www.jedynasty.com - Agnieszka i Łukasz Jedynaści



Łukasz Jedynasty

Ucieczka z piekła


       Stała w mrocznej alejce, tuż przy zamkniętym, od dawna remontowanym moście. Nie wyglądała na więcej niż 30 lat. W ciemności nie było widać jej twarzy, ani koloru jej długich, powiewających jedwabiście włosów, ale w jej opiętej w dopasowaną sukienkę sylwetce było coś urzekająco młodzieńczego. Ręce miała skrzyżowane na piersiach jak gdyby próbowała opanować swoje roztrzęsione ciało. Na pierwszy rzut oka było jej zimno, ale zaciśnięte na ramiączkach jej bluzki dłonie sugerowały raczej, że czegoś się bała.

       Przejechał jakiś samochód. Ostre, halogenowe światła przez moment oświetliły jej bladą jak papier twarz. Uniosła ręce i zasłoniła nimi oczy, odwróciła głowę.

       Stała sama, nerwowo rozglądając się wokół. Co chwila zerkała na zegarek. Otworzyła małą torebkę i zaczęła czegoś szukać. Po chwili włożyła do ust papierosa, zapaliła go pośpiesznie wydychając powietrze, jakby za chwilę ktoś miałby odciąć jej dopływ tlenu do mózgu. Nabrała głębiej powietrza. Cisnęła przed chwilą zapalonego papierosa na ulicę, jasnoszary dym unosił się cieniutką smużką.

       Zza skrzyżowania wysunął się powoli szary samochód. Jechał w stronę kobiety bez włączonych świateł. Spojrzała raz jeszcze na zegarek, wyglądała na coraz bardziej zdenerwowaną. Kierowca błysnął trzykrotnie światłami mijania. Kobieta szybkim ruchem ręki wyciągnęła z torebki pistolet i ukryła go za plecami. Samochód zatrzymał się tuż przy niej, otworzyły się drzwi. Kobieta zajrzała do środka, a po kilku chwilach była już w środku. Rzuciła się gwałtownie w stronę kierowcy i łykając pośpiesznie powietrze pocałowała go. Samochód ruszył z piskiem opon, dwa snopy światła rozjaśniły drogę.

       - Dlaczego tak długo, Gram?! - krzyknęła do kierowcy. - Posłuchaj mnie, w każdej chwili mogła tutaj jechać policja, jak wytłumaczyłabym im, że nie jestem Tamarą? Pomyśl, jak? Wyglądam identycznie jak ona, mam taki sam głos, takie same rysy twarzy, nawet odciski palców... Pomyśl, że każdy policjant w tym mieście jej szuka, a ja mam jej ciało...

       - Spokojnie, zawiozę cię na wieś, tam czeka już zaprzyjaźniony lekarz.

       - To dobrze.

       - Ale nie chcę ci robić nadziei, Fenn, już nigdy nie będziesz wyglądać tak jak kiedyś. Nigdy.

       - Nie mów mi nic. Po tym co przeżyłam nic mnie nie przerazi - zamyśliła się. - Daleko do tej wioski?

       - Dość daleko, byś mogła mi opowiedzieć co się wydarzyło przez te pięć lat...

       - Pięć lat?! - Fenn była zaskoczona - Boże... Ten sukinsyn trzymał mnie w pokoju bez okien, straciłam poczucie czasu, przestałam liczyć dni...

       Sukinsyn to było łagodne określenie męża pradziwej Tamary, skazanej przez sąd na karę śmierci za 9 morderstw. Właściwie jedną z jego najbardziej ludzkich cech była miłość do żony. Jednak uczucie przerodziło się w obsesję, a z czasem w nienawiść do ludzi jako do zła, które stoi na drodze ku ich szczęściu.

       Fenn opowiadała wszystko, co tylko pamiętała. Szczegóły z zewnątrz dokładał Gram.

       Zaraz po aresztowaniu Tamary jej mąż wpadł na pomysł, by wykraść ją z więzienia. Nie tyle wykraść, co podmienić na identyczną. Był uzdolnionym chirugriem plastycznym, niebywałym talentem w tej dziedzinie. Wyszukał kobietę podobną do swojej młodej żoneczki. Nie musiał daleko szuykać - sprzedawała w sklepie na jego ulicy, znał ją. Razem z jej ojcem, też chirugiem, często grywał w golfa. Pewnego wieczoru zaprosił ją do siebie pod pretektem przekazania ważnej dokumentacji jej ojcu. Zabrał ją prosto ze sklepu, by nie mogła nikomu nic powiedzieć. To był ostatni raz, kiedy widziała świat. Mąż Tamary zamknął Fenn w przerobionej na pracownię piwnicy, gdzie codziennie dokonywał na jej ciele wielu skomplikowanych operacji by w jak największym stopniu upodobnić ją do swojej żony. Aplikował jej różne pigmenty skóry, modyfikował wszystkie detale, dodawał, ujmował, wszczepiał implanty, przeszczepiał tkanki. Każdego dnia kilka godzin piekielnego bólu.

       - Nie dawał ci znieczulenia?

       - Dawał, czasami, jak za bardzo krzyczałam. Zwykle nie...

       - Bolało? - Gram zapytał odrywając skupiony wzrok od drogi.

       - Na początku. Potem oswoiłam się z bólem. Dzięki niemu wiedziałam, że jeszcze żyję...

       Kiedy kopia była perfekcyjna, mąż Tamary przystąpił do układania planu podmiany oryginału na kopię. Oswajał Fenn ze światłem słonecznym. Co kilka dni wywoził ją do lasu, gdzie musiała biegać. Domyślała się, że chodzi o to, by odzyskała sprawność.

       - Fenn, skąd wiedziałaś o jego planach? Mówił ci?

       - Mówił mi wszystko, ze szczegółami. Wieczorami, jak się domyślam, przychodził i opowiadał mi co będzie robić jutro, co mi rozkroi, gdzie wbije igłę... Byłam przywiązana do łóżka, nie mogłam zakryć uszu. Kiedy krzyczałam, ten drań mnie kneblował. - spojrzała nerwowo w steczne lusterko. - Musiałam słuchać o tym wszystkim, a on się śmiał. Śmiał się, cieszył z mojego cierpienia...

       Fenn kontynuowała swoją opowieść.

       Dwa dni wcześniej mąż Tamary rozpoczął końcowy etap swojego planu. Tamarę przewożono ciężarówką do więzienia o zaostrzonym rygorze, gdzie miała czekać swojego dnia ostatecznego. Końcowy miał rozegrać się w tunelu. Mąż Tamary zainstalował kolczatkę, która miała przebić opony pojazdu i wtedy - wraz z bandą zwykłych oprychów - zaatakować wóz i dokonać podmiany.

       - Byłam w bagażniku, wrzucona jak worek ziemniaków, zakneblowana i związana. Nie mogłam się ruszyć. Nie wiem co się stało... - zamyśliła się, patrzyła tępo przed siebie. - Poraziło mnie żółte światło, jakiś bydlak wyciągnął mnie z bagażnika i zaczął ciągnąć. To był tunel, poznałam. Widziałam dwóch zabitych policjantów. Ktoś wepchnął mnie do samochodu. Kazali mi się przebrać w jej ubrania... Zabij tą sukę, ktoś krzyczał. Bałam się... - po policzkach spłynęło jej kilka łez. - Wtedy przez szubę zobaczyłam, że Tamara leży na drodze. Nie rusza się. Ten suniksyn miał głowę na jej piersi... Pomyślałam, że pasują do siebie. Słyszałam trzask, nie wiem co to było. Drzwi zamknęły się i znów byłam w pułapce... Warkot silnika. Miałam nadzieję, że odjechali... Nie pamiętam ile czasu spędziłam tam.

       Ktoś ją jednak uratował. Człowiek, którego nigdy przedtem nie widziała. Oliwkowy oldsmobile zatrzymał się przy granatowym wozie policyjnym. Ktoś otworzył tylne drzwi - Fenn znowu poraziło światło. Krzyczała, żeby jej nie zabijał. On wyciągnął do niej dłoń i pomógł jej wstać. Położym ją na tylnym siedzeniu samochodu i przykrył kocem.

       - Bałam się, że chce mi zrobić krzywdę, ale zostało mi tylko zaufać mu. Zabrał mnie do siebie. Umyłam się, dał mi ubranie... Nie pytał skąd jestem, kim jestem. To od niego zadzwoniłam do ciebie...

       - Ja myślałem, że nie żyjesz... - wyszeptał cicho, jakgdyby jego słowa miały stać się wyrocznią. - Pogodziłem się z tym.

       - Ja też tak myślałam. Byłam przekonana, że jestem w piekle. Ten sukinsyn to najpotworniejszy szatan... Boże... czy mi się to śni? - jej roztrzęsiony głos rozsypał się jak pudełko szpilek na marmurowej podłodze. - Czy to tylko cudowny sen, Gram?

       Po kilku godzinach byli na miejscu. Dom stał w małej kotlince, otoczony był lasem. Sprawiał wrażenie bezpiecznej przystani...

       Jednak Fenn nie umiała powrócić do normalnego życia. Nigdy nie usmiechała się. Nocami nie potrafiła spać - dręczyły ją koszmary, ciągle powracający psychopata robiący z jej ciałem wszystko, na co miał tylko ochotę, zmieniający jej wygląd. Większość część dnia spędzała wypatrując go przez okno. Bała się wychodzić z domu, zamykała się w swoim pokoju. Nie potafiła zaufać nikomu, nawet Gramowi, który starał się robić dla niej wszystko...

       Po czterech miesiącach po ucieczce podcięła sobie żyły. Nie potrafiła poradzić sobie z powracającymi koszmarami. W liście pożegnalnym napisała, że nawet jeśli trafi do piekła - nie boi się.

       "Ja swoje piekło już przeżyłam. Poznałam esencję zła, rozmawiałam z diabłem. Nigdzie nie może być gorzej niż tu. Wybacz mi, Kochany. Musiałam."


* * *


(c) 1999-2009  Agnieszka i Łukasz Jedynaści