... Życie ponownie tchnęło swą moc w martwe ciało Macieja, który już dawno powinien nie żyć. Jego dni jednak były policzone. - Hej! Uważaj sobie! No dobra. Tak więc Maciej ze spotkania z Mike'm uszedł z życiem i nawet dobrze się czuł. - No, już lepiej. Lepiej? Lepiej? Toż ja się muszę tutaj męczyć jak w kopalni (a byłeś kiedykolwiek w kopalni, ty palancie? - przyp. tłum.). Nieważne, trzeba w końcu to skończyć... A więc Maciej odparł atak Nosyta, a pierwszy cios przyjął na korpus, po czym szybko skontrował prostym układem lewy prosty, prawy prosty, lewy sierp, prawy hak (połączony z rotacją i pięknym balansem ciała). Nosyt upadł na ring... - Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, osiem... - Sześć! - Co? - Po pięciu jest sześć! - Sześć, osiem... - A po sześciu jest siedem! - Sześć, siedem, osiem, dziewięć... Sędzia chciał już zakończyć walkę, ale Nosyt (ciężko, bo ciężko) podniósł się z ringu i był w gotowości bojowej. Maciej był skoncentrowany i rozluźniony. Nosyt Ekim postanowił iść na całość. - Idź na całość! Idź na całość! Idź na... Hej! Montażysta! Co to za dupoty mi to wcinasz, co? Przełącz kanał, gdzie Maciej walczy z Tysonem, o sory - z Ekimem. O, już o wiele lepiej... - Szczupak, zaraz ci tak (piiii), że już nic ci nie pomoże... - Gadaj zdrów, Ekim. Przed chwilą leżałeś jak Olek Kwaśniewski po pierwszym stosunku... - Co? Z tobą też to zrobił? A to zdrajca! Mówił, że jestem tym jedynym i tylko mnie kocha... - Kłamał? - Chyba tak... Ludzie, ludzie, ludzie... Toż wy macie walczyć... Przepraszam państwa, ale bardzo trudno dzisiaj o dobrych aktorów. - No, atakuj! - Ale w scenariuszu to ty atakujesz, a ja cię kontruję! - Przestań Maciek chrzanić tylko atakuj... - No dobra. I zaatakował. Walka nie trwała zbyt długo (11 lat 4 miesiące 21 dni 3 godziny 44 minuty i 12 sekund - przyp. szwajcarskiego zegarka). Walka? Ach, przypomniała mi się moja pierwsza żona, która uciekła z Maciejem na Kamczatkę... Ale wcale się nie rozczulam (chlip, chlip, beeeee). Wróćmy do walki. - Kończ waść, wstydu oszczędź... No nie! Znowu Mickiewicz! - Odwal się ode mnie! Ja już dwa razy umarłem (raz naprawdę, a drugi raz zabiłeś mnie ty za jakieś wtrącenia,). Nie, trzy razy już umarłem... [buuuum pszszczuyyyy] Kurtyna! Cztery... No i kolejny klon Adasia Mickiewicza zlikwidowany. A więc powróćmy do Walki. - Kochany mój, chcesz do mnie wrócić? - Nie, stara szmato! Uciekłaś przecież z Maciejem 7 lat temu i mam cię teraz gdzieś... - To znaczy gdzie? - W (piiii)!!! - A ja myślałam, że jak napisałeś, że chcesz wrócić do Walki... - Napisałem to dużą literą? O cholera, miało być małą... Przepraszam, ale chodziło mi o walkę bokserską Andrzeja Gołoty z Lennoxem Lewisem. Nie, nie, nie o to mi chodziło... Chodzi o to, że w Atlantic City odbywa się wielka gala bokserka, gdzie Maciej Brząkadełeczko-Szczupak naparza Nosyta Ekima po worach. - W Atlantic City??? - No dobra, skłamałem. Nie w Atlantic City tylko w Medison Square Garden... - ... Garden??? - No dobra. Walka odbywa się w stodole Mnietka Kaliślimaka w Kaszanie Śląskiej... No, poszła sobie. Ale z niej suka - zostawić mnie samego. Ja nigdy bym się nie opuścił (i ze spuszczaniem też masz problemy - przyp. kochanki pisarza). Ale może uda nam się powrócić do tej walki... - Raz, dwa, trzy... Teraz Maciej leży na dechach! - ... cztery, pięć, sześć, osiem... - Siedem!!! - Sześć, siedem, dziewięć... - Osiem!!! - I co wy tu kurwa piszczyta, co? Myślita, że co? Że ja liczyć nie umiem, czy co? Przeca wiem, że po pięciu jest sześć, a potem dopiero dziewięć, ale ta pani w zielonym sweterku zapłaciła mi za to, żebym się mylił i naciągał walkę na stronę Macieja. Walka nie wytrzymała: - Kto chce mnie naciągać, co? [tratarrarararararara] Aaaaaa.... Przed nami dwunasta runda. Ostatnia runda. Już dwunasta (tak, a nawet Sun Apr 25 14:10:51 1999 - przyp. Cygnusa). O kurcze, muszę lecieć do ubikacji. Tak więc Maciej prowadził na punkty i niewiele brakowało mu do szczęścia... - Wal Ekim! - Nie. - Wal!!! - Nie! - Czemu? - Bo mi się nie chce... - Co? - Idę do domu. Tam przynajmniej ktoś mnie szanuje i nie okłada tak mocno patelnią jak debile tutaj rękoma... - Współczuję ci stary... - Naprawdę Maciek? - Naprawdę Nosyt... - Mów mi Mike! - Okej. No i się załatwiłem... Uch, jaka ulga. Co oni tam wyprawiają? Toż mieli się pozabijać, a miałem kończyć... Kurcze, to się zaczyna robić coraz mniej zabawne! Hej, Maciej! Co ty tam wyprawiasz? Sztuczne oddychanie dla Ekima? - Sztuczne oddychanie? Ty imbecylu! My się po prostu całujemy! No cóż... Dobrze, że Maciej nie jest rasistą, bo gdyby był to nigdy by Ekima nie pocałował... - Dlaczego nie pocałowałbym go??? Bo on jest Murzynem, debilu. Wiesz na czym polega rasizm? - Nie. No to dobrze. Kurcze, nie mam żadnego haka na Macieja... ZOSTAW TĄ MASZYNĘ DO PISANIA ! ! ! Kurwapi jego w dupępi jebanapi mać!!! Co on tu napisał??? Że co? Maciej całuje Ekima??? Walczy w Atlantic City??? W czasie rzeczywistym??? Toż to miała być czysta historia, a nie to, co się teraz dzieje! No nic, wytnie się tę całą historię o spotkaniu Macieja Brząkadełeczko-Szczupaka z Nosytem Ekimem, prawda? (tak - oficjalny przyp. montażysty (i pocałuj się w dupę - nieoficjalny przyp. montażysty)). Tak więc Maciej postanowił wyjechać do Blackhawks (a nie do Blackhowks jak napisał poprzedni autor - w ten sposób nie spotkał wcale żadnego Ekima). Zrobił jak postanowił. Jadąc przez miasto swoim czarnym mercedesem (ciekawe skąd go wziął?) zauważył troje wyrostków bijących staruszkę. Musiał zareagować, jak na mężczyznę przystało... - Hej gówniarze, czemu bijecie tą staruszkę? Gówniarze bijący staruszkę nie odpowiadali czemu biją tą staruszkę (perfekcyjna budowa zdania odnosząca się do zachodnio-europejskich sposobów na wymuszenie pierwszeństwa - przyp. prof. dr hab. ppłk J. Mniodka). - Słyszycie mnie? - No... - Jak to nie? - Ale my po Polsku mówimy to 'no'. Przecież gdybyśmy chcieli powiedzieć noł to byśmy powiedzieli noł... - Ale czemu bijecie tą staruszkę? - Ej wy, starzy, niczego nie rozumiecie. Przecież to jest Nosyt Ekim w przebraniu babci klozetowej z Los Angeles... - Nic nie rozumiem... - No właśnie. Ja też nic nie rozumiem (my też - przyp. twórców programu (czy możemy już iść do domu? - drugi przyp. twórców programu)). Skąd tam się wziął Nosyt Ekim? W, nieważne... Marcinku, oddaję ci głos! - Dziękuję. Głupio się siedziało tak bez głosu. Chciałbym przeprosić wszystkich państwa za mój niekontrolowany wybuch, ale... [bum] Całe ubranie mi swoją krwią zapaskudził. No cóż, zginał za ojczyznę. No nic, kontynuujmy... Dla ułatwienia dodam, że marzeniem Marcinka była Pamela Kaleson. Tak więc zróbmy mu dobrze i powróćmy na moment do pierwszego spotkania Pameli i Macieja. - Witaj słonko... - Cześć maleńki... - Wyjdziemy gdzieś na spacerek? - A gdzie? - Do mojej sypialni, oczywiście, hehe... - Do dobrze. Ale najpierw muszę ci coś powiedzieć... - Co? - Policja obyczajowa!!! Jesteś aresztowany! - Za co? - Za nakłanianie do prostytucji! - Ale ja nikogo nie nakłaniałem... No może raz czy dwa Olka i Johna Rambo, ale ty mnie tym zaskoczyłaś... - Masz prawo nic nie mówić... - Nie będę! - ... masz prawo do adwokata... - A po co mi adwokat? - ... wszystko co powiesz może być wykorzystane przeciwko tobie... - Przecież nic nie będę mówił... I w ten sposób doszło do pierwszego spotkania Macieja z okrutną radziecką ręką sprawiedliwości. Postawiono go przed sądem. - Panie Macieju Brząkadełeczko-Szczupak. Jest pan winny nagabywania panienek do czynów lubieżnych? - Nie. - Pan kłamie! - Dlaczego? - Nie wiem dlaczego pan kłamie, ale jest pan winny. - Ale ja... - Skazuję cię na karę śmierci przez wbicie w głowę czterech par ekologicznych skarpetek. - Ekologicznych skarpetek? - Tak. Nie słyszałeś gnoju o eko-skarpetach? Maciej powiedział, że nie słyszał. Rozzłościło to bardzo sędziego: - Nie słyszałem o takich skarpetach! - Oj, bardzo mnie rozzłościłeś! A nie mówiłem... - W takim razie zostaniesz ułaskawiony... - Hurraaaa!!! - ... i osadzony w zakonie karmelitów pod opieką brata Alberta. - Nieeeeeee!!! Ja chcę skarpety, ja przepraszam. Ja chcę umrzeć, proszę, proszę, proszę... Niech pan nie daje się prosić... - Nie. Już postanowiłem, że wydamy cię za Alberta! - Wydacie mnie? - Tak. Taki mały kameralny ślub... - Nieeeeeee!!! Ja chcę skarpety, ja przepraszam. Ja chcę umrzeć, proszę, proszę, proszę... Niech pan nie daje się prosić... - Sorry Maciej, ale kartki ci się pojebały i przeczytałeś kwestię, która już dawno poszła! - Eeee, rzeczywiście... Tak więc Rosjanie wywieźli Macieja do zakonu... Było mu bardzo trudno, ale zawsze mógł liczyć na położone w pobliżu zoo. Tak, uwielbiał lamy, jaki, kozice, tygrysy bengalskie (Publiczność: Uuuuuuuu.........), krokodyle... - Stop, stop, stop! Przerwać program! O kur... To ten pułkownik co mnie kilka razy zjechał za czwarty odcinek tego serialu... - Cały program jest głupi. My, przedstawiciele Paktu musimy dbać o morale naszych żołnierzy. Proszę przedstawić coś oczerniającego Rosjan. No tak... Zapomniałem, że podpisałem z NATO umowę... No dobra, tak więc coś oczerniającego naszych wrogów (nie zmuszono mnie do napisania tego słowa - przyp. autora, który powiedział to nie będąc wcale na celowniku jednego z natowskich snajperów). A więc dziennik kapitana - part zwei... 19. grudnia 2092r, Czerwonka Moskiewska. - Kapitanie! Amerykanie znów sikają! - W porządku Juri, jeszcze dwa lata, a wygramy tę wojnę... - Z tymi świniami? - Nie, chodzi mi o spór o Alaskę. - Przecież to nasz teren! - Car Mikołaj Siedemdziesiąty sprzedał to tym amerykańskim świniom, a teraz MY musimy walczyć o niepodległość Chin. - Ogórek!!! - Dlaczego krzyknąłeś 'ogórek'?! - Przepraszam... poniosło mnie... przepraszam... - W porządku Juri, stary druhu... - Mam na imię George! - Jak to? Przecież zawsze mówiłem ci Juri? - Ale teraz jestem szpiegiem w stanach upojenia alkoholowego... - Sraty pierdziaty... Nie pieprz tylko bierz wiadro i zmywaj pokład. - Jaki pokład, przecież jesteśmy w czołgu!!! - Trelefere, dupku. Nasz samolot nie wytrzyma takich przeciążeń! - A pocałuj ty mnie w dupę! Sam wyszoruje pokład... Aaaaa, tam jest mysz! - To nie mysz, tylko szczur. - A. No... Myszka... - Szczurek! - Ja tu jestem kapitanem i ja mówię co tu jest szczurem a co myszą, zrozumiałeś czy nie. - Nie. - Jedziemy do Berłina... - Chyba do Berlina. - Nie, do Berłina nad Dźwiną... 23. kwietnia 2132r, Czerwonka Moskiewska. - Na i co wyszorowałeś pokład, kapitanku? - Tak jest generale Juri... - Przecież mówiłem niedawno, że masz się do mnie zwracać... Nieee! nie rzygaj na mnie... E... nie trafiłeś! - Trafiłem, na bucie! - O ty skurwielu, już ja ci pokaże gdzie raki zimują!!! - Gdzie??? - Jedziemy nad Dźwinę... No nie... Znowu ten pułkownik!!! - Stop! Stop! Stop! Przerwać program! No dobra, to było bardzo zabawne a my się nieźle uśmialiśmy... Ale to było głupie! Czy to miało jakiś sens? Nie. A więc żądam czegoś sensownego! Na szczęście poszedł. I znowu zostałem sam... Muszę poczekać na obiadek. No co? Nie wierzycie, że dostanę coś do jedzenia? To patrzcie! (jak mają patrzeć skoro zasłoniłeś kamerę tym pieczonym kurczakiem i paskudnym kawałkiem pizzy - przyp. kucharza). Okej! Jestem nakarmiony. Tak więc rekin miał wielką ochotę na tą malutką rybeńkę, ale niestety zabrakło mu ikry (nie dosłownie!) i normalnie do niej podszedł. - Cześć Rybeńko! - Rekin? - Maciej? - Rekin! - Maciej! - Coż za spotkanie! Zatańczymy? - Tak! Powiedział "tak", ale Rekinowi to nadal nie wystarczało... Zaraz, co robią ci ludzie przed moim domkiem? Czemu mają w rękach pochodnie? Czemu ubrali się w prześcieradła? Hej! Wyrzućcie te widły i sztachety z rąk! Zbliżają się, o k***a (kupiłem nową maszynkę do pipkania - przyp. cenzora), co robić? Uciekać... Ale którędy i gdzie do k***y nędzy! Jeden z nich wyszedł z grupy i... chyba mnie woła. No nic, wjeżdżam w dialog: - Nie przyjdę! - Choć tutaj!!! - Nie. - Czemu ty czarna kreaturo?! - Bo się was trochę boję... Dlaczego udajecie duchy? - Udajemy duchy? - No tak... - Czemu tak sądzisz??? - Bo macie na sobie prześcieradła! - Mamy je na sobie i wcale to nie są prześcieradła tylko nasze fartuszki... - Pracujecie w pralni??? - Skądże znowu, my... - Piekarze? - Daj mi kur***wa powiedzieć. - No mów. Tylko szybko, bo ja tam książkę muszę dokończyć. Piszę historię Macieja... - My właśnie w tej sprawie! Jesteśmy lekarzami i mamy zamiar cię zbadać, czy czasem ten czterogodzinny pobyt pod wodą bez tlenu nie uszkodził ci mózgu... [zaczynają mnie wkurzać] - Odłóż ten notes! Chodź tutaj i się rozbieraj! - Tak od razu, może najpierw... - Stul pysk marna kreaturo! [to jakaś banda świń] - Nie pisz już w tym notesie tylko chodź tutaj... - Idę... - Chodź. - Już jestem. - Widzę... [zaraz mu pierd**nę] - Dawaj ten notes! No, no... 'Zaraz mu pierd**nę'? Czemu wstawiasz takie gwiazdki? - To nie ja, to cenzor... - To nie ja... To nie ja byłam Ewą, to nie zjadłam niebo... Ta piosenka widocznie lekko zirytowała moich sąsiadów: - Kto tam śpiewa na dole! Dzieci mi pobudzicie! - To nie ja... - A kto? - Edyta Górniak! - A co mnie to obchodzi?!!! - To co się pytasz? - Skończ już kurka z tą pytą! Nie będę już mówił o żadnych pier*.* pytach! Już mnie raz wykiwaliście w poprzednim odcinku! - John? - Tak, John. I bądź cicho, bo jak obudzę moją żonę, to... - Masz żonę??? - Taaaak! Albert, ktoś do ciebie! [ten lekarz jest nawet przystojny - więc wpadł po uszy] - Cholera, wpadłem po uszy! [no właśnie] - Przestań już pisać w tym głupim notesie! ]okej, już nie będę...] - Przepraszamy panów raz jeszcze. Ja jestem lekarzem i muszę przebadać tego gościa. Wie pan, to jakiś czubek... Nie mogłem stać bezczynnie podczas gdy lekarz mnie obrażał, więc rzuciłem się na niego i zacząłem okładać go pięściami po tym białym kapturze, który nagle stał się jakiś taki różowiutki, czerwoniutki... Ale go nie zabiłem - nie, ja wiem co to litość. Darowałem życie temu jebanemu rasiście, ale jeżeli spotkam go raz jeszcze to chyba go zajebię... Hej, cenzor, co z tobą śpisz? (* **** * ** * ** ******* ***** **** *** ****** ************ * **** ****** ** ******** * *** ** * ** ********* ******* ********** *** **** *** **** **** *** ******** ****** ***** ***** ** *** *** * * ***** *** * * * ** * ****** ****** ** ****** * ** ******** *** ** ** * ** * *** * **** * * **** **** - przyp. cenzora z nową maszynką do pipkania). Ja ci, k***a zaraz popipkam! (akurat, to trzeba umieć! a poza tym kto ci da dotknąć mojej nowej maszynki do pipkania? - przyp. cenzora). Daj już spokój. Ja chcę tylko abyś wycinał wulgaryzmy, które trafiają się różnym ludziom w napadzie furii. Lepiej powróćmy do Maćka, który po kolejnej upojnej nocy z Rekinem postanowił złożyć wizytę w gabinecie owalnym Białego Domu. Zastał tam prezydenta de Bila Klina Tona z Moniką Le'Vinsky w dość intymnej sytuacji. - Monika, what are you doing? - You stupid man! Don't you see that the president forgot the cigars??? - Oh, I'm terribly sorry about that! I'm an idiot! - Yes, I see... Hey! You've forgotten your pants! Przepraszamy, ale tłumacz nie dojechał... O, już jest... - Przepraszam za spóźnienie... Nic nie szkodzi. Zdążyliśmy się przyzwyczaić... Tak więc możemy kontynuować... - Maciej, prawda? - Tak jest panie prezydencie... - Dla ciebie po prostu de Bil. Mógłbyś skoczyć po cygara? - Cyc z gara? - Tak. - Dobrze, a gdzie leżą? - W moim gabinecie w trzeciej szufladzie od góry, tuż za pudełkiem z wibratorem pod gumowymi lalkami. Nie pomyl szuflad, gdyż w jednej jest bomba, a w jeszcze innej same prezerwatywy... - Mogę jedną? - Co? - Gumę... - A po co ci? - Monika tak ładnie szpagat robi... - No dobra, bierz. Tylko weź bezcukrową to nie będziesz miał pecha. - Co??? - No wiesz, próchnica i te rzeczy... - Okej de Bilku... I poszedł podniecony Maciej szukać cygar... Niestety pomylił szuflady... - Gdzie ta szuflada... Oj, chyba się pomyliłem! [sru! booom!!!] Monika i de Bil zostali przyłapani na gorący uczynku (oj bardzo gorący był ten jego uczynek, a jej też było gorąco (i wilgotno, wiem co mówię - przyp. kochanki pisarza)). Maciej trafił do szpitala dla ofiar czwartej wojny światowej. Nie mógł w to uwierzyć, ale była to prawda. Niemalże natychmiast wdał się w dyskusję z leżącym obok rannym żołnierzem: - Jam jest Alojzy Podwitkacenty Pierdolnięty. Mój wujek zginął na froncie V wojny światowej... - Co wy mi tu pierdzielicie? Wojny były dwie... - Ależ pięć... - Dwie! - Pięć! - Dwie! - Pięć! - Dwie! Dwie! Dwie! - Pięć! Pięć! Pięć! - Dwie do cholery! Mon-ta-żys-ta!!! Przecież to nie ten element (a który? piąty? haha - przyp. montażysty). Dawaj normalny fragment! No, już lepiej. A więc Maciej rozpoczął dyskusję: - Gdzie zostałeś raniony? - W lewy pośladek! - Ale gdzie? - W dupę!!! - Ale w jakim miejscu??? - Trzy cale powyżej odbytu! - Ale na jakim froncie?! - Nie znam żadnej Ali! - Jakiej Ali? - To co się pytasz, czy Alę na froncie... Owy żołnierz zbyt inteligentny nie był, ale Maciejowi odpowiadało jego towarzystwo. - I wiesz Maciek, ja wtedy tę sarenkę zaszedłem od tyłu i wbiłem jej swoją kopię... - Oj ty stary podstępny zboczeńcu... - Co? - Tak dziewczynki traktować! - No jakie dziewczynki? - No sam mówiłeś, że wbiłeś swoją kopię jakiejś sarence... - No tak. Byłem myśliwym w syberyjskiej Tajdze... Jak widać - rozumieli się fantastycznie (no może nie do końca - przyp. Kochanicy Francuza). Co??? Moja jedyna miłość i kochanka zarazem jest Kochanicą Francuza? - Tak! Kocham Jeana! - Dlaczego mi to robisz, przecież cię kocham... - Nie lubisz francuskiej miłości! - Kto? - Ty... - Ja? - A widzisz tu kogoś innego? - No scenografa, reżysera, montażystę, operatorów kam... - Ale mówiłam to do ciebie!!! - Nie mogę tak dłużej żyć. Żegnaj moja jedyna! "Koniec mego życia początkiem istnienia pralki automatycznej. Ja sam - oni we dwoje, oni we dwoje - ja sam. Dlaczego oni we dwoje a ja sam? Dlaczego? Umieram - żegnajcie. Swój talent zapisuję mojej kochance (której nigdy nie miałem), która odeszła z jakimś Żabojadem (niech się męczy, krowa); domek w Meksyku zapisuję Rekinowi (nie żebym go znał); wszelkie inne dobra materialne i duchowe zapisuję miejscom, w których się wychowałem - zakładom w Tworkach i Choroszczy. Dziękuję i..." - K***a co to ma być??? Jeszcze nie dokończyłeś opowieści o Macieju i popełniasz samobójstwo? Zakręć ten gaz i siadaj nad maszyną do pisania i pisz... - Za co? - Mamy umowę! Jeśli nie dokończysz to pójdziesz do Piekła. - Dlaczego? - Bo okłamywanie NATO to grzech śmiertelny! - W Piekle nie może być gorzej niż tutaj, zabijam się... - I nigdy już żadnej panienki nie zobaczysz?! - Nie? - Nie!!! - O cholera, to zostaję. Ale przyślijcie mi kilka ładnych sztuk do mojego domku, okej? - Okej, masz tu katalog. Przeglądnij sobie i wybierz tę, która cię interesuje... - Tylko jedną? - Tak, tylko jedną... - No dobra, dziękuję pułkowniku, że mi pan pomógł. I poszedłem oglądać katalog. [po 4 godzinach napalania się] No, no, no... Już wybrałem. Dzwonię do tego żołnierzyka. - Halo? - Już wybrałem! - Która? - Trzecia (a raczej Sun Apr 25 16:55:55 1999 - przyp. Cygnusa). - Trzecia??? - Tak, trzecia! - Oj, to mój znowu późni, muszę go oddać do zegarmistrza... - Ale ja chcę trzecią panienkę! - Którą? - Klaudię Szifer... Zaraz mi przywiozą (oryginalnie opakowaną, jeszcze ciepłą). No nic, możemy wracać do Marcina. Tak, tak, do Marcina. Po krótkim (zmyłkowym) wystąpieniu na początku pojawi się znowu. Tym razem chyba znalazł swoją ukochaną Helenkę. - Nie wylewaj waćpan wina... NO NIE!!! Znowu Mickiewicz! - To nie ja!!! - A kto? - To Heniek Sienkiewicz! - Przecież on już nie żyje! - Ja też, ale jakoś ze mną gadasz... No dobra, to się wytnie. A więc wróćmy do Macieja: - Pamiętaj synku, że zboże rośnie wolno! - A po co mam to pamiętać, tatusiu? - W razie, gdyby ktoś zapytał cię o coś, na co nie znasz odpowiedzi, to zawsze mów, że zboże rośnie wolno... - Dobła. - Zrozumiałeś, Macieju Juniorku? - Tak. - To powtórz, co masz mówić. - Eeee, aaaa... Zapomniałem, tatusiu... - Zboże rośne wolno! - Zboże łośnie wolno... - Mój syn, mój syn... W ten sposób Maciej nauczył swego syna mówić, że zboże rośnie wolno (i na ch*j mu to było? - przyp. prof. Mniodka). Potem Maciej wyruszył do... O rany, przywieźli mi panienkę!!! Hurrra, ale będzie jazda! Pukają: - Puk, puk... - Proszę! - Co proszę? - Co puk, puk? - Tak się mówi, jak się puka! - Jak się puka to się nie mówi tylko sie puka. - A jak miałem zapukać? - Bardziej dźwiękonaśladowczo! - Okej... [stuk, stuk, puk, puk, brzdęk, bum, buuum, brzrzeccazzz] - Starczy... Już otwieram. Moim oczom ukazała się Klaudia Szifer. Mimo, że była w kartonowym pudełku to zapragnąłem się z nią kochać. Nie wiedziałem, że blisko 30-letnia kobieta może być jeszcze dziewicą... - Ja dziewicą? Tak się śpieszyłeś, że nawet nie zdążyłam zdjąć rajstop... - A więc to były rajstopy? - Tak. - Oj, to dlatego sobie tak obdarłem... No ale zmieńmy temat (co? ptaszek cię boli? - przyp. nowej kochanki pisarza (ale ja mam większe melony - przyp. Kochanicy Francuza, dawnej kochanki pisarza)). Oj, ja to się mam z tymi kobitami, co? - No. Kto to powiedział? - Ja. Kto to powiedział? Pytam sie po raz ostatni! - No ja! Ale kto??? - Hmhm, Maciej. Chciałem ci przypomnieć, że to ma być moja historia. Ale jakby cię pytali czy mnie widziałeś to cichosza... (tam cichosza, tu cichosza - przyp. G. Turnau'a) O, właśnie przypomniało mi się, że to ma być prawdziwa historia Macieja. A więc: Maciej nauczył syna wielu przydatnych rzeczy. Ale nadal nie wiedział, kto jest ojcem tego dziecka (matki zresztą też nie znał). Niestety szukał, szuka, szukał, ale nie znalazł. Gdy syn osiągnął dojrzałość płciową (czyli w wieku około 16 lat - przyp. E. Skupień) Maciej postanowił wyznać mu prawdę: - Synu, muszę ci coś powiedzieć, tylko się nie załamuj... - Słucham cię ojcze, przecież osiągnąłem już dojrzałość płciową i mogę rozmawiać o panienkach... - Ale nie o to mi chodzi! - To co mi dupę zawracasz, ty stary zgredzie! - Jak się do swego ojca odzywasz... - Nie słyszałeś? - Słyszałem. I to mnie razi... - Przepraszam, ale zaczynasz mnie już wkurzać! Nie, przepraszam... - Nie przepraszasz???!!! - Nie... przepraszam! - Nie przepraszasz???!!! - Przepraszam, przepraszam. - No, już lepiej. Muszę ci wyznać prawdę... - Słucham... - K***a, nie przerywaj mi gówniarzu!!! Prawda jest taka, że nie jestem twoją matką... - Wiem, przecież jesteś moim ojcem. - Też nie... - Hurrra!!! Maciej Junior nie krył swego zadowolenia, ale po chwili dotarło do niego, że przed chwilą krzyczał na niego obcy mu (z biologicznego punktu widzenia) facet: - Więc nie jesteś moim ojcem? - Nie. - Ani matką? - Moja córka nie ma na imię Ania... - Co? - Nic. - Nie jesteś nawet moim krewnym? - Nie. - To ci zaraz pier***nę! - Za co? Synku... Odłóż tą siekierę! Odłóż... No, już lepiej... Ale tę łańcuchową piłę też połóż na miejsce! Hej, mówię do ciebie! Nieeeee... [brzybrzybrzyttttbzryyyyyżżżiiiźźzżżyyyyiiiieeennnnnnbrzybcytcytcytcytcyt] - No i masz za swoje! O rany! Maciej Junior zabił Macieja Seniora! Co ja teraz będę pisał? O jejku, o mamo... - Stop! Stop! Stop! Pamiętasz umowę? - Szatan? - A co, nie widać? - Nie. - Nie poznałeś mnie po rogach? - Jakich rogach??? - A to jebnięty świat, nawet Szatana z rogów okradli. No cóż, odkąd złodzieje w sutannach opanowali świat... - Ale co cię do mnie sprowadza? - Podpisaliśmy umowę, że jeżeli zabijesz Macieja przedwcześnie to ja będę mógł posiąść twoją duszę i odebrać ci seksualne uciechy... - Z kim podpisałeś tą umowę? - Jak to z kim? Z Bogiem. Równy z niego gość i oboje spokojnie oglądaliśmy jego życie, a ty tak głupio... Spójrz na siebie, zrobiłeś już spore postępy w swojej twórczości... - No dobra, nie zabiję Macieja... Tak więc w Wojsku Polskim się machnęli i powołali Macieja jeszcze raz. Został wysłany do Wietnamu. Ja robię sobie wakacje i przekazuje maszynopis dla Dżima Kareja, który dopowie tą historię. Dżim, oddaje ci głos: "Zza ściany lasu wybiegł wściekły Wietnamczyk. Strzelał z kałasznikowa do bezbronnych żołnierzy. Krew lała się hektolitrami, pociski latały, łuski rozsypywały się w koło. Padło chyba z 40 strzałów, wyciąga śrutówkę i nawala po samochodach. Żołnierze ze strachu robią w pory. Zapłakany dowódca patrzy na to z bunkra. Wietnamczyk bez skrupułów bierze bazookę i wali w bunkier, który rozsypuje się na pyłek. W dali leci śmigłowiec tylko dla obserwatorów rządowych. Wietnamczyk zdobywa cekaem i nawala po lesie. Drzewa się łamią, lecą drzazgi, a z drugiego pułku zostaje cysterna krwi i sterta ciał. Nagle Wietnamczyk zobaczył rozwścieczonego komandosa z miotaczem ognia. Wali mu maczetą w łeb i zabiera miotacz ognia. Po tym do sterty ciał i cysterny krwi dołączyła jeszcze kupa węgla. W tej zadymie zginęło minimum tysiąc żołnierzy. (Publiczność: Uuuuuuuu.........) Co nie podobało się? (Publiczność: Nieeeee........) Nie? Okej, napiszę coś innego, zanim wróci normalny autor... Zwykły dzień na Placu Wolności. Ludzie chodzą, tańczą przy muzyce chodnikowej. Nagle na plac wpada wkurzony Johim Abas i rzuca granatem do muszli koncertowej. Ludzie w panice uciekają, wtedy ten wyciąga kolejny śmiercionośny granat i rzuca w tłum. Leją się litry krwi, kończyny rozwalone po całym placu. Jedzie policja w niebieskich mundurkach. Wojsko pędzi ciężarówkami, pogotowie na sygnale jedzie po rannych. Johim Abas bez skrupułów bierze trzeciego granata i rzuca tym razem w samochody policyjne. Skrawki ciał porozrzucane po całym mieście. W parku dzieci kąpiące się usłyszały nawet huk. Leci śmigłowiec Anaconda i zrzuca na Abasa całą bombę gazową. Abas pada martwy na glebę. Abas był Żydem z rosyjskim paszportem i ciężarówką broni. >> Praca na żenująco niskim poziomie treściowym - przyp. pewnej nauczycielki polskiego (czy ja jestem taka pewna - przyp. pani Chludzińskiej)) << (Publiczność:........ [wszyscy sobie poszli?]) Też się nie podobało. Kurcze, przecież jestem takim dobrym komikiem. Zaraz coś wymyślę... Szybko, szybko, bo zaraz wraca autor... O kurka wodna, wrócił..." - Co ty tutaj nawypisywałeś? Co? To wygląda jak moje wypracowania z polskiego z podstawówki... - Niemożliwe... - Oddaj ten zeszyt!!! - Masz, bierz, nażryj się! - A teraz wynoś się stąd. Ale najpierw przeproś mnie i odbiorców za to, co zrobiłeś. - Za co? - Mi narobiłeś obciachu, a czytelnicy, widzowie i słuchacze musieli to znieść! No dalej Karej, przeproś i spier****j! - Tak więc przepraszam państwa bar... Kurcze, ale ten Dżimi to debil. Jego teksty są gorsze niż moje (wszystkie są gorsze niż twoje - przyp. kochanki pisarza (nie podlizuj się i tak nie pójdzie teraz z tobą do łóżka, jest zbyt zajęty tą swoją głupią pracą - przyp. Kochanicy Francuza (kobiety, nie dajecie mi pracować - przyp. pisarza (przecież ty nigdy nie prasowałeś, ale skoro chcesz to tam stoi żelazko! - przyp. kochanki pisarza (głucha jesteś, on powiedział, że nie dajemy mu pracować - przyp. Kochanicy Francuza (no właśnie, więc skończcie z tymi przypiskami - przyp. pisarza (zawsze musi mieć ostatnie słowo - przyp. Jana Mniodka (prywatny))))))). No, w końcu udało mi się zamknąć te drzwi - no co? Niech się kłócą, ale po cichu. No dobra, wróćmy do Macieja, który w Wietnamie siał wielkie spustoszenie (wśród panienek - przyp. Macieja). - Cześć żołnierzyku, masz ochotę na mnie? - Nie dziękuję, już jadłem. A poza tym nie jem dziwek... - Jeść? A kto mówi o jedzeniu? Czy masz ochotę na mało rżnątko? - Czy ja wiem... Tak! Nawet bardzo! - To chodź. Piękna Wietnamka zaprosiła go do swojej chatki. Jednak tam dwoje północno-wietnamskich żołnierzy przywiązało go do kraty i podłączyło do prądu: - Wróciłeś Rambo... - Ja nie jestem Rambo! - Słuchaj Sylwek, wiemy jak masz naprawdę na nazwisko, ale nam się podoba John Rambo więc zamknij mordę i mów co wiesz na temat F5... - ... - No mów!!! - 44 wolty! - Stul pysk! Ale nawet z ciebie niezły woltomierz... Mów! - ... [220 woltów] - Gadaj! - ... [43512 woltów] - Gadaj co wiesz!!! - Kurwa jak mam gadać? - Co? - Powiedziałeś, żebym zamknął mordę, więc nie mógłbym wtedy gadać. I wyłącz ten prąd bo mnie gilgocze i przypomina mi planetę, gdzie spotkałem Luisę. Tak to było na Gertanotelikumatyzatornikatenii. Ona była tak piękna... Ach... [chlip] Żebym mógł ją jeszcze raz zobaczyć [szloch] Ten jeden [chlip, szloch, chlip], jedyny raz [szloch]. Maciej dogłębnie rozczulił żołnierzy, którzy wypuścili go dając mu tamtą panienkę jako rekompensatę. Swoją drogą - niezła była. Miała piękną, śmietankową cerę, piękne, duże, czarne oczy, powabne ciało, krągłe i jędrne piersi. Trochę przypominała mu matkę. Pewnie dlatego w napadzie ekstazjalnego szału zaczął krzyczeć: - Aaaaaaaaaa!!!!!! (Gdzie mleko!) Lea była bardzo zaskoczona: - Słucham? - Aaaaaaaaaa!!!!!! (Gdzie mleko!) - Niby co? Czy coś ci dolega? - Konstantynopolitańczykowianeczka. - Słucham? - Konstantynopolitańczykowianeczka. Nikt tego nie zrozumiał (nawet ten, kto to zmyślił). Wtedy właśnie Lea zauważyła u Macieja podwyższony poziom cholesterolu we krwi. - Maciej, musisz iść na badania! - Konstantynopolitańczykowianeczka. Co??? Badania? Nie idę na żadne badania! Znowu jakiś stary pedał będzie mnie macał po tyłku, tak? - Nie tym razem wbiją ci tylko w ramię stalowy pręt z wydrążonym otworem i wyssą z ciebie krew... - Aeaeaeaa... Mdleję... I zemdlał. [plaśk, plaśk, plaśk, chlup, chlup, chlast, chlast] - Co się dzieje, gdzie ja jestem? - Spokojnie Maciejku! Jesteś w szpitalu, za chwilkę pobiorę ci krew... - Aeaeaeaa... Mdleję... I zemdlał po raz drugi. Nie podejrzewał, że Lea pracuje dla CIA i chce wszczepić Maciejowi implant... (przyceluj! okej! - przyp. dowódcy (przecież CIA wcale i nigdy nie wszczepia żadnych implantów, więc jest to oczernianie naszych służb i proszę wyciąć ten fragment - przyp. inspector John Power II). No dobra... Maciej wcale nie wiedział, że Lea jest to kolejne wcielenie brata Alberta... - Wiesz co? - Co? - Jestem kolejnym wcieleniem brata Alberta... No proszę, cóż za niespodzianka... - Cooo???? - Pstro! - Ty jesteś bratem Albertem, tak? - Tak. - Naprawdę?! - Nie. Prima aprilis. Nie sądzicie, że to głupie zakończenie skeczu? Ja też tak sądzę, ale sytuacja mnie do tego zmusiła (don't call us "sytuacja" - przyp. NATO). No nic, po wyrwaniu się z rąk Alberta Maciej pojechał odwiedzić swoją matkę, która umierająca leżała na łożu śmierci. - Witaj matko, podobno leżysz umierająca na łożu śmierci... - Tak, skąd wiedziałeś? - Narrator mi powiedział. Ja? Przecież my nigdy... A już wiem kiedy, przepraszam za to, że wtrąciłem się w tą kwestię, ale to było nie całkiem jasne, że ja niby rozmawiam z postacią, którą sam (kurwa! kończ te wtrącenie! - przyp. Macieja)... Okej... - Mamusiu, nie umieraj! - Nie umieram! - Ale jesteś śmiertelnie chora... - Wcale nie! - Ale niedługo umrzesz? - Nie, będę żyła jeszcze jakieś 47 lat. - To po jaką cholerę ja tu przyjechałem? - Napisałam taki żenujący list o takiej dramatycznej treści aby wyciągnąć cię z Wietnamu z rąk tego okrutnego brata Alberta. - Skąd wiesz o Albercie?! - Narrator mi powiedział. Ja? Przecież my nigdy... A już wiem kiedy, przepraszam za to, że wtrąciłem się w tą kwestię, ale to było nie całkiem jasne, że ja niby rozmawiam z postacią, którą sam (nawet nic nie powiedział, a przecież wmontowałem nie tą kwestię co trzeba - przyp. montażysty)... Okej... Montażysta, ty pierdoło! (przepraszam - przyp. montażysty po uderzeniu 16-tonowym ciężarem) - Stop! Stop! Stop! To było głupie! - Co było głupie? - Ten ciężar! - Jaki ciężar??? - Jeszcze mi tu kit wciska! - Kto ci kit wciska! Ja wciskałem tylko lepik... - Nie o to chodzi! Chodzi mi o to, że robisz nas w konia! - Ale ja się nie znam na genetyce. A poza tym, chyba nie można zrobić konia z człowieka... - Jesteś niezbyt pojętny... (on się tylko z was nabija, wywłoki jebane - przyp. cenzora) - Hej, ty cenzor! Innych to cenzurujesz, a sam to bluźnisz, co? (ja, kurwa, bluźnię? spójrz na siebie, kurwa, przecież co drugie, trzecie słowo, kurwa, wpychasz słowo kurwa - przyp. cenzora) - To ty wpychasz!!! (ale ty jesteś pisarzem i ty wszystko wymyślasz do k**** nędzy - przyp. Macieja (a poza tym to daj sobie siana i kontynuuj moją historię, bo mi panienki stygną - kolejny głupi i bezsensowny przyp. Macieja) No dobra, jak tak ładnie proszą... Ale to już jest długie, rety. Jeśli ktoś doczytał tutaj to musi być jakiś totalny wariat (o, wyprażam se - pszyp. (ex)prezydenta Lecha W. A. Łęsy). Spadaj matole! (no, jusz lepiej - pszyp. (ex)prezydenta Lecha W. A. Łęsy). Tak Maciej matkę, została jego żona, była wojnie Kuwejtu Irakiem... Kur*** p*** ch** *** ***** de***** ** ku**sie **** *** czy co?!?!?! Przecież wycinasz teraz co drugie słowo! No, już jest lepiej! Tak więc Maciej zostawił matkę, ale została z nim jego żona, która była na wojnie Kuwejtu z Irakiem. Albo nie! Maciej postanowił wyjść za jakąś dziewczynę! Poszedł więc do dyskoteki. Ujrzał tam piękną, zgrabną, powabną i cycastą blondynkę. Podszedł więc pewnym krokiem. - ... [szyyy] - ... [szuuu] - ... [szyyyy] - ... [szuuuu] - ... [szyysz] - ... [szuuu] Wstawaj kurde! Tak, krzyczę na tego debila za konsoletą. No pracować mi nie dajecie! Teraz ma iść kwestia nr 1034/A5, a nie jakieś milczenie i szum fal! Dobrze, że mew nie wmiksowałeś (nie zdążył). Trochę głupio to wygląda jak oni ruszają swoimi gębami, a tu cisza. A w dodatku znajdują się w dyskotece, więc powinno być [bum, bum, bum] a nie [szuuu, szyyy] - rozumiemy się? No... I wyłącz tą pierdoloną Nirwanę. Ile razy mam cię prosić, żebyś to wyłączył, co? Kurde, leci to już od ładnych paru miesięcy (a dokładniej to od początku końca drugiego rozdziału - przyp. Czasu). No, już o wiele lepiej. Tak więc światło, kamera, coś do picia dla mnie i... akcja! - Hej. - Hej. - Jestem Synthia. - A ja Maciej. - Oh Maciej. - Oh Synthia. - Oh Maciej. - Oh Monika. - Oh Maciej. - Oh Rene. O Boże... Koniec, koniec, koniec. To już jest koniec (nie ma już nic, jesteśmy wolni, bo nie ma już nic, nic, nic... o przepraszam... - przyp. narratora poprzedniej części ks. Alfreda Kiczkoka). Naprawdę, chyba tylko śmierć wyleczy mnie z tych idiotów. Nie dość na tym, że nie da się z nimi pracować to jeszcze śpiewają w przypiskach. I to takie beznadziejne wręcz kawałki - wstyd. A do tego montażysta jest takim kretynem, że aż boję się go zwymyślać, bo jeśli cenzor by się zagawronił to byłaby najbardziej brutalna kwestia w historii kina niemego. No nic, idę do domu. Nie ma już ludzi, którym by na mnie zależało (a ja? - przyp. kochanki pisarza (a ja? wciąż cię kocham... - przyp. Kochanicy Francuza)). Kochanica dalej mnie kocha? Hurra! To wróć do mnie! (żartowałam - przyp. Kochanicy Francuza). Koniec! Już nie dam rady. Za chwilkę sztylet ten jednorodny ze stali hartowanej przebije me powłoki (ale ja naprawdę cię kocham - przyp. kochanki pisarza). Ale ja mam dość wszystkiego... - Hehehe, mam go! Jesteś już mój... - Znowu Szatan?! - Tak, a co? Nie widać? - Jakoś nie! Tym razem ogon ci ukradli... - A to banda skurw... O przepraszam... - Nic nie szkodzi, i tak cenzor wyciąłby to przekleństwo. - Przeprosiłem, bo pierdnąłem... [pfuuuyy] O, przepraszam... Lepiej idę na mój szatański klop... Ja wychodzę na momencik. Zostawiam państwa z cenzorem, który wypipka specjalnie dla państwa Marsyliankę - narodowy hymn Francji, gdyż do tego kraju wybiera się Maciej. Cenzorku! **** *** ****** *** *** ***** **** *** *** *** ******* *** * ** *** ***** ** *** ******* ** *** ******* ******* ***** * ** * **** ******* ****** * **** ******* ****** [bis] Już starczy stary, dziękuję! Tak więc Maciej wyjechał do kraju gdzie non-stop pije się wino, a ludzie jedzą żaby. - Kurcze, krebit, żeby nas tylko ten Maciej, kork, nie zjadł! - Nie martw się, krebit, księżniczko, krebit, jakoś wszystko się ułoży, kork. - Te twoje włosy, kork, chyba nigdy się nie ułożą, kork. - Krebit? - Kork! - Kork? - Krebit! Pozostawmy na chwilkę Żabusiów i przenieśmy się do Szampanii, gdzie Maciej pobiera lekcję gry na harfie od pięknej, młodej, seksownej, ambitnej, uwodzicielskiej, mądrej i inteligentnej Agnes (o w mordę!). - Tego pedała musisz nogą przytrzymać! - Ale on się wyrywa! - Zostaw mojego męża!!! - Przepraszam najmocniej... To jakiego pedała? - Tego na dole... - To już lecę na parter! - Tego pedała! Na dole harfy, ty debilu! Agnes nazwała Macieja debilem. - Na dole harfy, ty debilu! A nie mówiłem? - Mówiłeś... No właśnie. Maciej umiał już grać na owym pięknym i trudnym instrumencie, ale niestety nastał czas wojny i musiał on opuścić teren okupowanej Francji, gdyż groziło to spadkiem cen złota na arenie międzynarodowej. No nic, czas na mnie, bo mi się mleko przypala... - Maciej, wypiłeś mleko? - Co? - Synku, pytam się czy wypiłeś mleko?! - Tak. - A odrobiłeś lekcje? - Tak. - Wyniosłeś śmieci? A dlaczego tak późno wracasz do domu? Masz słabe stopnie! Dlaczego... - Odpieprz się, kobieto. Jestem już dorosły, mam prawie 40 lat, żonę, dwoje dzieci i nie chodzę już do żadnej pieprzonej szkoły! - Ojciec, co myśmy wychowali... Tak rodziców traktować, wstyd! - Ale ja nie jestem już dzieckiem!!! - Synku, posłuchaj... - Kurwa! Nie będę! - Ojciec, on zaczął przeklinać! - Tak, przeklinam i co z tego? Oprócz tego uprawiam dziki seks z wieloma kobietami naraz 18 razy w tygodniu, piję, palę, palę, piję i używam sobie wszelkich uroków życia... Do dyskusji postanowił się włączyć ojciec: - Ja ci dam, kurde, palić i pić, gówniarzu. Ja ci dam... - Ojciec, ale ja już mam własne życie! Jestem dorosły. Dorosły! Do-ros-ły!!! - Ja ci dam tak się do rodziców odnosić... Powiedział to i rzucił się na Macieja aby wykręcić mu ucho. - Aaaauuuu! Boli! Boli... - No widzisz! A ty jeszcze większego bólu nam zadajesz takimi okrutnymi słowami, ty niegodziwcze! - Ale ja mam własną rodzinę! - Co??? Słucham? Że niby co? Jak? - Kurna, nie dość, że głupi to jeszcze głuchy! - Co? Maciej wyrósł. Oj, wyrósł, wyrósł. (gdzieś tak na 1 metr i 22 centymetry - przyp. polerowanej suwmiarki ze stali szlachetnej). Ale w Wojsku Polskim znowu się coś popieprzyło i Maciej znowu stanął przed komisją poborową... - Ściągaj spodnie... - Dobrze. - I majtki... - Po co? - To ja jestem od zadawania pytań! - Dobrze. - A teraz schyl się i podaj mi mydło! - Albert? - Maciej? - Albert! - Maciej! - O Boże... Za co, za co, za co... Jak się znalazłeś w komisji poborowej, stara cioto?! - No wiesz. Niektórym jako dowód miłości wystarczy dupczenie... - Ale ja się pytam jak się tutaj znalazłeś! - Dałem takiemu jednemu generałowi... - Nie kończ! A więc mogę na ciebie liczyć, co? - Oczywiście! - A więc, Albercik, chyba nie nadaję się do służby, no nie? - Absolutnie się nadajesz. Takiego okazu zdrowia i... męskości w zakonie nie widziałem nigdy! Wyślę cię do jednostki spadochronowej. Albo nie, wyślę cię do lotnictwa! - Dlaczego... - W takim razie zostaniesz komandosem w oddziałach GROM. Kur**, to znowu ten z NATO! Czego chce tym razem, czyżbym zdradził jakąś tajemnicę wojskową... - Stop! Zdradziłeś tajemnicę wojskową! A jednak... - Grupa Reagowania Operacyjno-Mobilnego jest tak wysoce utajniona, że zwykły zakonnik nie mógł dokonać weryfikacji i poboru do tej elitarnej jednostki! - A jeżeli ten zakonnik to generał Piętobrody w przebraniu? - Jak to??? - Tak to! Popsułeś mi puentę, imbecylu! I co ja teraz mam biedny począć? (dziecko - przyp. kochanki pisarza). I jak w takich warunkach się skupić? Oprócz oddania się na skup makulatury, złomu lub butelek... - Spieprzaj mi stąd, Gąbka! - Co? Jaka Gąbka?! - Jak to jaka...? O kurwa, pomyliłem studia! Przepraszam... - Jak można pomylić studia, do cholery??? - Normalnie. Jeśli ktoś chce iść na medycynę, ale coś u odjebie i pójdzie do Wyższej Szkoły Marynowania Zdechłych Kotów... - Nie o takie studia mi chodzi! - A jakie? Wydział logistyki w Niższej Szkole Budowania Związków Karboksylowych Pomiędzy Grupami... - No nie! - Tak, no nie! - Co tak? - Co no nie? - Tak! - Tak? - Tak!!! - A więc tak! - Tak!!! - Kurcze, o czym my mówiliśmy? - Nie wiem, ale spieprzaj stąd, bo zaraz zrobię jednym z aktorów do sceny z bratem Albertem! - Sceny? - Tak, łóżkowej sceny... - A to biorę!!! No i w ten sposób odkryto wielki ukryty aktorski talent Macieja. Niestety, nie za bardzo go odkryto i... Maciej był trochę zakryty... - Kurde, co to za koc? Czemu mój talent jest tym zakryty??? No właśnie. Maciejunio nie lubił robić tego przy zgaszonym, a Albert przy zapalonym. Wybuchła więc kłótnia, w której udział wzięli (w kolejności alafabatycznej): Albert i Maciej. - Albert, ma być zgaszone! - Wiem! - Co? A no tak, to ty lubisz przy zgaszony, a ja przy zapalonym... Tak więc ma być zapalone! - Wiem! To mi się za bardzo nie podoba. Bardziej podobała mi się amerykańska komedia, w której Albert Ajnsztajn przebrany za Dżona Malkowicza w ubraniu trzech dywizji piechoty morskiej z Kalisza udawał Dżima Kareja, który opowiadał głupi dowcip stojąc na minie przeciwpiechotnej pt. "Sami z Foi". A może to była mina przeciwpancerna... Nie wiem, w każdym razie Restonowi nogi ujebało... (pi pi, strajk głodowy - przyp. cenzora). Cenzor, a czego ty tutaj? (pi, pi, chcę podniesienia pensji i naprawienia mojej nowej maszynki do pipkania - przyp. Cenzora) Nie stary, ale jak chcesz to mogę ci zaraz dojebać!!! (pi, pi, już jestem, pi, grzeczny - przyp. cenzora). Powróćmy do Macieja, który postanowił wyjechać do Meksyku, aby tam spędzić życie swe piękne... - Dzień dobry! - Nie za bardzo... - Czemu? - Żona mi umarła! - No cóż, jedna wykitowała... Ale zawsze można sobie znaleźć drugą! - K**wa, zaraz ci pier*****!!! - Przepraszam, nie chciałem cię zirytować. - Czego chcesz? - Chciałbym wizę do Meksyku... - A po co do Meksyku, przecież jest to ostatnia ostoja dla ludzi uciekających przed Telekomunikacją Polską... - No właśnie! - To ja zaraz panu wypiszę. Proszę tylko wypełnić tą ankietę... No i dostał wizę do Meksyku (fuksiarz - przyp. własny). Już był na lotnisku, już wsiadał w samolot, już leciał, już wylądował, już był w Meksyku, a tu nagle na lotnisku w Warszawie podszedł do niego wysoki brunet (była to wieczorowa pora). - Maciej!!! - Mariolka? - Nie. To ja, Albert! - O ***k**u*r*w**a***!!! Boże, co ja ci zrobiłem?! Chmury nad lotniskiem rozeszły się i wtedy Maciej usłyszał Głos Boga: - Co mi zrobiłeś? Co? Jeszcze śmiesz gówniarzu pytać? - E, e, e... - Czego się jąkasz, co? Już nawet nie możesz nic normalnie powiedzieć? - A, a, e, a, baa... - Kurcze, co za idiota! Ja tu się fatyguje żeby z nim pogadać, a ten tutaj wielce zdziwiony, że chcę z nim gadać! - Ale ja nigdy nie rozmawiałem z samym Bogiem?! - A to twoje "Boże, co ja ci zrobiłem" to co? Daj se siana i gadaj ze mną jak równy z równym. Nie patrz na to, że jestem wyżej! Odebrałeś mi chęć do życia! Naprawdę! Czytając twoją historię tak się zdenerwowałem, że postanowiłem cię ukarać! - Za co??? - W imię zasad skurwysynu! Ale ten film jest popularny, no nie? Nawet w Niebie to oglądali... No, no... Według mnie ten film taki boski wcale to nie był, gdyż był wręcz denną próbą naśladownictwa amerykańskich filmów akcji... No dobra, już kończę i wracam do Maciusia... Nie, nie, nie... Nie! Wcale nie wracam do Maciusia! Teraz będę pisał wiersze... Tak, zawsze chciałem być poetą... "Pustynne stepy mórz północnych" Dlaczego morza są mokre na na wieki? Dlaczego są takie suche te morza? Dlaczego ser jest gorzki jak śledź wędzony? Dlaczego klop się zapchał wczoraj rano? To miłość... Kurcze, mój pierwszy wiersz! Pierwszy, ale już chcą go wystawić w Teatrze Wielkim... No, no. Po takiej zachęcie nie pozostało mi nic więcej tylko dalej pisać wiersze... "Wicher pośród zorzy" Wicher pośród zorzy polarnej, skacze niczym pistolet maszynowy kaliber 9 milimetrów Parabellum. Tak - to życie smutnego wieloryba, któremu zabrano wątrobę, aby zrobić z niej tran... Mój wicher nie stoi nad przepaścią, która wydaje się być jak maszynka do mielenia mięsa! On stoi, bo serce me krajalnicą Zelmera rozkrojone! (Publiczność: Uuuuuuuu......... Uuuuuuuu.........) Dość tego wycia!!! Nie podobało się?! (Publiczność: Nieeeee........) Kurcze... No dobra, wracam do pisania prozy (znalazł się syn marnotrawny, co go wszyscy oczekują, no nie?). Więc powróćmy do Macieja, który po rozmowie z Głosem Bożym trafił do zwykłego szpitala... dla chorych psychicznie. Po 8-miu latach jednak wyszedł, bo już nic nie było w stanie go wyleczyć. Maciej po tak długim pobycie w tym sanatorium [mrugnięcie oka pisarza] był w stanie góry podnosić. No cóż - był trochę wstawiony... - Jestem w stanie góry podnosić! - To dokumenciki popłoszę! - A coś ty, yk, za jeden, co? - Jestem z policji! Dokumenty! - Jakie jebane, yk, dokumenty, co? Sam se pokaż, yk, debilu... Po jaką cholerę ci, yk, moje dokumenty, co? - Łobi się późno, a zboże łośnie wolno... - Maciej Junior??? - Maciej Senior??? - Tak. Tak więc przyszywany ojciec odnalazł swego przyszywanego syna i oboje się zaszyli w przydrożnej knajpie, gdzie spotkali Księżniczkę i Nianię, która robiła striptiz... - Ale pasztet, no nie? - Pasztet? Pasztet???!!! - O sory, to pieczeń... - No! Nie małnuj ojcze chleba, bo zboże łośnie wolno... Maciej (senior) tak się tym występem podniecił, że owinął sobie głowę obrusem i zaczął głośno posapywać. Niechcący jednak wywrócił kielich z winem... - Nie wylewaj waćpan wina... - Onufry, co ty tu robisz? - Jam nie Zagłoba... - A ktoś ty? - Jam nie Babinicz... - A ktoś ty??? - Jam jest Kmicic... - Kmicic? Sienkiewicz stary wapniaku! Co ty tutaj narobiłeś, padalcu głupi, co? Natychmiast proszę wycofać ten dialog z tej powieści! No, już lepiej. I jeszcze jedno - teraz striptiz miała robić Niania z części drugiej, a nie jakaś Demi Mór! No tak... znieście ją ze sceny... Hej, tam leżą jej m*jtki! Weźcie je, bo jeszcze jakiś zboczeniec je zabierze do domu i... No ale nie zmieniajmy tematu, gdyż na scenie pojawiła się już opiekunka Księżniczki. Niania miała odlotowe melony, ładne piersi, jędrne cyce, ponętne balony, wielkie melony, krągłe silikony, potężne zderzaki... No, dość tych walorów Niani, bo jeszcze ktoś by mnie zboczeńcem mógł nazwać (zboczeniec! - przyp. drugiego autora). - Ale cycołki, co tatku? - No, całkiem niezłe... Jednak w czterdziestym drugim znałem pewną dziewczynę, która miała dużo większe. Tak, była to Pamela Kaleson i chyba ją kocham do dziś. Tak, do dziś, gdyż teraz się zakochałem w tej, co na scenie jakieś figle stroi... - Ale mi się bałdziej podoba tamta cizia w kąciku... Jak sądzisz, tatku, ile może mieć lat? - Ze dwadzieścia... Tak, Księżniczka miała 31 lat, ale wyglądała bardzo młodo - przecież była to najpiękniejsza bajkowa postać jaką kiedykolwiek wymyślono... - Dwadzieścia? - No dobra, ma gdzieś osiemnaście... - A to idę, zagadam, przelecę... - Tylko się ubezpiecz! - Spoko ojczulku! Wykułem ubezpieczenie w PZU! - Ale mi chodzi o gumę... - Co? - ... lub kondoma... - Co? - ... lub prezerwatywkę... - Co? - ... lub skafanderek na małego! - Acha, już załapałem... - Już??? A było, kurwa, pieprzyć się bez gumki?! - Załapałem o co ci chodzi, tatku! - Acha... Ależ mądry był ten Maciej (senior), ale ten jego syn był głupi jak buc (ja nie jestem... kurcze, zapomniałem co miałem przypisać - przyp. jak ja się nazywam?). Tak więc młodszy Maciej poderwał Księżniczkę, która tak naprawdę poszła z nim za kasę, a starszy zaczął rzucać pomidorami w Nianię, która oburzona podeszła do Macieja i kazała mu cały ten przecier zlizać. Maciej był zadowolony z zaproszenia do garderoby, gdzie doszło jednak do jednej z niewielu porażek w jego życiu - nie przeleciał Niani! - Już wylizałem ci wszystko, teraz ściągaj majty! - Nie... - Droczysz się ze mną? - Wcale się nie droczę! Po prostu założyłam się z moją Księżniczką, że poderwę większego przystojniaka niż ona i padło nie ciebie... - To dlaczego nie ściągasz majtek? - Bo nie mam majtek, pacanie! - A to czarne... A no tak, to rzeczywiście nie majtki... To nie były majtki więc wystarczyło, że Niania rozstawiła z lekka nogi i... Szczegółów tej nocy zdradzać nie będę, gdyż byłoby to pogwałcenie (ale ona powiedziała, że chce to zrobić! - przyp. Macieja) praw człowieka (uf! - przyp. Macieja). Tak więc przenieśmy się na chwilkę do pokoju obok, gdzie Maćkowy syn rozmawiał z Księżniczką... - To fascynujące... - Co? - To co mówiłeś o tym zbożu... To takie romantyczne... Księżniczka chwyciła rękę Maciusia (juniora oczywiście) i położyła na swoich... piersiach (to było niezgodne z 6-tym przykazanie bożym, o przepraszam [pfyyyuuu], ale bardzo mnie podnieciło, gdyż lubię panienki o takiej mlecznej cerze i takich krągłych melonikach, nie żebym sypiał z kobietami - przyp. ks. Alfreda Kiczkoka - z mężczyznami też nie sypiam). Maciej delikatnie ssał jej sutki i masował wewnętrzną stronę jej ud. Księżniczka rozchyliła kolana i wpuściła go do środka. To znaczy chciała go wpuścić, ale Maciej Jr., który przed chwilą wyszedł do ubikacji zamknął drzwi od zewnątrz. Bała się, że w każdej chwili jej romans z tramwajem może wyjść na jaw... (z tłamwajem??? a już łozumiem... długi, czełwony i często staje...) - Cześć Monika!!! - Cześć Maciej!!! - Oh, Monika... - Oh, Maciej... - Oh, Rene... A miałem nadzieję, że nic takiego ten m**tażysta (nie przeklął, to dopiero fenomen - przyp. Cenzora) więcej nie zrobi! Widziałem już światełko na końcu tego tunelu, odległe ale było. A teraz? Teraz nie mam po co żyć! Człowiek po łokcie sobie ręce urabia żeby mu jakiś jebany (a jednak - przyp. Cenzora) montażysta wszystko psuł?! Nie... Przepraszam, wyłącz tę kamerę, teraz sobie poprzeklinam... - ***** ***** ***** **** * *** **** *** * ** * ***** ***** *** *** * ** **** ** *** ***** **** ***** **** ***** I po **** to nagrywałeś, co? No teraz to jednak nieważne. Najważniejsza jest powieść (a ja? - przyp. kochanki pisarza). Najważniejsza jest moja kochanka, której nie mam oczywiście... Kurde, prawie się wydało... No nic, kontynuujmy... Ale żeby urozmaicić państwu zabawę nakłaniam państwa do złapania za telefon, zadzwonienia na komórkę naszego montażysty i osobiste opierdzielenie go za te wszystkie szopki. Oto telefon, pod który należy dzwonić: 0-605 249 008 . Dla najlepiej opierdzielających - nagroda, którą są dwutygodniowe zagraniczne wczasy wypoczynkowo-rekreacyjne. Konkurs sponsorowany przez sanatorium w Tworkach, gdzie właśnie będą wypoczywali nasi zwycięzcy... Ooo, mamy już pierwszy telefon! - Halo? Już mogę opierdzielać?! No to tak... Ty stary bucu! Ty kurcze pieczone w zbyt niskiej temperaturze! Ty blada dupo! Ty maślany zegarku na wodę! Ty fikuśny makaroniarzu! Ty zabaweczko maluśka! Ty blacio! Ty flaku niewymięty, ty! Ty nędzna marchewko dająca na prawo i lewo Pietruszce, ty! Ty, ty... - Już wystarczy... Proszę podać swoje dane! - Choć tutaj i sam sobie weź! - Cenzor? - A co? Myślałeś, że ja tylko pipkać umiem? - No dobra, jedź na te wczasy... - Niezłe mi wczasy, przecież ja tam 20 lat spędziłem... To naprawdę staje się głupie i jeśli nie przyjdzie w porę ten pułkownik z NATO to zrobi sie jeszcze głupsze... I co? Kurcze, nie przyszedł... No nic... Najgorsze jest to, że teraz słowa w stylu dupa, fiutek, siurek, fajfus, majtki, kurka wodna, kurna, kurde, kurcze, kurzajka, zadek, [...] nie będą cenzurowane i będą mogły spokojnie być wysyłane w eter, gdzie nasi słuchacze (ew. oglądacze) będą mogli zostać nieźle zdemoralizowani... Ale naprawdę już skupmy się na Macieju, który już czwarty raz odszedł od tematu... Idzie ten półgłówek... O, przepraszam, idzie ten pułkownik... - Przerywam ten program, gdyż jest głupi! Dziękuję za uwagę... Nie możecie mi teraz przerwać! Dlaczego, przecież byłem grzeczny! Nie róbcie mi tego... Błagam... Co sobie ludzie pczyomyślą, co? Znowu nie dokończyłem żadnego z wątków... A co z Maciejem, Żabusiami, Marcinkiem, Rekinami, Pamelą Kaleson, Moniką Le'Vinsky, de Bilem Klinem Tonem, Michałem Klaksonem, dr A. Kulą, Gołotą, Kikczokiem (co ja? [prbbrrrr] o, przepraszam... - przyp. brrrru, o przepraszam..., ks. Alfred Kiczkok)... A co z Albertem, Leą, Synthią... Ci ludzie nadal mają swoje życie... Nie można tak po prostu kończyć powieści. Spytajcie kogokolwiek z pisarzy... "Debata rolnicza" - Dzień dobry, witam w programie "Debata rolnicza". W dzisiejszym programie będziemy dyskutować o tym, czy można kończyć powieść w ten sposób. Moimi gośćmi są: Henryk Sienkiewicz, Stephen King, Władysław Reymont, Alex Fergusson, Marcello Lippi, Stefan Żeromski i Witold Gombrowicz. Dzień dobry panom. W więc zacznijmy debatę. Czy można tak kończyć powieść? - Tak. [H. Sienkiewicz] - Nie. [S. King] - Nie. [W. Reymont] - Tak. [M. Lippi] - Nie. [A. Fergusson] - Tak. [S. Żeromski] - Tak. [W. Gombrowicz] - Podsumujmy więc debatę... Doszliśmy do wniosku, że można kończyć powieść w ten sposób stosunkiem 4:3. A więc można kończyć powieść w ten sposób. Dobranoc państwu... O jejku... A więc koniec... Szkoda, bo nawet mi się to wszystko podobało... Ale może nie skończą tego, co? Nie kończą, a ja już myślałem, że urwą mi w połowie zdania. Jak dob... I tak oto drogi (4zł) czytelniku wyglądało życie Macieja. (TAAAAK! NARESZCIE KONIEC!!!) © 1999 Łukasz Jedynasty & Mariusz Danilewicz |
(c) 1999-2009 Agnieszka i Łukasz Jedynaści
|